Szczęśliwy to kraj, w którym kłócą się czy w rocznicę katastrofy smoleńskiej mają zawyć syreny czy nie. Szczęśliwy, bo mogło być inaczej. Dźwięk syren ( oby nigdy) mógłby zwiastować nalot i spadające z nieba bomby.
Czasami dobrze wziąć wolne od internetu i zajrzeć dopiero po kolejnej „burzy”, która przetoczyła się przez media społecznościowe w związku z zapowiedzią min. Kamińskiego, że dziś o 8.41 mają w całym kraju zawyć syreny dla upamiętniania 12 rocznicy katastrofy smoleńskiej. Polacy, jak zwykle pryncypialni w swych opiniach, skoczyli sobie do oczu. Z jednej strony, przeciwnicy uzasadniający swój sprzeciw tym, że dźwięk syren mógłby goszczącym u nas Ukraińcom kojarzyć się z nalotami bombowymi, przed którymi uciekli ze swojej ojczyzny. Z drugiej, zwolennicy uważający, że we własnym kraju mamy prawo czcić swoich, tragicznie zmarłych, polityków tak, jak nam się do podoba. Syrenami, salutem armatnim i co tam jeszcze nam do głowy nam wpadnie byle było patetycznie i głośno. A Ukraińcom, by się nie bali, wyśle się smsy ( po ukraińsku) by się nie bali. Prawda, jaki to proste.
Czytając dziś wpisy jednych i drugich uspokoiłem się. Bo znów jest w Polsce „normalnie”. To znaczy, dla – w sumie – dupereli, błahostki jesteśmy gotowi naszym adwersarzom naubliżać. Odsądzić ich od czci i wiary. Łamać kołem i batożyć. Całe szczęście tylko słownie.
Owszem, pomysł był od czapy bo są inne, godniejsze sposoby na uczczenie pamięci tych, którzy wtedy w Smoleńsku zginęli. Przypomina te, żywcem zaczerpnięte z minionej już epoki, kiedy to PZPR mówiła Polakom kiedy i jak mają obchodzić żałobę. Ponadto, uzasadnione były obawy, że mogą wywołać stres u uciekinierów z Ukrainy. Czy jednak trzeba było wytaczać najcięższe armaty i z grochu strzelać do zwolenników syren? Myślę, że było to całkowicie zbędne, bo to świadczy o braku umiejętności widzenia spraw we właściwych proporcjach. Sarkazm i humor są zdecydowanie lepszymi reakcjami na megalomańskie i tromtradackie pomysły władzy. Całą zaś medialną „burzę’ da się sprowadzić do tego czym w istocie była. Wiele hałasu o nic. Osobiście cieszę się, że takie tematy zaprzątają nam dziś głowę i zabierają czas. Gorzej znacznie byłoby, gdyby wycie syren zwiastowało realny nalot.
Norman Davies w swojej książce „Boże Igrzysko” tak scharakteryzował Polskę. „Wydaje mi się, ze ten kraj związany jest z niekończącą się serią katastrof i kryzysów, które – w sposób paradoksalny – stają się źródłem jego bujnego życia. Polska znajduje się bez przerwy na krawędzi upadku, ale jakimś sposobem udaje się jej stanąć na nogi”. I tacy już jesteśmy. Nie ma co biadolić. I sumie, jego słowa brzmią całkiem optymistycznie.
Autor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl
Zostaw komentarz