Dwa miesiące mijają od momentu, kiedy podjęłam decyzję o wyjściu poza ramy internetowego nawoływania, przekonywania i agitowania. W ciągu tych dwóch miesięcy działając pod egidą Ruchu JOW, będąc woJOWniczką Pawła Kukiza, zjeździłam Polskę wzdłuż i wszerz by prowadzić spotkania sympatyków JOW i Pawła Kukiza, szkolić Komitety Referendalne, przekonywać niezdecydowanych. Rozmawiałam z setkami osób, które zaangażowały się w próbę przywrócenia Polski obywatelom. Odwiedzałam duże miasta i małe wioski. Przyjeżdżałam na zaproszenie lokalnych działaczy Komitetów Referendalnych, WoJOWników, sympatyków Kukiza. Mój kalendarz pękał w szwach, wiele razy musiałam odmawiać. Zainteresowanie spotkaniami było różne – niekiedy wypełnione były całe duże sale, innym razem spotykaliśmy się w kameralnym, kilkuosobowym gronie. Różne też było audytorium – najczęściej sympatycy JOW i Kukiza przemieszani z mniej zaangażowanymi obywatelami. Zdarzały się spotkania, gdzie musiałam ścierać się z przeciwnikami JOW-ów z różnych opcji politycznych. W miarę upływu czasu coraz częściej podnoszono kwestie polityczne, szczególnie dotyczące nadchodzących wyborów parlamentarnych. Konsekwentnie unikałam wszelkich politycznych dyskusji i dywagacji, chociaż swoje poglądy polityczne mam i to dosyć zdecydowane. To nie politykowanie było moim zadaniem, ale propagowanie idei JOW. Próbowałam także łączyć różne środowiska skupione wokół JOW i Pawła Kukiza. Byłam, rzecz jasna jedynie jedną z wielu osób, które chciały i mogły oddać trochę swoich sił, czasu i środków wielkiej Idei.
Powoli, lecz nieubłaganie zbliża się jednak czas, kiedy ten etap naszego zaangażowania się domknie. Te dwa tygodnie, które zostają do referendum mam już dokładnie rozplanowane. 6 września, jak mam nadzieję większość rodaków, a na pewno wszyscy woJOWnicy wrzucę do urny kartę referendalną głosując oczywiście TAK NIE TAK.
Moi Kochani woJOWnicy, Wielka Armio Kukiza! Nie mamy kasy. Nie mamy mediów. Nie mamy politycznych sprzymierzeńców. Mamy za to coś, czego nie mają nasi przeciwnicy. Mamy ŚWIADOMOŚĆ przed jak ważnym wyborem staniemy. WIEMY, że od tego jak zagłosują Polacy i jak licznie będą uczestniczyć w referendum zależą losy naszej Ojczyzny. To MY jesteśmy elitą tego narodu, ponieważ to MY chcemy trwale zmienić Polskę na lepszą. Niezależnie jak bardzo przeciwnicy JOW-ów próbują NAM w tym przeszkodzić to prawda jest po NASZEJ stronie. Dla tej prawdy warto jest poświęcić wiele. Dla tej prawdy warto jest zapomnieć, choćby na najbliższe dwa tygodnie, o własnych interesach, ambicjach i planach. MUSIMY – dla siebie samych, dla naszych rodzin, sąsiadów, przyjaciół, dla przyszłych pokoleń przede wszystkim – teraz w pełni się zmobilizować i zaangażować. To czas, kiedy trzeba wyjść na ulice, place, do znajomych i nieznajomych, przekonywać nieprzekonanych i biernych. Nie traćmy sił i czasu na jałowe dyskusje z kucami, pisiorami i lewakami. To nic zapewne nie da, oni już wiedzą co mają wiedzieć i jeszcze trochę czasu jest potrzebne, żeby swoje zdanie zmienili. Drodzy woJOWnicy! To tylko dwa tygodnie!To nie 63 dni krwawego powstania, to nie 5 lat okropnej okupacji, to nie długie lata tułaczki po obozach Kołymy. Nasze pokoleniowe zadanie jest tu i teraz. Wymaga tylko kilkunastu dni pełnego zaangażowania. Nie będziecie narażać życia, nie znajdziecie się w skrajnych sytuacjach. Nie stracicie bliskich, domu, czy pracy. Polska tak niewiele teraz od Was oczekuje. Zróbcie to, nie kalkulując czy i jakie mamy szanse, nie słuchając miernych, miałkich i zniewolonych szkodników. Nie robimy tego dla Kukiza, Sanockiego czy Dziambora. Oni – pozwolę to sobie w tym kontekście wyrazić – są bez znaczenia. Ważna jest Nasza przyszłość w Naszej Ojczyźnie.
Do dzieła!