Ryszard Jan Czarnowski opowiada o Lwowie i św. Jan z Dukli, patronie rycerstwa. Co dawniej kryło się pod pojęciem rycerza? Wierność danemu słowu, hamowanie zapalczywości, gniewu, pychy. Rycerz wiedział, by nigdy nie pokazywać pleców wrogowi. Kodeks nakazywał: „Oczu nie zamykać na grzechy występnych braci, lecz ku ich naprawie podążać”. Jakie były najważniejsze przymioty rycerza? Czystość w miłości i prawdzie. Cześć rycerska moc uczynku rodząca. Sprawność oręża. Gotowość do stawania w obronie słabych i przestrodze niesprawiedliwych.

Na szczycie kolumny stojącej przed licem świątyni bernardyńskiej widzicie Państwo wazon. Przed wojną zobaczylibyście postać zakonnika wznoszącego charakterystycznie dłonie do góry w błagalnym geście. Geście – prośbie do Pana na górze o ocalenie miasta. Lwowa rzecz jasna. Ale sowieci we wrześniu 1939 roku upodobali sobie strzelać do postaci. Któryś z nich skutecznie serią trafił. I w ten sposób Jan z Dukli zniknął. Po wojnie puste miejsce wypełniono socwazonem. Dopiero w 1997 roku świat sobie o zakonniku przypomniał, gdy kanonizował go Jan Paweł Wielki. A było tak, że ukazać się on miał ponoć Chmielnickiemu i Tuhaj bejowi oblegającym Lwów, razem z tłumami czerni. I wystraszeni atamani odstąpili. Pomógł Jan, co słynął niegdyś z niezwykłych kazań i był uważany przez tutejszych za patrona grodu. Tak nieoficjalnie, bo przecież Matka Boska, jako Śliczna Gwiazda Miasta Królewskiego, niepodzielnie tu panowała. O niej też będziemy pisać wiosną przy okazji Ślubów Jana Kazimierza. Ale przecież Bernardyni stali bezradnie za murami, tuż przy Bramie Halickiej. Tym bardziej było to cudowne wydarzenie.

Aczkolwiek do cudów mam stosunek ambiwalentny. To tu w refektarzu klasztoru, szlachcianka Słoniowa, rzuciła na stół wszystkie swe kosztowności przed lica obradujących dowódców ze słynnym Jaremą na czele. Zawstydziła ich swą odwagą i już się nie wzbraniali przed chwałą obrony miasta przed nadchodzącym barbarzyństwem. Moc legend i opowieści się z tym miejscem wiąże, ale chyba wątek bernardyńskich kurantów jest najbardziej znany. Zwyczaj był w mieście i na przedmieściach taki, że dzwony wieżowe świątyń i ratusza wszem i wobec oznajmiały południe. Dla tutejszych przedmieść tym zegarem południowym był bernardyński i zdarzyło się, że braciszek – dzwonnik wdrapał się na wieżycę, chcąc przedtem sprawdzić czy sznur u dzwonów jest dobrze mocowany, czy się nie poluźnił. Spojrzał przez okienko na okolicę i zmartwiał niemal. Od strony Glinian (późniejszego Łyczakowa) szedł w strona Bramy Halickiej i obronnego zespołu klasztornego tuman kurzu. Niecodzienne to było zjawisko, więc przyjrzał się baczniej. I zobaczył czambuł tatarski, będący zapowiedzią większej siły, chcącej zaatakować miasto. Choć nie było jeszcze dwunastej, zbiegł czym prędzej i począł z całej siły ciągnąć sznury. Rozdzwoniły się bernardyńskie kuranty. Na ratuszu i wszędzie się dziwiono, lecz szybko się zorientowano, że przyczyna musiała być ważna. Na dźwięk kurantów bernardyńskich uruchomiono i inne dzwony. Skoro dźwięk roznosił się wcześniej niż przed południem, był znak, że to larum wydzwaniano i dzielni lwowianie rzucili się do murów. I dzięki braciszkowi bernardyńskiemu Lwów niespodziewany atak odparł. Na pamiątkę tego wydarzenia, na mocy papieskiego przywileju Sykstusa, dzwony bernardyńskie południe i północ zapowiadały jakieś pięć minut wcześniej. Tak się działo do zainstalowania się we Lwowie sowietów, kolejnych barbarzyńców ze wschodu. A oni i tego zabronili. Dziś jest to cerkiew a klasztor pełni rolę magazynów Archiwum akt dawnych miasta Lwowa. Już nie królewskiego, więc oznaczamy jego wielkość z małej litery.

Jan z Dukli: Ja nigdy nie przestanę dziękować Bogu za to, że zechciał mnie niegodnego powołać do Zakonu. Jeżeli bowiem żyjąc w zakonie wykazuję pewne niedoskonałości, to jak sądzicie, ile grzechów bym popełnił żyjąc na świecie, gdzie są często, niemal nieustannie, okazje do grzechu.

Św. Jan z Dukli jest patronem Polski, a także archidiecezji przemyskiej, Lwowa i rycerstwa polskiego. Patronuje również (od 2010 roku) Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej. Od 1945 jego relikwie spoczywały w kościele bernardynów w Rzeszowie, a od 1974 są w Dukli, w kościele OO. Bernardynów. W ikonografii Jan z Dukli, czczony także przez Ormian i wyznawców prawosławia, przedstawiany jest jako niewidomy, w habicie franciszkańskim. Padają na niego promienie światła.

W 2014 roku minęło 600 lat od urodzin świętego i wtedy przypadła 275 rocznica ustanowienia go patronem Polski.

autor tekstu: Ryszard Jan Czarnowski

Materiały zawarte na niniejszej stronie mogą być wykorzystywane lub rozpowszechniane jedynie w celach informacyjnych oraz wyłącznie z notą o prawach autorskich oraz ze wskazaniem źródła informacji.