W 2015 roku zwolennicy jednomandatowych okręgów wyborczych (związani m.in. z ruchem JOW, Bezpartyjnymi Samorządowcami, zmielonymi) zgromadzili się w trakcie kampanii prezydenckiej wokół Pawła Kukiza. Jego nazwisko i emocjonalne wystąpienia przyciągnęły całe rzesze obywateli świadomych konieczności zmian nie personalnych, lecz jakościowych w polskiej polityce. Po ogromnym sukcesie, jakim było 20% poparcie w wyborach prezydenckich, nastąpił burzliwy rozwód Kukiza z Bezpartyjnymi Samorządowcami, bolesna separacja od stowarzyszenia ruch JOW i nietrwały – jak się okazało – romans z innymi opcjami politycznymi (m.in. narodowcami).

Od tamtego czasu minęły już 2 lata, sytuacja na scenie politycznej zmieniła się radykalnie: większość parlamentarną dzierży PiS, opozycja szaleje, Kukiz’15 w sejmie zmniejszył się zasadniczo, a Bezpartyjni w ogóle do sejmu nie weszli.

Patrząc na rozgrywki międzypartyjne, wielu z nas zadaje sobie pytanie, o co chodzi walczącym. Z obserwacji wynika, że rzadko jest to dobro wspólne, częściej korzyści dla partii, ugrupowania, prywatne porachunki. Zasada „dziel i rządź” jest dziecinnie prosta do przeprowadzenia. Wystarczy wykrzyczeć hasło, do którego trzeba będzie się ustosunkować, opowiedzieć po jednej ze stron. A potem zastosować następne: „Kto nie z nami, ten przeciw nam”. I poprowadzić tych najwierniejszych ku świetlanej przyszłości.

Chyba jednak nie o to chodzi. 
Jakkolwiek w wyborach do sejmu zrozumiała mogła być walka o tych kilkadziesiąt biorących miejsc na listach, to już w zbliżających się wyborach samorządowych taka polityka zdaje się niezrozumiała. Tutaj ilość miejsc jest znacznie większa, jednocześnie niezbędne są – przynajmniej w gminach i małych miastach – działania na poziomie lokalnym, mające na celu rozpoznanie kandydatów przez mieszkańców. W miastach na prawach powiatu – tych bardziej łakomych kąskach – należy położyć nacisk na przekroczenie progu wyborczego, ponieważ obowiązuje w nich ordynacja proporcjonalna.

I tu chcę się odnieść do dwu projektów widocznych od jakiegoś czasu w Internecie: „Samorządy z Kukizem” i „Stop partiom w samorządzie”.

Oba projekty dotyczą wyborów samorządowych w 2018 roku.

Oba mają na celu odebranie samorządów partiom politycznym (Kukiz’15 nie jest partią), oba łączą ludzi, dla których Polska obywatelska, działania lokalne, jednomandatowe okręgi wyborcze stanowią podstawę ideologiczną: Ruch Samorządowy Bezpartyjni i Kukiz’15.

Obu powinno zależeć na przekroczeniu progu wyborczego. Bezpartyjni mają w wielu miejscowościach, gdzie są JOWy bardzo silnych reprezentantów, Kukiz’15 ma za to znaną markę i większą szansę na przekroczenie progu wyborczego.

Czy naprawdę dla dobra nas wszystkich nie można by połączyć sił tych dwu ugrupowań, skoro cel jest wspólny? Może to naiwne myślenie, niepolityczne – może. Bo politycznie to jest pamiętać, dzielić, walczyć, mścić się, podważać, krytykować. A budować, działać wspólnie dla dobra wszystkich – to jakoś tak głupio brzmi…