BŁĘDY PIS PRZY REFORMIE SĄDOWNICTWA
Zmarnowana szansa i lekcje na przyszłość
TEN TEKST MA JUŻ ROK. Tym razem rozbudowanemu go znacznie, przede wszystkim, dodając wnioski na przyszłość.
Pierwotna wersja tego artykułu powstała rok temu, po zaprzysiężeniu nowego Prezydenta. Już wtedy uważałem, że PiS popełniło przy reformie wymiaru sprawiedliwości poważne błędy — mimo że samą próbę reformy oceniałem i nadal oceniam jako potrzebną i historycznie ważną.
Przez rok moje zasadnicze stanowisko się nie zmieniło.
Zmienił się natomiast tekst.
Poniższy artykuł nie jest prostym przedrukiem ubiegłorocznego materiału. Zachowałem jego pierwotną tezę i zasadnicze argumenty, ale całość została znacznie rozbudowana, uporządkowana i uzupełniona o nowe elementy.
Przede wszystkim szerzej analizuję niewykorzystany przez polski rząd argument niedokończonej dekomunizacji, w tym doświadczenia innych państw Europy Środkowej oraz europejskie orzecznictwo dotyczące rozliczania dziedzictwa komunizmu.
Rozbudowałem również część dotyczącą strategii prowadzenia sporu z instytucjami Unii Europejskiej.
Najważniejsza zmiana dotyczy jednak wniosków na przyszłość.
Rok temu chodziło przede wszystkim o wskazanie błędów PiS. Dzisiaj uważam, że samo ich wyliczenie już nie wystarcza. Jeżeli prawica rzeczywiście chce w przyszłości ponownie podjąć próbę reformy państwa, powinna najpierw uczciwie sporządzić listę własnych błędów, przyznać się do nich i przygotować konkretny plan, jak ich uniknąć.
Dlatego dzisiejszy tekst jest czymś więcej niż aktualizacją starego artykułu.
To nowa, znacznie poszerzona wersja pierwotnej analizy, napisana z perspektywy czasu i doświadczeń, które przyniósł kolejny rok.
Jedno jednak pozostało niezmienne.
Nie był to i nie jest tekst „anty-PiS”.
Uważałem rok temu i nadal uważam, że reforma wymiaru sprawiedliwości była jednym z najważniejszych wyzwań III Rzeczypospolitej, a PiS jako pierwsza formacja po 1989 roku podjęło realną próbę zmierzenia się z tym problemem.
Właśnie dlatego należy o tej reformie mówić uczciwie — także o jej błędach.
Bo można być zwolennikiem reformy sądownictwa i jednocześnie krytykować sposób, w jaki została przeprowadzona.
Można krytykować PiS, nie broniąc status quo.
I można przyznać, że reforma była potrzebna, jednocześnie uznając, że została przygotowana i przeprowadzona znacznie gorzej, niż mogła być.
1. REFORMA POTRZEBOWAŁA SPOŁECZNEGO MANDATU
Najpierw trzeba było przekonać obywateli
Pierwszym i jednym z najpoważniejszych błędów PiS był brak odpowiedniego przygotowania społeczeństwa do reformy.
Reforma wymiaru sprawiedliwości nie mogła być przedstawiana wyłącznie jako kolejna ustawa uchwalana przez większość parlamentarną.
To była zmiana dotycząca jednej z najważniejszych sfer funkcjonowania państwa.
Obywatele powinni wcześniej usłyszeć:
Co dokładnie jest nie tak z polskim wymiarem sprawiedliwości?
Skąd wzięły się te problemy?
Dlaczego dotychczasowe rozwiązania zawiodły?
Co konkretnie ma się zmienić?
I co ta zmiana da zwykłemu obywatelowi?
Tego zabrakło.
Materiały dotyczące sądownictwa pojawiły się w mediach publicznych w dużej mierze dopiero wtedy, gdy reforma została już zaatakowana przez opozycję i część środowisk prawniczych.
To był błąd.
Jeżeli najpierw rozpoczyna się reformę, a dopiero później zaczyna tłumaczyć społeczeństwu, dlaczego jest ona potrzebna, przeciwnik otrzymuje ogromną przewagę.
Może bowiem pierwszy narzucić własną interpretację wydarzeń.
2. ZABRAKŁO OPOWIEŚCI O NIEDOKOŃCZONEJ TRANSFORMACJI
Problem ciągłości po 1989 roku
Drugi problem miał charakter historyczny.
Polska po 1989 roku przeprowadziła transformację ustrojową, ale nie dokonała pełnego rozliczenia i przebudowy wszystkich instytucji odziedziczonych po PRL.
Dotyczyło to również wymiaru sprawiedliwości.
Nie oznacza to oczywiście, że każdy sędzia czy prokurator funkcjonujący w PRL był człowiekiem komunistycznego systemu.
Takie uproszczenie byłoby niesprawiedliwe.
Problem był szerszy.
Chodziło o ciągłość instytucjonalną, kadrową i środowiskową, a także o brak jednoznacznego zamknięcia pewnego etapu historii państwa.
Tego argumentu PiS powinno było używać znacznie mocniej.
Nie jako propagandowego hasła „wszyscy byli komunistami”, lecz jako elementu poważnej argumentacji historycznej i ustrojowej.
3. ZAPOMNIANA DEKOMUNIZACJA
Polska mogła wykorzystać europejskie doświadczenia
I tutaj dochodzimy do argumentu, który w sporze z Unią Europejską został — moim zdaniem — wykorzystany zdecydowanie zbyt słabo.
Dekomunizacja.
Jeżeli reforma sądownictwa miała być przedstawiana jako element niedokończonej transformacji ustrojowej, należało od początku pokazać, że państwa Europy Środkowo-Wschodniej podejmowały działania zmierzające do rozliczenia dziedzictwa komunizmu.
Co więcej, istniało już orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.
Orzecznictwo ETPCz było ważnym argumentem
W sprawach dotyczących państw postkomunistycznych ETPCz wielokrotnie wskazywał, że w procesie przechodzenia od systemu totalitarnego do demokratycznego państwo posiada określony margines swobody w prowadzeniu polityki dekomunizacyjnej.
Szczególnie istotne jest orzeczenie w sprawie Cichopek i inni przeciwko Polsce, w którym Trybunał analizował polskie rozwiązania dotyczące rozliczenia z przeszłością komunistyczną.
Nie oznacza to oczywiście, że pod hasłem dekomunizacji można usprawiedliwić każde rozwiązanie.
Nie można.
Oznacza jednak, że sama idea rozliczenia dziedzictwa komunizmu nie jest z definicji sprzeczna z europejskimi standardami praw człowieka.
I właśnie ten argument należało wykorzystać.
4. ZAMIAST „WOJNY Z SĄDAMI” — SPÓR O DOKOŃCZENIE TRANSFORMACJI
Można było inaczej opowiedzieć tę reformę
PiS pozwoliło swoim przeciwnikom narzucić podstawową ramę sporu.
Reforma zaczęła być przedstawiana jako konflikt:
PiS kontra niezależne sądy.
Tymczasem można było próbować zbudować zupełnie inną narrację:
Polska, podobnie jak inne państwa Europy Środkowej, nie zakończyła procesu przebudowy instytucji odziedziczonych po komunizmie. Reforma sądownictwa jest jednym z elementów dokończenia transformacji, oczywiście w granicach Konstytucji i europejskich standardów praw człowieka.
To była znacznie mocniejsza pozycja.
Wymagała jednak przygotowania.
Historycznego.
Prawnego.
Dyplomatycznego.
I medialnego.
Tego przygotowania zabrakło.
5. SPOŁECZEŃSTWO BYŁO POTRZEBNE NIE TYLKO W DNIU WYBORÓW
Trzeba było wykorzystać ruchy społeczne
Kolejnym błędem był brak odpowiedniego wsparcia i nagłośnienia dla organizacji oraz środowisk społecznych domagających się reformy sądownictwa.
Dotyczyło to między innymi ludzi organizujących protesty i pikiety przed Sądem Najwyższym czy występujących w obronie osób pokrzywdzonych przez wymiar sprawiedliwości.
Władza nie musiała przejmować tych inicjatyw.
Wręcz przeciwnie — powinny one pozostać niezależne.
Ale PiS mogło powiedzieć:
„Nie jesteśmy autorami tej potrzeby. Realizujemy oczekiwanie społeczne”.
To byłoby politycznie bardzo ważne.
Reforma przestawałaby być projektem jednej partii.
Stawałaby się odpowiedzią państwa na wieloletnie oczekiwania obywateli.
6. PROKURATURA: DOBRY KIERUNEK, NIEWYKORZYSTANA SZANSA
Sama zmiana personalna nie wystarcza
W 2016 roku PiS przeprowadziło istotną zmianę w prokuraturze, łącząc funkcje Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego.
Można spierać się o zalety i wady tego rozwiązania.
Nie można jednak zaprzeczyć, że była to rzeczywista zmiana ustrojowa.
Problem polegał na czymś innym.
Nie zbudowano na jej podstawie wystarczająco głębokiej, systemowej reformy prokuratury.
Jeżeli reforma instytucji ma być trwała, nie może polegać przede wszystkim na tym, że określony minister otrzymuje większą kontrolę nad określoną grupą ludzi.
Instytucje muszą być odporne na zmianę władzy
Dobra reforma powinna działać również wtedy, gdy władzę przejmą przeciwnicy polityczni.
To fundamentalna zasada.
Państwa nie reformuje się po to, aby dobry minister mógł skuteczniej kierować instytucją.
Reformuje się je po to, aby nawet zły minister nie mógł jej łatwo zniszczyć.
To właśnie powinno być kryterium oceny reform instytucjonalnych.
7. NAJWIĘKSZY BŁĄD: CIĄGŁE WYCOFYWANIE SIĘ
Nie każde ustępstwo jest kompromisem
Jeżeli miałbym wskazać jeden błąd, który uważam za najpoważniejszy, byłoby nim właśnie ciągłe wycofywanie się.
Oczywiście polityka wymaga kompromisów.
Nie każdą ustawę można przeprowadzić dokładnie w takim kształcie, w jakim została zaplanowana.
Ale kompromis jest czymś innym niż sytuacja, w której każda kolejna presja prowadzi do rezygnacji z następnych elementów reformy.
W pewnym momencie przeciwnicy reformy otrzymują bardzo prostą informację:
Nacisk działa.
A jeżeli nacisk działa, będzie stosowany coraz częściej.
8. PREZYDENCKIE VETO NIE BYŁO NAJWIĘKSZYM PROBLEMEM
Problem zaczął się później
Wiele osób za kluczowy moment uznaje weto prezydenta Andrzeja Dudy wobec ustaw dotyczących Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa w 2017 roku.
Moim zdaniem nie był to jeszcze największy problem.
Prezydent zastosował instrument przewidziany w Konstytucji, a następnie przedstawił własne projekty.
Można było ten ruch oceniać pozytywnie albo negatywnie.
Ale był to element normalnego procesu legislacyjnego.
Znacznie bardziej problematyczne było późniejsze wycofywanie się z rozwiązań już uchwalonych, a nawet likwidowanie instytucji, które wcześniej zostały utworzone.
To było znacznie poważniejsze.
9. NA REFORMĘ SĄDOWNICTWA
Wtedy napisałem krótką fraszkę:
Cofali się i cofali,
Aby mniej nas bili.
I tak kijów najtęższych
Przeciw nam użyli.
Dzisiaj brzmi ona mniej zabawnie niż rok temu.
Bo problem nie polegał wyłącznie na tym, że poszczególne rozwiązania reformy można było poprawić.
Problem polegał na tym, że państwo zaczęło wysyłać sygnał własnej niepewności.
A w wielkim sporze ustrojowym niepewność jest słabością.
10. SPÓR Z BRUKSELĄ ZOSTAŁ ODDANY PRZECIWNIKOM
Sama obrona suwerenności nie wystarcza
W sporze z instytucjami UE PiS popełniło kolejny błąd strategiczny.
Nie chodzi nawet o to, czy Komisja Europejska miała rację w konkretnych zarzutach.
Chodzi o sposób prowadzenia sporu.
Nie wystarczy powiedzieć:
„Bruksela nie ma prawa ingerować w polskie sądy”.
Trzeba było przedstawić całą konstrukcję argumentacyjną.
Co dokładnie reformujemy?
Dlaczego jest to konieczne?
Jaka jest podstawa konstytucyjna?
Jakie podobne rozwiązania istnieją w innych państwach?
Jakie standardy ETPCz mają zastosowanie?
I wreszcie — dlaczego reforma może być elementem dokończenia transformacji postkomunistycznej?
Tak przygotowany spór wyglądałby zupełnie inaczej.
11. NIE WYSTARCZY MIEĆ RACJĘ
Trzeba jeszcze umieć ją przedstawić
To jedna z najważniejszych lekcji całej historii.
W polityce międzynarodowej i europejskiej nie wygrywa automatycznie ten, kto uważa, że ma rację.
Wygrywa często ten, kto:
lepiej przygotuje argumentację,
wcześniej przewidzi kontrargumenty,
znajdzie odpowiednie precedensy,
potrafi przekonać opinię publiczną,
i konsekwentnie powtarza własną narrację.
PiS miało prawników.
Miało historyków.
Miało dyplomatów.
Miało media.
Miało ogromne zaplecze polityczne.
A jednak nie udało się zbudować spójnej, europejskiej argumentacji dla całego projektu.
To była strata ogromnej szansy.
12. „AT LEAST I HAVE TRIED”
Mimo wszystkich tych zarzutów nie odbieram PiS jednej rzeczy.
Przynajmniej spróbowało.
To nie jest mało.
Przez lata kolejne rządy mówiły o potrzebie reformy wymiaru sprawiedliwości.
Kiedy jednak pojawiała się możliwość przeprowadzenia głębszych zmian, najczęściej kończyło się na korektach.
PiS zdecydowało się wejść w konflikt.
I za samą próbę należy mu się uznanie.
Ale uznanie za próbę nie może oznaczać zakazu krytyki.
Wręcz przeciwnie.
Jeżeli ktoś naprawdę chce reformować państwo, musi umieć analizować własne porażki.
13. NAJWAŻNIEJSZY WNIOSEK: PRZYZNAĆ SIĘ DO BŁĘDÓW
I tutaj dochodzimy do sprawy, która moim zdaniem jest dzisiaj ważniejsza niż spór o to, kto w 2017 czy 2018 roku miał rację.
Prawica powinna przyznać się do błędów popełnionych przy reformie sądownictwa.
Nie po to, aby dostarczyć amunicji przeciwnikom.
Po to, aby nie popełnić tych samych błędów po raz drugi.
Potrzebna jest uczciwa lista.
Nie lista błędów przeciwnika.
Lista własnych błędów.
14. POTRZEBNA JEST „LISTA BŁĘDÓW”
Powinna ona obejmować między innymi:
1. Brak odpowiedniego przygotowania społecznego.
2. Brak wystarczającej kampanii informacyjnej przed rozpoczęciem reformy.
3. Niewykorzystanie potencjału organizacji społecznych.
4. Niedostateczne przygotowanie eksperckie i prawne.
5. Niewykorzystanie argumentu niedokończonej dekomunizacji.
6. Niewykorzystanie w pełni europejskiego orzecznictwa dotyczącego rozliczenia dziedzictwa komunizmu.
7. Brak spójnej strategii komunikacyjnej wobec UE.
8. Zbyt duża koncentracja na personaliach zamiast na trwałych rozwiązaniach instytucjonalnych.
9. Brak konsekwencji w realizacji reformy.
10. Wycofywanie się z części wcześniej przyjętych rozwiązań.
To nie jest lista po to, aby kogoś upokorzyć.
To jest materiał do pracy.
15. DRUGA LISTA MUSI BYĆ JESZCZE WAŻNIEJSZA
Jak uniknąć tych błędów następnym razem?
Sama lista błędów niczego nie zmieni.
Potrzebny jest również plan ich uniknięcia.
Najpierw projekt, później ustawa
Nie można zaczynać reformy państwa od pierwszego projektu ustawy przygotowanego po wyborach.
Najpierw trzeba mieć całościową koncepcję.
Najpierw argumentacja, później konflikt
Jeżeli wiadomo, że reforma wywoła spór z opozycją, środowiskami prawniczymi czy instytucjami europejskimi, argumentacja musi być przygotowana przed rozpoczęciem reformy.
Najpierw społeczeństwo
Obywatele muszą wiedzieć, po co reforma jest przeprowadzana.
Najpierw instytucje, nie personalia
Celem reformy powinno być stworzenie dobrych mechanizmów, a nie jedynie wymiana ludzi.
I wreszcie — żadnego ciągłego odwrotu
Kompromis tak.
Korekta tak.
Zmiana złego rozwiązania tak.
Ale strategia polegająca na ciągłym wycofywaniu się pod presją jest drogą donikąd.
16. PRAWICA MUSI NAUCZYĆ SIĘ WYCIĄGAĆ WNIOSKI
Największym problemem nie jest przegrana jednej reformy.
Największym problemem byłoby nie wyciągnięcie z niej żadnych wniosków.
Jeżeli prawica ponownie otrzyma kiedyś mandat do głębokiej przebudowy państwa, nie może po prostu powtórzyć reformy PiS w wersji „bardziej zdecydowanej”.
Musi zrobić ją lepiej.
Potrzebna będzie większa wiedza.
Lepsze przygotowanie.
Lepsza komunikacja.
Lepsze zaplecze eksperckie.
Lepsza strategia europejska.
I przede wszystkim — większa konsekwencja.
17. NIE CHODZI O TO, KTO MIAŁ RACJĘ
Po latach możemy nadal prowadzić tę samą wojnę.
Możemy powtarzać:
PiS miało rację.
Albo:
PiS nie miało racji.
Tylko że to niczego już nie rozwiązuje.
Znacznie ważniejsze są pytania:
Co rzeczywiście było problemem?
Które rozwiązania były dobre?
Które były złe?
Dlaczego reformy nie udało się przeprowadzić?
Które błędy wynikały z presji zewnętrznej, a które były błędami samego rządu?
I co zrobić, aby kolejna próba nie skończyła się tak samo?
To są pytania, na które prawica powinna odpowiedzieć sama sobie.
18. TRZY ZDANIA, KTÓRE POWINNY POZOSTAĆ
Można więc jednocześnie powiedzieć trzy rzeczy:
Po pierwsze — polski wymiar sprawiedliwości wymagał i nadal wymaga reformy.
Po drugie — PiS jako pierwsza formacja III RP podjęło realną próbę przeprowadzenia takiej reformy.
Po trzecie — PiS popełniło przy tej próbie poważne błędy i prawica nie powinna ich przemilczać.
To nie jest atak na prawicę.
To jest właśnie prawicowa krytyka własnego obozu.
A krytyka własnych błędów nie jest zdradą.
Jest warunkiem dojrzałości politycznej.
ZAKOŃCZENIE: NASTĘPNEJ SZANSY MOŻE NIE BYĆ
Historia nie daje partiom politycznym nieskończonej liczby szans.
PiS dostało swoją.
Podjęło próbę.
Nie wykorzystało jej w pełni.
Najgorsze, co można teraz zrobić, to udawać, że wszystko zostało przeprowadzone idealnie.
Bo wtedy następna ekipa, która będzie chciała reformować państwo, popełni dokładnie te same błędy.
Dlatego potrzebne są dwie rzeczy:
uczciwe rozliczenie własnych błędów
i
konkretny plan, jak tych błędów uniknąć w przyszłości.
Dopiero wtedy można będzie powiedzieć, że przegrana reforma nie została całkowicie zmarnowana.
Bo państwo nie potrzebuje kolejnej politycznej wojny o sądy.
Potrzebuje mądrej, dobrze przygotowanej i trwałej reformy wymiaru sprawiedliwości.
A taka reforma zaczyna się nie od pierwszej ustawy.
Zaczyna się od wyciągnięcia wniosków z poprzedniej porażki.
Zostaw komentarz