Od wczoraj strasznie mnie męczy Ewangelia z niedzieli. Nie daje spokoju. Więc wam coś napiszę…

Znam doskonale tego bogacza, który ubiera się w bisior i purpurę i dzień w dzień świetnie się bawi. Ma moje oblicze, ma oblicze setek ludzi, których znam. On nie próżniaczy, pracuje, stara się, zarabia ciężko pieniądze, pnie się na szczyt wyższy czy niższy, troszczy się o przyjaciół i znajomych, w sumie niczego nie robi dla siebie, wszystko dla sprawy, dla żony, dla dzieci. I te uczciwie zarobione pieniądze wydaje na purpurę i bisior, na piwo z kumplami, na wakacje, na samochód, na imprezę – i to nie tylko dla siebie, potrafi postawić kolejkę! To jest dobry chłop. Jezus złego słowa o nim nie powiedział…

Tylko że u bram leży ten żebrak… Zaraz, zaraz… jak on ma na imię? A, Łazarz… Nic nie mówi, nie krzyczy, nie manipuluje… Tylko tymi ślepiami patrzy w ślad za bogaczem, za resztkami ze stołu… Stoi tuż obok, gdy na Piotrkowskiej płacę za obiad i zostawiam napiwek… Nie jest jak ci pseudo-żebracy, co zarabiają wyłudzaniem, cwaniakują i zawsze wylądują na cztery łapy. On ma wrzody, które liżą tylko psy… Nie przedostał się na pontonie do Europy, nie załapał się na socjal, żeby na wódkę starczyło… Ma oczy tej Sudanki, które się zaszkliły, gdy zapytaliśmy z Martą, czy ma kontakt z mężem na Południu…. Jej imię też wbiło mi się pamięć, jak Bogu imię Łazarza, Angelina, czyli po naszemu po prostu Aniela.

Czemu dopiero śmierć odsłania prawdę o życiu? Czemu dopiero w ogniu przegranego życia bogacz zrozumiał, że życie to zanurzyć palec w wodzie i zwilżyć usta cierpiącego? Że żyje ten, kto pozna imię żebraka, że żyje ten, kto widzi naprawdę drugiego, a nie tylko swój świat, swój dom, swoich przyjaciół…?

Ojcze, Abrahamie… Przestrzeż moich braci…. – to mnie wstrząsa, to zrozumienie bogacza i to pokorne przyznanie przegranego człowieka, że ten ogień jest słuszny. Myślę, że już wcześniej czuł żar muskający jego bisior i purpurę, widział mola i rdzę, które zżerają życie doczesne… Teraz zrozumiał, że nie było w nim nic wiecznego. Co za rozpacz piekła.

Mają Mojżesza, mają proroków… – Jak można winić Boga, że nic nie robi, że nic nie mówi, że milczy, że Go nie ma… Jest Go pełno wszędzie: nie tylko w sercu, w rozumie, ale i w historii, w Mojżeszu, w Prorokach, w Teresie z Kalkuty, w Albercie Chmielowskim, w tylu innych żyjących naprawdę i wielkich!

Nie, Ojcze, ale jak ktoś wstanie z martwych…

Nie uwierzą.

Jakżeż to mnie boli. Bo On wstał. Codziennie widzę chwałę Ukrzyżowanego. Codziennie widzę, że żyje ten, kto życie oddaje. A jednak tyle jeszcze we mnie tęskni za purpurą i bisiorem i nie chce widzieć Łazarza.

* * *
Pozdrawiam Was, drodzy współ-bogacze!

ks-przemyslaw-marek-szewczykAutor: ks. Przemysław Marek Szewczyk
Ur. 1977, ksiądz Archidiecezji łódzkiej, patrolog, filolog klasyczny. Prezes Stowarzyszenia Dom Wschodni – Domus Orientalis.