Bogatemu to nawet byk się ocieli; to wielce trafne, symptomatyczne i zarazem wymowne ludowe powiedzonko, po wielokroć przez życie zweryfikowane i które zapewne szerszemu ogółowi P.T. Czytelników jest powszechnie znane. Bogactwo i jego diametralne przeciwieństwo czyli dojmująca bieda kreują; co jest oczywistą oczywistością bogaczy i nędzarzy. Celem zatem zamierzonego, (lekkiego co nieco w tymże miejscu) przypomnienia ludowych powiedzonek (których w powszechnej świadomości społecznej zarejestrowane jest całe multum) poniżej przedstawiamy jedynie niektóre z nich, które kandydować mogą w znanym wymiarze (i pejoratywnym zarazem) do następujących w pełni zasadnych, przykładowych konkluzji dotyczących bogactwa i biedy:

Z silnym trudno walczyć, z bogatym procesować się.

Nauką i pracą ludzie się bogacą.

Nikt się nie wzbogaca dzięki dobroci.

Bieda cię znajdzie, choć i słońce zajdzie.

Bieda do wrót na koniu przyjedzie, a odchodzi piechotą.

Bieda jest lepszym spoiwem niż szczęście.

Z tymi wyżej wymienionymi powiedzonkami stricte odnoszącymi się do bogactwa i nędzy w pełni koreluje się także stwierdzenie, że syty nigdy głodnego nie zrozumie. Użyty w felietonie tytuł jest sformułowany z całkowitą premedytacją, a nawet zamierzoną prowokacją, aby uważnie dokonujący jego percepcji adresaci w trybie wręcz natychmiastowym zaprotestowali; słusznie domagając się jego korekty. Korzymy się zatem chętnie dokonując należnego sprostowania, albowiem oczywista prawidłowość w tym zakresie odnosi się do koniecznej zamiany podmiotu „bogatemu” na autentyczny, właściwy podmiot tj. „biednemu”; bowiem to takiemu nieborakowi w istocie rzeczy wiatr wieje w oczy.

Zapewne nie jest to absolutnie komfortowa sytuacja, gdy zamiast w plecy (czyli wspomagając) przysłowiowy wiatr (a czasami nawet wicher) wieje prosto w oczy skutecznie uniemożliwiając, a w najlepszym przypadku przeszkadzając w dążeniu do osiągnięcia wyznaczonego celu. Dążenie do osiągnięcia systematycznie zwiększającego się dorobku materialnego każdego człeka jest wręcz przynależną jego egzystencji wyróżniającą, a jednocześnie immanentną cechą.

Brak determinacji w tymże zakresie z konieczności wszak musiałby doprowadzać do oczywistej stagnacji, a nawet wielce niepożądanego regresu w rozwoju stosunków społeczno-politycznych oraz procesach technicznych i technologicznych. Nie należy jednak dopuszczać do wykreowania daleko idącego woluntaryzmu w tym zakresie.

W istocie rzeczy samej brak jakiegokolwiek limesu w tym temacie oznaczałby pełną aprobatę dla nieokiełznanego wyścigu szczurów oraz nieprzestrzegania jakichkolwiek cywilizacyjnych, aksjologicznych kanonów i norm w dążności do pomnażania dorobku materialnego bez względu na jego wielkość in statu nascendi, czyli od zaczynu jego kreacji. Zdecydowanie aprobowalną jest sytuacja, gdy wzrost dobrobytu materialnego dokonuje się w drodze koniecznego, zasadnego wysiłku i to zarówno fizycznego jak i intelektualnego wprost i w sposób systematyczny tą drogą bywa ostatecznie realizowany. W sposób zdecydowanie negatywny rzecz jasna musimy się koniecznie odnieść do sytuacji odwrotnych, a wieleć razy odnotowywanych w dawniejszych czasach rozwoju cywilizacyjnego. Artykułując wyraziście tenże aspekt sprawy należy skonkretyzować go do skorelowanym z niewolnictwem systemem podległości, pańszczyźnianego zagarniania znaczącej ilości płodów rolnych kosztem ówczesnego wieśniactwa, czy też niezwykle w wilczej formie realizowanego niezwykle drapieżnego, krwiożerczego kapitalizmu od jego XIX wiecznego zarania.

Zgodnie z onegdaj słynnym Maryli Rodowicz szlagierem: ale to już było... możemy powyższe zasadne wspominki koniunkcyjnie ubogacić latyńską paremią: panta rhei, czyli wszystko płynie, bowiem zawszeć… płynęło i płynąć będzie.

Oksymoryczny (czytaj: opatrzny) antypolski bidulek Hyrzy Ruj występujący na arenie politycznej TEGOKRAJU jako fuhrer PEDOFILII OBYWATELSKIEJ, w skrócie: PEŁO spełniwszy znakomicie, a oczekiwany przez swych promotorów obowiązek solennego lizania doopy MAKRELI oraz funkcję szatniarza; został przez nią nobilitowany na znakomicie uposażony stolec krula Jewropy. Z tegoż nałożonego, a niewymagającego żadnego trudu wysługiwania się na brukselskich salonach otrzymał lichotną, bo ledwo przekraczającą 9 mln zł kwotę dochodu, jednakże z koniecznym obowiązkiem powrotu do RP i ponownego przewodzenia zjurgieltowanej partyi.

Zawistnicy (funkcjonujący jako czający się potencjalne Brutusy w szeregach partyjnych) jednak uznali, że nazywanie w/w bidulkiem nie przystoi, a wręcz trąci himalajską hipokryzją. Mając na uwadze różnego rodzaju kłody i przeszkody różnorakiej natury, które są pod nogi Hyrzego Ruja bezczelnie kładzione przez jego zewnętrznych i wewnętrznych oponentów koniecznym jednak w tej sytuacji stała się niezbędna modyfikacja modyfikacja przysłowia związanego z tytułem felietonu.

Aktualna jego formuła brzmi: bogatemu wiatr w oczy wieje.

Jednak niezwykłej ulgi oraz komfortu psychicznego jako jego akolici i wierni janczarzy doznajemy aktualnie, albowiem autentycznie okazuje się, że bogacz (w rzeczywistości autentyczny bidulek) KACZOR DONALDINO absolutnie dosłownie nic; nawet niechcący nigdy nie miał wspólnego z podniesieniem wieku emerytalnego, żółwikami z Putinem, lizaniem doopy MAKRELI, wzrostem podatków, znalezieniem, a następczo zagubieniem rtęci w Odrze, aferą AMBER GOLD czy reklamówkami z Biedronki pełnymi kasiory etc… Jakież to niezwykle przyjemne, radosne, wprowadzające nas wręcz w stan autentycznej egzaltacji, a nawet orgazmowej ekstazy uczucie!!! To wyłącznie wiatr, wicher wręcz wzniecany wobec tejże chluby narodu germańskiego przez wraże siły polityczne i niecnych zawistników z konieczności „wywołał do tablicy” przywołanie z dawien dawna znanego, a obecnie zmodyfikowanego felietonowego powiedzonka.

I to byłoby na tyle jak onegdaj konkludował śp. prof. J. T. Stanisławski.

5.01 2023