„Ponad jedna trzecia składu Trybunału Konstytucyjnego nie uznaje Julii Przyłębskiej za prezesa i chce wyboru nowego. Sześciu sędziów uważa, że jej kadencja dobiegła końca 20 grudnia ub.r. O sprawie poinformowali prezydenta Andrzeja Dudę” (źródło).
System stworzony przez PiS coraz częściej będzie trzeszczał na takich zakrętach.
8 października 2015 r. Sejm, na swoim ostatnim posiedzeniu, dokonał wyboru 5 nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Kadencje trójki z nich: Romana Hausera, Krzysztofa Ślebzaka i Andrzeja Jakubeckiego miały się zacząć 7 listopada 2015 r., zaś Bronisława Sitka – 3 grudnia 2015 r., a Andrzeja Sokały – 9 grudnia 2015 r.
Kadencja Sejmu, w którym rzadziła koalicja PO-PSL kończyła się 7 listopada 2015 r., a więc tych dwóch ostatnich sędziów wybrano niejako „na zapas.”
Koalicja PO-PSL złamała więc prawo, ale…. system się obronił.
W dniu 3 grudnia 2015 r. w sprawie K 34/15 Trybunał uznał za niezgodny z konstytucją między innymi art. 137 ustawy o TK, w zakresie umożliwiającym Sejmowi poprzedniej kadencji (2011-2015) wybór dwóch sędziów TK w miejsce sędziów, których kadencja upływała odpowiednio 2 i 8 grudnia 2015 r.
Tymczasem PiS wprowadził system, który już obronić nie jest sie w stanie. Wynika to nie tylko ze zmian natury prawnej, ale również z mentalności ludzi tej partii.
Tytułem przykładu: w 2015 r. jak głosowano nad ustawą o TK, to z orzekania wyłączyli się Rzepliński, Tuleya i Biernat, którzy pracowali nad tą ustawą. Sędziowie ci zachowali się mało etycznie angażując się w prace nad ustawą (zresztą napisali ją źle, bo została uznana za niekonstytucyjną, co jest w ogóle żenadą), ale kiedy przyszło co do czego, to jest orzekania w jej sprawie, to stać ich było na yo, żeby zachować się przyzwoicie i z orzekania się wyłączyć.
Krystyna Pawłowicz była już pozbawiona dylematów swoich poprzedników w sprawach orzekania o aborcji.
A miało być tak pięknie!
„Na gruncie obowiązującej Konstytucji sprzeciwiamy się projektowi zmiany kryteriów i trybu wyłaniania kandydatów na sędziów TK, która ma preferować koneksje polityczne oraz poddawać
proces wyłaniania kandydatów partykularnym wpływom zamkniętych środowisk prawniczych. Będziemy proponować przeciwny kierunek zmian, realizujący zasadę demokratycznego zgłaszania kandydatów i elementy konkursu w ich ocenie przez Sejm.” – tak Prawo i Sprawiedliwość głosiło w swoim programie „Zdrowie Praca Rodzina” z 2014 r.
Prawo i Sprawiedliwość ma jakąś antyinstytucjonalną mentalność – niczym Lenin uważają, że państwem może rzadzić nawet kucharka (o, przepraszam!… Lenin mówił, że sprzątaczka), niczym Stalin głoszą: kadry decydują o wszystkim!
Politycy Prawa i Sprawiedliwości nie są w ogóle w stanie pojąć, że nie tylko lojalność kadr się liczy, ale znaczenie mają też reguły i mechanizmy. Konsekwencją instytucjonalnej destrukcji jest otwarcie furtki dla tyranii większości. Ta zasada zadziała przeciwko PiS, kiedy ta partia znajdzie się w opozycji. Czy oni tego nie rozumieją?
Rozumieją. Tylko im nie o budowę państwa chodzi. Im chodzi właśnie o „okadrowanie” państwa swoimi. Dlatego nikogo nie dziwi już np. dwudziestokilkulatka będąca dyrektorem departamentu w jednym z najważniejszych ministerstw. Innym przykładem jest pewien bardzo młody minister finansów. Czy tu gra rolę merytoryka? Sądzę, że wątpię.
Te całe armie ludzi, bez specjalnego wykształcenia, bez specjalnego doświadczenia, bez specjalnych zasług (często: jakichkolwiek zasług), którzy nagle zaczęli zarabiać pieniądze, o których nie mogliby nawet śnić poza strukturą partii, w której się „realizują”, są w stanie, w imię osobistych interesów, reagować na każdy rozkaz płynący z jej łona.
Wiedzą, że liczy się tylko „tu i teraz”, bo gdy partia władzę straci, okazja się może już długo nie powtórzyć. W każdym razie będą już zamożnymi ludźmi, wolnymi od trosk przeciętnego zjadacza chleba. A ponieważ będą zamożni, to i partia będzie bardziej wpływowa. Przycupną gdzieś z boczku, przeczekają trudny czas w opozycji. Kiedyś powrócą do władzy.
I w takim chocholim tańcu Polska tkwi. Bo czy po PiS będzie inaczej?
„Opisany układ społeczny III Rzeczypospolitej – pisze Rafał Matyja w książce „Wyjście awaryjne” – stanowi bowiem realną barierę obywatelskiej aktywizacji i budowy sprawnego, wyposażonego we własny rozum, państwa. Skoro dostęp do cennego dobra, jakim są państwowe posady, wymaga rezygnacji z postawy obywatelskiej, to jest niemal pewne, że ten wzór zdominuje życie publiczne. Wzór klientelizmu sprawia, że kluczowym wyznacznikiem pozycji w strukturze władzy jest wystarczająco silny patron, a nie czyjeś umiejętności lub postawa”.
Ostatnią siłą polityczną, która podjęła wysiłek stworzenia chociażby jednej niezależnej od bieżącej gry politycznej, instytucji była koalicja Platforma Obywatelska – PSL. Mam na myśli instytucję niezależnego Prokuratora Generalnego i niezależnej prokuratury. Towarzyszyły temu zmiany w prawie karnym i uczynienie prokuratora odpowiedzialnym za wynik procesu (dzisiaj winę, jak to w sowieckim systemie bywa, udawadnia ci obywatelu sąd, a nie prokurator, który jedynie prowadzi śledztwo i wnosi akt oskarżenia).
Była to wyrwa w systemie władzy, która była solą w oku dla PiS – blokowała budowę układu. Należało więc ją natychmiast zasypać, co też zrobiono i to w pierwszej kolejności.
Kontynuacja tej drogi poprzez np. budowę instytucji silnego korpusu służby cywilnej oznaczałaby ukrócenie partyjniactwa i prywaty. Nota bene – ustawę uniezależniającą korpus służby cywilnej wprowadził odchodzący rząd Jerzego Buzka, a przychodzące do władzy SLD natychmiast go zburzyło. Śmiem twierdzić, że z tych samych powodów, dla których PiS zburzyło instytucję niezależnej prokuratury.
Zmiana modelu sądownictwa na taki, jaki PiS proponował w swoim programie (sędzią zostawałby doświadczony prawnik po wielu latach kariery w innym zawodzie prawniczym), wzmocniłaby niezależność sądownictwa. Ale okazało się, że to były tylko frazesy z progamu wyborczego tej partii.
Nie zmieni się w Polsce nic, jeżeli elity polityczne nie porozumieją się co do jakichś granic prowadzenia polityki w demokratycznym państwie prawa i przestrzegania reguł tej umowy. Podobny konsensus obowiązywał wokół polityki zagranicznej, kiedy Polska nie była jeszcze członkiem NATO i UE (chociaż przy wejściu do UE zaczęły pojawiać się pierwsze zgrzyty). Jednak na tę drogę rządzące Prawo i Sprawiedliwość już nie wkroczy. Amok władzy nie pozwoli.
Pytanie czy zrobi to rząd opozycji? Okazja wydaje się być doskonała. W Pałacu Namiestnikowskim jeszcze przez dwa lata będzie mieszkał Andrzej Duda, który nie pozwoli nowej władzy na zbyt wiele. Z drugiej strony Prezydent może obwaiać się prób postawienia go przed Trybunałem Stanu za złamanie konstytucji. Czy nie będzie on zatem skłonny do zawarcia kompromisu?
A Sądy i Trybunał Konstytucyjny? Obsadzone są przez ludzi przychylnych obecnej ekipie, którzy jednak będą zdawać sobie sprawę z tego, że ich pozycja, wraz z upływem czasu, będzie słabnąć.
Kto wie, czy nie idzie przesilenie, które w końcu pozwoli zakończyć proces rwania tego kawałka sukna, jakim jest Rzeczpospolita.
Niezależna prokuratura? A moze jeszcze immunitet dla radców prawnych??? Buahahhahahhahahha….
Artykuł bardzo nieobiektywny napisany pod krytykę PiS. PO i poprzednicy robili to samo, sędziowie na telefon, ustawianie wyroków, kadr. Na przełomie byłem prawnikiem w instytucji ministerialnej moimi dyrektorami za PO były 20 letnie gówniary z tej partii gdy władza się zmieniła wyleciały i przyszły takie same z PiS 😀
Artykuł nie jest napisany „pod krytykę PiS”, ale jest krytyką PiS jako partii niszczącej instytucje państwa.
Sprawa sędziego Milewskiego : sędzia nie ustalał „na telefon” wyniku rozprawy tylko termin jej rozpoznania.
Wiele razy uzgadniałem na sali sądowej termin rozpoznania sprawy. Jedyny błąd sędziego Milewskiego to ten, że nie kazał przysłać oficjalnego pisma.
Co do Pana doświadczeń zawodowych – jest to patologia i dlatego napisałem o konieczności budowy instytucji. Inaczej – nie mam co do tego wątpliwości – następcy PiS będą robić dokładnie to samo.
Nie da się niczego budować inaczej, niech Pan nie będzie marzycielem i dzieckiem. Już nie jeden tak mówił. Każdy idzie do władzy dla stanowisk i korzyści, nie chce niczego budować tylko korzystać. Taki jest człowiek. Oczywiście każdy pięknie mówi i rozumie problemy społeczne na początku by dostać się. Potem tylko kariera i otaczanie sie swoimi by tego nie stracić szybko 😀
„Kto wie, czy nie idzie przesilenie, które w końcu pozwoli zakończyć proces rwania tego kawałka sukna, jakim jest Rzeczpospolita.”
Doprawdy? To że rok obecny jest wyborczy a Autor najwyraźniej gorąco agituje już totalnej opozycji widać po jego stylu artykułów krytycznych wobec obecnie rządzących. Krytyka jest potrzebna zawsze, nikt od samego kadzenia politycznie nie dojrzał. Pointą tą jednak po powyższym tekście dowodzi że najwyraźniej nie widzi w swej ocenie niczego poza interesem tych, którym definitywnie odebrano 8 lat temu możliwość rozerwania tego ostatniego kawałka sukna, RP jakim stawała się za ich rządów, do końca, gdyby bowiem pozostali przy władzy – Polski już by dzisiaj praktycznie nie było, a istniałaby tylko chaotyczna fasada z namiestnikami obcych krajów i ich interesów oraz instytucjami je realizującymi pod nazwami, i w ilości jakie byłyby im do dalszego plądrowania i wyniszczania zasobów naszego kraju i jego mieszkańców potrzebne. Taki „kraj nadwiślański” bis. Niech się Autor przynajmniej takimi pointami nie kompromituje do końca, bo jako prawnik, jak wnosić z jego wiedzy, i doświadczenia, nie jest aż tak nierozsądny by tego nie wiedzieć. Obecnie rządzący, ktiryvh tak zacięcie krytykuje, to polskie sukno, porwane, poniszczone i porozsprzedawane, ubłocone i zeszmelcowane w obcych rękach powoli i uparcie odzyskują i naprawiają, przy tym także na koszt tych, którzy je z całą brutalnością niszczyli i wyrzucali, sprzedając za bezcen najwartościowsze fragmenty, i dzięki umiejętnościom, o jakich ci ostatni nie mieli pojęcia bo nie byli w stanie wznieść się ponad poziom swojej nędznej prywaty i targowickiej zachłanności. Żaden proces tego typu nigdy nie był i nie będzie doskonały, ani szybki, czy łatwy, a szwy tego sukna zrastają się jak ciało ofiary po ciężkim wypadku długo i boleśnie, ale tylko taką drogą można Polskę przywrócić do życia, co zresztą już coraz lepiej widać i słychać. Gdyby bliska sercu (czy jak kto woli interesom) Autora opozycja zamiast gremialnie szkodzić i przeszkadzać potrafiła myśleć polskim dobrem wspólnym a nie tylko swoich obcych mocodawców, którym wiernopoddańczo służy, proces ten byłby łatwiejszy. Ale z tego względu właśnie nie jest, i tego procesu z tego samego względu nie poprawiając także nie przyspieszy, bo nie jest siłą Polsce i jej interesom wierną. Jedno musi jednak wiedzieć – tego sukna nigdy, jak długo rządzić będzie zP w swoje łapska więcej nie dostanie. I niech się Autor nie ludzi że takimi artykułami czy pointami jej w tym szczególnie pomoże. Widać i słychać, kogo i co tutaj reprezentuje. Ma oczywiście wolny wybór, w imię wolności demokracji, którą miejmy nadzieję, wierzy na tyle mocno, na ile stara się to wszystkim swoim czytelnikom zasugerować.