– Panie Rumun – gdzie pan jest? – krzyczałem w Parku Pokoju, do którego pobiegłem w kapciach – no gdzie pan jesteś?
– De ce ai nevoie (Czecho pan chcesz) – odchrząknął stary Rumun przytulony do Muzeum Przyszłości Galaktyki Cieszyńskiej.
– Leki na depresję przestały działać, nagle tak, z dnia na dzień – wykrzyczałem niemalże płącząc.
– No i? – zapytał przypalając papierosa bez filtra.
– Pan masz oryginalną rumuńską bryndzę – powiedziałem – a ona jest najlepszym bałkańskim antydepresantem.
– Mam tylko pięć kilo, reszta sprzedana – nie pamiętasz pan? – zapytał. Przecież całą noc balowaliśmy potem nachlani w Parku Pokoju. Następnie jednak jak gdyby nigdy nic poszedłeś pan do siebie. A ja zostałem w parku. Przytulony do muzeum, szczęśliwie mam na sobie kożuch z owcy. Daję radę. Myśl jednak, że pan tam śpisz w ogrzewanym pomieszczeniu, nie dawała mi spokoju.
– Z tym ogrzewaniem to nie jest taka prosta sprawa – tłumaczyłem się. W sumie to tu w parku jest taka sama temperatura – łgałem.
– Minți fără rușine (kłamiesz pan bezczelnie) – powiedział Rumun, ale ani przez chwilę nie oczekiwałem, żer zaprosisz mnie pan do siebie. Jestem przyzwyczajony do spania na świeżym powietrzu – powiedział.
– Daj pan trochę bryndzy. Bez niej zwariuję – powiedziałem.
– A wariuj pan, mało to wariatów błąka się po Europie Środkowej? Dołączysz pan do całego tabunu. Europa Środkowa – wiesz pan, ciągnął zaciągając się papierosem bez filtra – to jeden wielki dom wariatów. Nie to co Europa Wschodnia czy Europa Zachodnia. Tam są sytuacje ustabilizowane. Połowa z was to wariaci, a druga połowa udaje psychiatrów. Ale to też wariaci. Wszyscy jesteście wariatami! – krzyczał na cały park.
– Ty rumuński wariacie – odkrzyknąłem bezradnie nieco. Zamknij ten swój wołoski pysk. Może masz rację, ale my tu nie chcemy mieć tego świadomości. Przecież z taką czułością wychowujemy swoje dzieci na nie wariatów, żeby normalne były – poryczałem się jak bober.
– Dasz mi trochę tej bryndzy? – błagałem.
– Masz kilogram, ale zjedz teraz przy mnie. – powiedział stary Rumun. – Jedz szybko bez chleba, chleb niepotrzebny. Chleb jest dla słabych. Ty masz częściowo wołoskie korzenie, dasz radę.
– I arabskie! – dodałem mając usta wypchane bryndzą.
– Arab się znalazł – odparował – Araby nie mają depresji i nie jedzą bryndzy. Głupiś – powiedział stary Rumun.
Dla mnie jednak najważniejsze było zjedzenie kilograma bryndzy. Im więcej ją jadłem, tym bardziej czułem się sobą. Tak, jakbym znów wracał sam do siebie. Sklejał się z samym sobą w jeden wątek, obraz, sytuację. Mimo ewidentnego upokorzenia ze strony starego Rumuna, byłem mu wdzięczny za kilo bryndzy, która pozwoliła mi się na powrót posklejać.
Jedzcie bryndzę! xD
Zostaw komentarz