Rok temu Krakowie u stóp Kopca Kościuszki odbyła się wojskowa ceremonia Polsko – Amerykańska związana ze zwiększoną obecnością wojsk amerykańskich w Polsce w tym Dowództwa Amerykańskiego V Korpusu. Dowódca tego Korpusu gen. John S. Kolashesk przyjmując awans na Generała Broni Wojsk Amerykańskich od swego przełożonego, poinformował, że posiada niesamowitą pamiątkę – łańcuszek otrzymany rodziców bohatera – żołnierza amerykańskiego, który zasłonił swoim ciałem w Afganistanie polskiego żołnierza ratując mu życie.
Na mocy dwóch porozumień podpisanych przez prezydentów Andrzeja Dudę i Donalda Trumpa, zdecydowano o zmianie formuły stacjonowania wojsk USA w Polsce z rotacyjnej na trwałą. Liczba żołnierzy USA stacjonujących w Polsce zwiększy się o ok. 1 tys. do co najmniej 5,5 tys.
Uzgodniono następujące lokalizacje dla planowanej zwiększonej obecności wojskowej Stanów Zjednoczonych na terenie Polski. Siedzibą Wysuniętego Dowództwa Dywizyjnego oraz grupy wsparcia na teatrze U.S. Army zostanie Poznań. Drawsko Pomorskie wyznaczono na główną siedzibę Centrum Szkolenia Bojowego do wspólnego wykorzystania przez Siły Zbrojne Polski i Stanów Zjednoczonych.
Baza lotnicza załadunkowo-rozładunkowa USAF zostanie rozlokowana we Wrocławiu-Strachowicach, a Łask wyznaczono na siedzibę eskadry bezzałogowców Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych.
Do Powidza mają trafić z kolei lotnicza brygada bojowa, brygadowy batalion wsparcia logistycznego oraz zostać wybudowany obiekt dla sił specjalnych. Lubliniec wyznaczono na siedzibę kolejnego obiektu sił specjalnych, a pododdziały bojowe Pancernego Brygadowego Zespołu Bojowego mają trafić do garnizonu Żagań/Świętoszów.
Wzmocnienie obecności wojsk USA w Polsce dotyczy nie tylko jednostek bojowych, ale też rozwijania określonych zdolności w zakresie rozpoznania, dowodzenia czy też przyjęcia dodatkowych sił na wypadek zagrożenia. Wprowadza to nową jakość obecności wojsk USA zarówno w Polsce, jak i w całym regionie.
Przypomnę zatem tę niesamowitą historię o której wspominał gen. John S. Kolashesk o przyjażni amerykańsko – polskiej w ogniu walk. Braterstwa broni nad życie – nad własne życie.
Media podały krótką informację ukazującą jak w Stanach Zjednoczonych odbył się bieg ku czci sierżanta sztabowego Wojsk Amerykańskich Michaela Ollinsa, który oddał swoje młode życie dla polskiego żołnierza podczas misji w Iraku. W biegu upamiętniającym to niezwykłe zdarzenie udział brała licznie zgromadzona amerykańska Polonia oraz Konsul RP w USA i rodziny obu żołnierzy. Były łzy wzruszenia, kwiaty i przemówienia. I nic by się takiego nie stało, cóż powiedział by ktoś żołnierska powinność. Ale ten przypadek zdarzył się po raz pierwszy i świadczy o ogromnej przyjaźni między żołnierzami obu narodów.
Ta historia wydarzyła się naprawdę i świadczy nie tylko o wielkim heroizmie i poświęceniu dla innych , świadczy o żołnierskiej przyjaźni na zawsze. Oto ona dla przypomnienia tamtego zdarzenia :
Tło wydarzeń.
W Polskim konsulacie w Nowym Yorku, jak pamiętamy z przekazów medialnych, odbyła się w 2013 r. skromna, lecz podniosła uroczystość. Pani Konsul Generalna RP w Nowym Yorku złożyła kondolencje rodzinie amerykańskiego żołnierza, który zginął w Afganistanie ratując życie polskiemu żołnierzowi. Wręczając pośmiertnie żołnierzowi amerykańskiemu nadany przez Prezydenta RP odznaczenie Gwiazdę Afganistanu dziękowała rodzinie zmarłego za wspaniałą postawę i bohaterski czyn.
28 sierpnia 2013 r. w wyniku ataku Talibów na polską bazę wojskową w Ghazni ginie 24-letni sierżant sztabowy armii USA Michael Ollins zasłaniając swoim ciałem przed atakiem samobójczym polskiego oficera ppor. Karola Cierpicę. Polak atak przeżył.
Żołnierz amerykański za swój czyn został ogłoszony bohaterem narodowym. Rodzice poległego żołnierza, twierdzili, że ich syn zawsze chciał być żołnierzem i oddał swoje młode życie za innego żołnierza zasłaniając go swoim ciałem. W tym geście poświęcenia swego życia dla innego człowieka – żołnierza tworzy się bohaterstwo i braterstwo krwi między żołnierzami i narodami. Polski oficer, w momencie gdy zrozumiał, że zginie zobaczył jak przebywający obok Amerykanin zasłania go sobą. Ich oczy spotkały się na moment. Ten moment został i już zostanie na zawsze w pamięci polskiego żołnierza.
Polski ocalały oficer odwiedził rodzinę człowieka, któremu zawdzięcza życie, był przez nich przyjmowany jak członek rodziny.
Ot i cóż to takiego – powiedziało by wielu, zwykła żołnierska sprawa, ryzyko wkalkulowane jest przecież w zawód. Takich czynów bohaterskich było wiele w czasie II wojny światowej powiedziałoby też wielu. Po co oni tam pojechali itp.
Może i tak było, może i ryzyko utraty młodego życia wkalkulowane jest w zawód żołnierski gdziekolwiek tę służbę się pełni. Ale kto spośród nas miałby odwagę tak całkiem ”na zimno” wiedząc i mając realną świadomość czającego się niebezpieczeństwa śmierci – zasłonić swoim ciałem nieznaną nam osobę wiedząc iż możemy zginąć. No kto? A właśnie, bohaterstwa już nie ma, mamy przecież tylko jedno życie.
Cóż mógł myśleć dwudziestokilkuletni chłopak, który dopiero wchodził swoim młodym wiekiem do życia ginąc za kogoś całkowicie mu obcego. Co mógł myśleć ten chłopak, który tak naprawdę życia nie zaznał, przed nim pewno była wkrótce wielka być może miłość, rodzina wychowanie dzieci, kariera wojskowa itp.
Dlatego chylę czoła takim bohaterskim czynom, które nie zdarzają się często, chylę czoła w zadumie nad faktem autentycznego prawdziwego braterstwa krwi na polu walki.
Domyślam się jakie piętno ciężaru odpowiedzialności i zwykłej ludzkiej wdzięczności ten polski oficer – żołnierz będzie nosił do końca swego życia. A rodzina zmarłego amerykańskiego chłopaka już zawsze w tym człowieku będzie widzieć twarz i serce swego syna, bo on był z nim w momencie jego śmierci.
Zaduma.
Przeważnie, jak podaje nam historia Polski, to my Polacy ginęliśmy za wolność Naszą i Waszą, lecz w tym opisanym przypadku było zgoła inaczej. W obecnym świecie nienawiści, braku zwykłej ludzkiej tolerancji, szacunku dla drugiego człowieka taki czyn jak przedstawiony powyżej, to nie tylko bohaterstwo na polu walki, a dowód ogromnego człowieczeństwa.
Ten przypadek dobitnie pokazuje jak nasz Polski chłopak jest postrzegany przez amerykańskiego chłopaka a przyjaźń, poświęcenie i braterstwo oraz bohaterstwo żołnierskie to już nie teoria napisana w podręcznikach, a samo życie.
Pamiętajmy i my o bohaterskim czynie zwykłego młodego amerykańskiego chłopaka z 10 Dywizji Górskiej z Fort Drum w stanie Nowy Jork.
Cześć jego pamięci.
Zostaw komentarz