Od lat obserwuję premiera M. Morawieckiego jako polityka. Uważam, iż jest on w wielu sytuacjach zbyt ostrożny w podejmowaniu tematów żywotnych dla naszego państwa, a wiele z nich skwapliwie pomija.

Do nich zaliczam ujawniony przez redaktora Witolda Gadowskiego w felietonie, „Kto ukradł polskiego dorsza?”, przekręt związany z odzyskiwaniem przez przesiedlonych Łemków i Ukraińców mienia, które pozostawili na terenie Polski uzyskując w zamian mienie na Ziemiach Zachodnich.

Mało tego, Lasy Państwowe w stosunku, do których wysuwane są roszczenia oprócz zwrotu mienia w naturze płacą każdemu odszkodowania w wysokości 100 tys. zł.

O jego zwrot występuje również coraz więcej obywateli ukraińskich mieszkających na Ukrainie i otrzymują je. (Wyspa prawdziwej wolności. komentarz tygodnia 03.09.2020)

Również pan Witold nagłośnił w swoim cotygodniowym Komentarzu tygodnia: „Ukraińskie lasy” i Czajkowski”, (Wyspa prawdziwej wolności. 09.09.2020) jak na Bałtyku wschodnim będącym naszą strefą ekonomiczną prowadzona jest rabunkowa gospodarka połowowa ze strony armatorów duńskich, niemieckich, szwedzkich.

Ich olbrzymie paszowce od lat łowią wszystko. Jak opisał, połów polega na tym, że dwa kutry ciągną między sobą ogromne sieci (długie czasami na 60 m szerokie na 80 m.) od dna do lustra wody. Łapią wszystko, co znajdzie się na ich drodze, czym żywią się ryby. Wszystko to wykorzystywane jest do hodowli norweskiego łososia. Po takim połowie pozostaje tylko jałowa woda, w której nie ma pożywienia dla innych ryb.

Natomiast w strefach połowów Niemców, Duńczyków, Szwedów zakazane są tego typu połowy paszowe.

Kiedy premier stanie w obronie polskich interesów nie oglądając się na to, co będą mówić politycy ukraińscy, niemieccy, duńscy, szwedzcy?

Rząd nie nagłaśnia tego, iż szefowa UE Urszuli von der Leyen, jednoznacznie określiła ułożenie nowego ładu ideologicznego Europy, poprzez wzmacnianie praw osób LGBT „W ramach tego będę również dążyć do wzajemnego uznawania stosunków rodzinnych w UE. Jeśli jesteś rodzicem w jednym kraju, jesteś rodzicem w każdym kraju”.

Jestem ciekawa jak zachowa się szef rządu w sytuacji, gdy Unia uchwali takie prawo niezgodne z naszą Konstytucją. Tym bardziej, że w tygodniku „Sieci” (14.09.2020, nr 38) ukazał się wywiad z Jarosławem Kaczyńskim, w którym powiedział „Należę do ludzi, którzy uważają, że nawet za bardzo duże pieniądze nie można sprzedać swoich wartości. Nie mam żadnych wątpliwości, że gdyby był taki wybór, trzeba wybrać wartości”.

Czy premier Morawiecki też tak uważa?

Czy odwołanie łódzkiego kuratora oświaty Grzegorza Wierzchowskiego, za to, że  w „Rozmowach niedokończonych” powiedział: „Jesteśmy na etapie wirusa, ale myślę, że ten wirus LGBT, wirus ideologii jest znacznie groźniejszy, bo to jest wirus dehumanizacji społeczeństwa” jest modelowym przykładem „obrony wartości” przez Jarosława Kaczyńskiego i premiera Morawieckiego?

Gdy minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro skierował do resortu rodziny wniosek o podjęcie prac nad wypowiedzeniem konwencji stambulskiej, która uderza w instytucję rodziny i małżeństwa, premier zrobił klasyczny myk nie nadając jej biegu, a kierując ją do Trybunału Konstytucyjnego celem oceny zgodności jej zapisów z ustawą zasadniczą. Nim zostanie oceniona może leżeć latami. Nie słyszałam, by prezes J. Kaczyński był temu przeciwny.

Kolejnym przemilczanym tematem przez rząd premiera Morawieckiego jest propozycja KE zmian w prawie dotyczącym migracji i oraz systemie azylowym UE. Unia ze wszystkich sił chce zastąpienia przymusowej relokacji „obowiązkową solidarnością”. Jej przyjęcie skutkuje tym, że w krótkim czasie będzie u nas tysiące muzułmańskich imigrantów i zapomnimy co znaczy spokój na ulicach. Po zasygnalizowaniu, że jest problem zapanowała głucha cisza.

Jakby ta kwestia nie istniała, a przecież jest to jedna z najważniejszych inicjatyw obecnej Komisji pod kierownictwem Ursuli von der Leyen, i ona jej nie odpuści.

Ponieważ do tej pory nasza gospodarka ciągle się rozwija i stwarza coraz większą konkurencie firmom zachodnim, równocześnie prawicowy rząd w wielu kwestiach ma własne zdanie (relokacja imigrantów, ścisły sojusz z USA, domaganie się sankcji wobec Rosji za aneks Krymu i wojnę w Donbasie) forsowana jest przez Unię polityka klimatyczna pod sztandarem Zielonego Ładu. Ma ona doprowadzić do neutralności klimatycznej do 2050 roku, tzn., że państwa Unii Europejskiej mają emitować tylko tyle gazów cieplarnianych (w tym dwutlenku węgla), ile są w stanie pochłonąć.

Mateusz Morawiecki po szczycie w Brukseli 2019 r. ws. osiągnięcia przez UE neutralności klimatycznej do 2050 r. mówił dziennikarzom – „Polska uzyskała zwolnienie z zasady zastosowania neutralności klimatycznej w 2050 r. Podkreślił, że we wnioskach ze szczytu pojawił się zapis o stworzeniu Funduszu Sprawiedliwej Transformacji w wysokości 100 mld euro na 7 lat. – Wiemy, że znaczna część z tego funduszu (…), na pewno bardzo istotna, przypadnie właśnie Polsce.

Tylko jest mała trudność. Ówczesny minister energii Krzysztof Tchórzewski ocenił, że Polska na transformację w kierunku gospodarki zeroemisyjnej potrzebuje około 700-900 mld euro. Sam sektor energetyczny potrzebuje na ten cel od 300 do 400 mld zł. Więc czym jest 100 mld na 27 krajów Unii?

Czy naprawdę jest się czym chwalić i cieszyć z ochłapów?

Komi­sja Środowiska Parlamen­tu Europejskiego nie patrząc na ustalenia brukselskiego szczytu na siłę chce zwiększenia redukcji dwutlenku węgla z 40 do 60 proc. do 2030 r.

Wg raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE) „Czas na dekarbonizację” w optymistycznym wariancie Polska mogłaby dojść do neutralności klimatycznej w 2056 r., a w negatywnym 2067 roku.

Zgodzenie się na tak drastyczne ograniczenie emisji gazów w tak krótkim czasie, skutkuje niemożliwością przestawienia się polskiego sektora energetycznego na inne źródła energii. Będziemy mieli katastrofę gospodar­czą nie tylko w górnictwie, po nim przyjdzie kolej na energetykę, stalownie, huty i przemysł motoryzacyjny.

Podobno premier ostro się tym zamiarom przeciwstawiał, jednak nie ma w środkach masowego przekazu dyskusji polityków, ekspertów, dziennikarzy o konsekwencjach Zielonego Ładu dla gospodarki i społeczeństwa, a zwłaszcza zgody na zwiększenie redukcji dwutlenku węgla do 2030 r. Jest o czym dyskutować, gdyż Zielony Ład jest hamulcem naszego rozwoju.

Pamiętam jak w czerwcu br. po szczycie RE premier Morawiecki był pełen entuzjazmu, że z Europejskiego Funduszu Odbudowy trafi do Polski ok. 160 mld euro to w przeliczeniu ponad 700 mld zł. Mówił: „Te 750 mld zł, czy jak niektórzy liczą w cenach bieżących grubo, ponad, bo 770 mld zł, to na najbliższych kilka lat ogromny zastrzyk finansowy” (…) „Pieniądze te mogą doprowadzić do odbicia polskiej gospodarki. Jeszcze ich nie otrzymaliśmy, a już wiedzieliśmy „rozwój naszej gospodarki”.

Gdy usłyszałam z jaką euforią wypowiadał się o nich premier, natychmiast naszły mnie refleksje – od kiedy to Unia stała się tak altruistyczna i lekką ręką rozdaje pieniądze, by wzmocnić gospodarkę naszego kraju, po to by stała się ona jeszcze bardziej konkurencyjna dla państw starej Unii?

Jakim naiwniakiem trzeba być, by wierzyć, iż je dostaniemy, i nie widzieć, że jest to klasyczna podpucha mająca na celu doprowadzenie do rezygnacji z walki o podmiotowość w ramach Unii.

Nie musiałam długo czekać bym się przekonała, że moje obawy były słuszne.

Już 29.09.2020 r Niemiecka prezydencja przedstawiła ambasadorom państw członkowskich UE propozycję mechanizmu warunkowości w budżecie UE, w tym liczącego 750 mld euro funduszu odbudowy. Środki finansowe z funduszy mogłyby według niego być zawieszane za łamanie praworządności. Ponieważ nie ma europejskiej definicji praworządności, o tym, co jest w danym kraju praworządne, a co nie decydowaliby członkowie starej Unii (głównie Niemcy i Francja).

Tak, więc zamiast marchewki mamy kij.

Po napisaniu listu otwartego w ramach solidarności ze środowiskami LGBT podpisanym przez 50 ambasadorów i przedstawicieli organizacji międzynarodowych działających w Polsce, warto byłoby przypomnieć jego sygnatariuszom, że zgodnie z konwencją wiedeńską o stosunkach dyplomatycznych z 1961 roku, w artykuł 41 pkt. 1 stanowi:

„Bez uszczerbku dla przywilejów i immunitetów obowiązkiem wszystkich osób korzystających z tych przywilejów i immunitetów jest szanowanie ustaw i innych przepisów państwa przyjmującego. Mają one również obowiązek nie mieszać się do spraw wewnętrznych tego państwa”.

W związku z powyższym oczekiwałam, iż ci wszyscy którzy go podpisali na polecenie szefa rządu zostaną wezwani do MSZ i upomniani za mieszanie się w wewnętrzne sprawy polskie.

Niestety, zamiast tego usłyszeliśmy tłumaczenie się premiera Morawieckiego, mówiącego „Drogim ambasadorom mogę powiedzieć tylko tyle, ze tolerancja należy do polskiego DNA. Można prześledzić ostatnią i przedostatnią historię, żeby móc się o tym przekonać. Nikt nas nie musi tolerancji uczyć”.

Żałośnie brzmiała obrona szefa rządu przez Jarosława Selina sekretarz stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, który w programie „Kwadrans polityczny” (TVP1 30.09.20202), stwierdził że należy ambasadorom sytuację LGBT w Polsce spokojnie wyjaśniać i wyrażać ubolewanie, że są tak źle zorientowani w rzeczywistości polskiej.

Mówiąc te słowa chyba sam w nie nie wierzy, bowiem kto jak kto, ale ambasadorowie pracujący w Polsce doskonale wiedzą jak wygląda rzeczywistość LGBT w naszym kraju.

Gdy do władz polskich dotarła informacja, o tym, iż niemiecka wiceprzewodnicząca Parlamentu Europejskiego Katarina Barley mówiła o konieczności „finansowego zagłodzenia Polski i Węgier”, spodziewałam się od premiera Morawieckiego domagania się jej natychmiastowej dymisji.

Zamiast niej usłyszeliśmy, że „Są to karygodne słowa, które nigdy nie powinny paść z ust niemieckiej wiceprzewodniczącej Parlamentu Europejskiego. Powiem wprost: to dyplomatyczny skandal, który nie powinien się zdarzyć”. „Należy to potępić w całej rozciągłości.”

Panie Premierze, są sytuacje kiedy jasno i stanowczo trzeba podjąć działania w obronie własnych interesów oraz napominać szkodliwe działania. Premier nie jest niestety Orbanem. Jego strach przed zajęciem twardego stanowiska w sytuacjach gdy wymaga tego polska racja stanu poraża. Pokazał, że jest naiwniakiem wierzącym w siłę swojej argumentacji i unijne ustalenia.

Powinien zdawać sobie sprawę, że jego działania będą miały zasadniczy wpływ na wybory za trzy lata. Jeżeli Zjednoczona Prawica chce je wygrać ponownie musi zdecydowanie zmienić sposób reagowania na przekręty, łamanie polskiej Konstytucji, szkalowanie Polski oraz być realistą w stosunku do unijnych propozycji. Wszystko wskazuje, że kolejne pakiety pomocowe już nie wystarczą.

Foto: internet