Okiem wieszcza widziana Polska przed półtora wiekiem, dzisiaj jawi się praktycznie taka sama. Historia kołem się toczy? Ale przecież jest podobno nauczycielką życia? Dlaczego zatem Polacy wniosków wyciągać nie chcą? Nie umieją? Narodzie, ucz się i wyciągaj wnioski.

Polska, ale jaka?

Szli krzycząc: „Polska! Polska!” – wtem jednego razu
Chcąc krzyczeć zapomnieli na ustach wyrazu;
Pewni jednak, że Pan Bóg do synów się przyzna,
Szli dalej krzycząc: „Boże! Ojczyzna! Ojczyzna!”.
Wtem Bóg z Mojżeszowego pokazał się krzaka,
Spojrzał na te krzyczące i zapytał: „Jaka?”

Tą strofą Juliusza Słowackiego skwitować można to, co się ostatnio dzieje na polskiej scenie politycznej. Ale niestety, nie tylko o pytanie „jaka” chodzi, bo w polskiej polityce nie dzieje się dobrze. Miała być „Dobra zmiana”, ale okazuje się, że z powodu niekonsekwencji części polityków, a może nieidentyfikowania się ich z głoszonymi hasłami, nawet jeżeli dobra, bywa tchórzliwa i kulawa.

PiS doszedł do władzy po wielu latach walki, gdy udało mu się przekonać wystarczającą większość wyborców, że Polska jest zarządzana przez połączone agentury Moskwy, Berlina i Brukseli, które żerują jedynie na polskiej demokracji, traktując ją jako fasadę. Miało zatem być inaczej. I może byłoby, gdyby część opozycji nie zadeklarowała z całą siłą nienawiści, że będzie niszczyć Polskę totalnie. Tak, bo tak wygląda „opozycja totalna” zadekretowana kosztem dobra społeczeństwa przez niektórych politykierów, pragnących nadal ciągnąć profity z władzy sprawowanej nad Polakami w imię własnych ekonomicznychpolitycznych obcych interesów .

Zdawać by się mogło, że PiS wyjdzie wobec tego do ludzi, pokaże im obłudę antyobywatelskiej Platformy i Nowoczesnej nienawiści do Polaków, unurzaną w sosie odwiecznej  ludowej pazerności „zielonych” na stanowiska i wpływy, od której Witos w grobie się przewraca. Takie wyjście PiS-u do społeczeństwa i powiedzenie prawdy, nawet tak brutalnej, byłoby o tyle naturalne, że ludzie oczekują normalnego, prostego komunikatu: co, kto, jak i dlaczego? Ów uczciwy i jasny komunikat, nawet jeżeli informowałby właśnie o sprawach trudnych i wskazywał problemy, niewątpliwie wzmocniłby nie tylko PiS i jego władzę, ale skonsolidował wokół tej partii jeszcze większą część społeczeństwa, chcącego żyć w spokoju i w miarę możliwości dochodzić do dobrobytu. Bo ludzie wiedzieliby, że władza nie ugnie się pod naporem KOD-ziarskiego marginesu społecznego, nawet najbardziej krzykliwego, a „Dobra zmiana” ma obrońców przekonanych o wartości pozytywnego programu dla Polski i Polaków i konsekwentnie tego programu broniących.

Niestety, naiwność PiS-u nie zna granic, także granic zdrowego rozsądku. I stąd wpadka za wpadką powodująca eskalację nienawistnych działań opozycji, której nie zależy na niczym oprócz utraconego koryta. To ci, którzy Polskę i Polaków mają tam, gdzie słońce nie dochodzi, uważając, że to „ch.., du.. i kamieni kupa”. Za to PiS jakby zapomniał o nieudanym sojuszu z Ligą Polskich Rodzin i Samoobroną, które niegdyś przyklejone do PiS-u dawały mu pozory większości, ale ssały Polskę bezczelnie, odpowiedzialność za błędy zostawiając PiS-owi. W tej kadencji PiS nie musi wszak liczyć się z koalicjantami, zatem sytuacja powinna być dla niego korzystniejsza a nauczka tamtej koalicji przypominać o błędach, których popełniać nie należy. A jednak…

Te same błędy popełnia PiS obecnie nie wobec koalicjantów, ale wprost wobec opozycji. Podstawowym z tych błędów jest pokazanie słabości, braku determinacji do czynienia dobra. Łudzenie się, że opozycja totalna cokolwiek zrozumie, że się ucywilizuje, że zechce koncyliacji i kierować się będzie współodpowiedzialnością za państwo, jest aberracją godną schizofrenika paranoidalnego w narkotycznym amoku. Może to brzmi brutalnie, ale niestety jest konstatacją zasłużoną, bowiem PiS nie wyciągnął żadnej nauczki i nie odrobił lekcji ze skutków wątpliwych nieskonsumowanych wcześniejszych paktów.

Czy wobec tego totalna opozycja zasługuje na jednoznaczne potępienie. Tak, przynajmniej w tym zakresie, w jakim kierując się li tylko nienawiścią do Polski i lekceważeniem Polaków, usiłuje swoje niepowodzenie wynikające z reguł demokracji przekształcić w konflikt uliczny i wynieść poza granice Polski. To targowicka postawa ucieczki pod płaszczyk innych, uważanych za możniejszych. To PiS, ceniący bowiem Polskę jako taką, w tej narracji będzie zawsze przedstawiany jako słabeusz, bowiem nie zabiega o niczyje zewnętrzne poparcie, nie szuka rozstrzygnięć polskiej polityki ani na ulicach, ani tym bardziej poza granicami Rzeczypospolitej. I przegrywa wizerunkowo z powodu braku własnej narracji, czy też zbyt cichego przedstawienia takowej, pozwalając narzucać sobie publicznie przekaz wroga. Prawem opozycji jest szczekać, i niestety w tym szczekaniu polska opozycja nie ustaje, bez względu na to, czy ma racje czy nie. Ot, zły pies, który czy głodny czy najedzony, każdego chce gryźć i na każdego rzuca się i szczeka. Bo taka jego natura.

Imponderabilia i zasady – czyli jakim być Polakiem?

A drugi szedł i wołał w niebo wznosząc dłonie:
„Panie, daj niech się czuję w ludzi milionie
Jedno z niemi ukochać, jedno uczuć zdolny,
Sam choć mały, lecz z prawdy – zaprzeczyć im wolny”.
Wtem Bóg nad Mojżeszowym pokazał się krzakiem
I rzekł: „Chcesz Ty, ja widzę, być dawnym Polakiem”.

I tu Słowacki ma rację. Bo przecież ilu z krytyków „Dobrej zmiany” chce być tylko dawnymi Polakami. Tymi rodem z PRL-u, słusznie nazywanymi przez ś.p. księdza Józefa Tischnera „homo sovieticus”. Którym, czy się stoi, czy się leży, tysiąc złotych się należy… A poza tym nic ich nie obchodzi, nawet to, skąd ów tysiąc złotych państwo ma dla nich wziąć?

Ilu zaś oponentów, politycznych wyjadaczy z partii stworzonych przez postkomunistyczne służby i agentury, generalnie uważa po prostu Polaków za takich właśnie życzeniowych i bezwolnych „sovieticusów”, którym wKODować można do głów każdą głupotę, szpachlując ją pozorem demokracji i  demokratyczności.

Pretekstem do obecnej wojny stał się rzekomo dostęp mediów do parlamentu (według jednych), czy też wykluczenie z obrad posła notorycznie naruszającego regulamin (według drugich). Tylko dziwnym trafem zanim jeszcze do dyskusji o prawach przedstawicieli mediów w polskim parlamencie doszło, zanim ów poseł regulamin złamał, wokół Sejmu już ustawiano sceny, dekoracje, banery. Bezpośrednio w czasie okupacji sejmowej mównicy była premier, walcząc o miejsce w centrum kadrów telewizyjnych z Rubikoniem, scenicznym szeptem informowała, że o godz. 20:00 przed Sejmem mogą pojawić się demonstranci i pytała swoje koleżanki, czy ma im na to pozwolić. Kolega byłej premier, a poseł PO, z kuluarów sejmowych gorączkowo instruował jak należy organizować protest przed Sejmem. Och, chciałoby się zakrzyknąć, jakaż mobilność opozycji. Czysty przypadek? Niewątpliwie nie można tak nazwać … świetnego przygotowania przez dawne postkomunistyczne służby, przez ludzi obcego Polakom systemu, narzuconego niegdyś przemocą z Moskwy, a obecnie w innej wersji przenikającego do Polski przez Berlin czy Brukselę. Systemu zniewolenia i deprawacji. Systemu wyzysku większości przez pseudo Obywatelską mniejszość, w imię Nowoczesnej wizji demokracji i tolerancji. Bo ich zdaniem lud jest ciemny i nie chce żadnej „dobrej zmiany”. Bo ciemny lud kupi każde hasełko i przywróci przy korycie tych, którzy zżerali Polskę od 1944 r. jako komuna i chcą zżerać nadal jako… Obywatele.

Czy marszałek ma prawo wprowadzać zmiany w sejmowym regulaminie, regulować funkcjonowanie polskiego parlamentu, a także określać warunki pracy mediów w tymże obiekcie? Oczywiście, Ma takie prawo, bez względu czy komuś się ono podoba, czy nie. Czy ma prawo wykluczać posła naruszającego regulamin obrad? Tym bardziej ma prawo. Paradoksalne jest, że bohaterem owego wykluczenia został poseł tyleż zdeterminowany i chcący za wszelką ceną zaistnieć, co intelektualnie mało przygotowany do roli parlamentarzysty. Zasłynął już kiedyś wypowiadając się na temat sporawy mordu w Jedwabnem, dowodząc nieprzeczytania dokumentów, którymi z mównicy sejmowej wymachiwał. Taki mały kamikadze nienawiści. Będą o tym uczyć przyszłych politologów, jako o przypadku, gdy wielkie nic doprowadza do wielkiego zamętu.

Rzeczywiste powody sejmowej wojny są jednak zupełnie inne. Beneficjenci pookrągłostołowego „dilu” poczuli się naprawdę zagrożeni, gdy do parlamentu trafiła ustawa dezubekizacyjna, pokazująca jak wielkim wrzodem na polskim budżecie są pogrobowcy tzw. Polski Ludowej. Ile pieniędzy wolnego państwa pobierają agenci i służalcy wroga za to, iż przez prawie pół wieku starali się nie dopuścić, by to państwo polskie powstało. Oczywistym wydaje się, że za to powinien im płacić Związek Sowiecki, lub jego prawni następcy, a nie niszczona przez nich Polska. Ale jak widać, nie dla wszystkich jest to oczywiste.

Naiwni dziennikarze (bo o tych dyspozycyjnych wobec postkomunistycznych platformerskich władz wspominać nie warto) chcą widzieć w obecnej opozycji swojego sojusznika w walce o wolność przedstawicieli mediów w parlamencie. Choć tak naprawdę nikt im żadnej wolności nie zabiera, a ograniczenia czy regulaminy obowiązują we wszystkich praktycznie parlamentach świata. Tam to podobno przejaw demokracji, w Polsce zamordyzmu. Czyżby zatem demokracja była dla innych, nie dla dziennikarzy? A obrońcami niech będą ci, co nie tak dawno przecież dziennikarzy kazali podsłuchiwać? Taka krótka pamięć? Jak mawiał dozorca Popiołek „koniec świata”.

Wieszcz apelował, aby porzucić owo dawne polactwo, charakterystyczne bezmyślnym sejmikowaniem, okupowaniem mównic i liberum veto, w imię prawdziwych wolności obywatelskich, szacunku dla bliźnich i dobra wspólnego. Kłania się dzisiaj zatem Słowacki raz jeszcze, pytając: chcecie być „homo sovieticusami”?

Z nienawiścią opozycji nie da się porozumieć.

Nie pomnisz tego wyrazu, próżno wznosisz dłonie
Kołacząc w bramy inne, kiedy dom twój płonie
Daj serce, niechże milion do ciebie się przyzna
To ona! jej szukacie – prawdziwa Ojczyzna
I ulgę czując odszedł z miłosierdzia znakiem
Pan Bóg wszechmogący nad Mojżeszowym krzakiem.

Dla totalnej opozycji każdy pretekst do niszczenia przeciwnika jest dobry. Zatem może to nawet być „wolność mediów”, byle tylko dokopać sprawującym władzę. A że bronić się nie będą, dają sygnały. Bo PiS dał wyraźny sygnał słabości nie dalej jak 13 grudnia, w rocznicę wprowadzonego przeciwko Polakom stanu wojennego. Był to sygnał politycznej naiwności, ale także kompletnego braku konsekwencji w postępowaniu i w wierności idei. A skoro władza daje takie sygnały, to opozycja wie, że jest okazja do ataku.

Przedstawiciele PiS-u uznali, że skoro PO i Nowoczesna wspólnie z obrońcami UB będą razem protestować, porozumienie w sprawie uchwały dotyczącej stanu wojennego sprzed 35 lat jest mało prawdopodobne. I to był wniosek prawidłowy. Jednak zamiast wobec tego konsekwentnie realizować idee „Dobrej zmiany”, bronić prawdy i godności ludzi, zrobili unik, który teraz drogo PiS kosztuje. Marszałek Terlecki mówił we wtorek: „Jest kilka projektów uchwał. Jest uchwała klubu Kukiz’15, na którą nanieśliśmy drobne uwagi i zgodziliśmy się ją przyjąć. Ale nie przyjęły jej kluby PO i Nowoczesnej. Przedstawiły swoje projekty, które są dla nas nie do przyjęcia. (…) Musielibyśmy głosować za projektami na sali sejmowej, co byłoby dość przykre wobec takiej rocznicy, gdyby okazało się, że Sejm jest w tej sprawie podzielony i nie może przyjąć uchwały, która jednoznacznie potępia stan wojenny, czci pamięć ofiar oraz domaga się rozliczenia sprawców”. No cóż, dla kogo przykre, dla tego przykre. Bo to głosowanie za projektami na sali obrad pokazałoby, kto z posłów jest Polakiem. Było by dla nich sprawdzianem, a dla obywateli ilustracją i informacją. Zamiast tego mamy do czynienia z hucpą opozycji i kompletnym pogubieniem PiS-u.

No cóż, warto jeszcze parę słów poświęcić tym opozycjonistom, którzy nie do końca wiedzą, czy są za, czy przeciw. Bo część posłów ruchu Kukis’15, który miał być antysystemowy, w rzeczywistości stoi okrakiem na rozdrożu polskiej polityki, usiłując uniknąć przypisania do grupy niszczących Polskę nowoplatfusów z zielonymi, ale także nie dać przypisać się jako nieformalna przystawka do PiS-u.

Niechże zatem i oni Słowackiego czytają. Bo nie jest ważne, czy z PiS-em, ale czy dla Polski, czy przeciw Polsce. Opozycja usiłuje podpalić kraj, a oni się boją ratować. Panowie i Panie – przed Wami jeszcze trzy lata. Można być opozycją mądrą, wskazującą na niedostatki władzy. I można trzymać z opozycją totalną, lub przynajmniej od PiS-u odcinać się we wszystkim, tracąc szansę na bycie owym czarnym koniem sceny politycznej, tym, z którym liczyć się musi i władza, i opozycja.

PiS, rezygnując ostatecznie z procedowania przygotowanej przez klub Kukiz’15 uchwały w sprawie stanu wojennego, dał pokaz lekceważącego stosunku do posłów tego ruchu. Ale także bezmyślnej beztroski ideowej. A przede wszystkim brak jasnego przekazu, że dla PiS-u najważniejsze jest to, co służy Polsce i Polakom. Bo nie jest ważne, że PiS o tym wie, ale przede wszystkim musi wiedzieć społeczeństwo. Za to wrogom Polski pokazał kompletną słabość obozu sprawującego władzę, brak zwartych szyków i zdeterminowanych dowódców. Owszem, dezubekizacja przeszła, ale cena jaką przychodzi za to zapłacić PiS-owi będzie się odbijała rządzącym czkawką jeszcze długo.

Próba koncyliacji władzy z opozycją, nawet w tak ważnej sprawie, jak ocena zbrodni stanu wojennego, pokazuje rzeczywisty podział polskiej sceny politycznej. I pokazuje, że naiwne liczenie PiS-u na obiektywizm opozycji, dla tej ostatniej nie jest żadną propozycją. Totalna nienawiść nie przewiduje żadnych form koncyliacji.

(mic)