Prezydent zawetował nowelizację prawa o usługach cyfrowych. Zdaniem prezydenta Karola Nawrockiego ustawa w założeniu miała chronić obywateli, szczególnie dzieci, ale w praktyce jej wprowadzenie oznaczałoby „administracyjną cenzurę”. Dawała ona prezesowi UKE „nadmierne kompetencje” bez „wystarczających gwarancji niezależności od bieżącej polityki”.
Prezydent zakwestionował też m.in. administracyjne usuwanie treści z internetu na podstawie decyzji urzędników–cenzorów jak za PRL PZPR, odrzucając cenzurę rodem z orwellowskiego Ministerstwa Prawdy. Podlegli tfuskowi urzędnicy ministerstwa prawdy mieliby prawo cenzurować treści w internecie bez decyzji sądu.
Przegrywają w Internecie więc sięgają po środki stosowane w krajach rządzonych przez dyktatorów.
Dobra decyzja Prezydenta.
Tak dla wolności słowa i dostępu do informacji.
Nie dla cenzury w Internecie.
Mamy do czynienia z realnie istniejącym liberalizmem. Nazwa pochodzi od „libertas” – wolność, ale wolności w tym coraz mniej.
Nakazem chwili jest cenzura (zakamuflowana pod inną nazwą), którą można cyfrowo zaimplementować tak ściśle, że dawni cenzorzy z ulicy Mysiej to przy tym leśne dziadki.
W Polsce mamy paradę kameleonów, zmieniających co chwilę barwy i hasła, „Co szkodzi obiecać” – to uniwersalny program.
Nazwy są etykietkami pozbawionymi treści. W zwrocie „Marsz Miliona Serc” ten milion był tylko nazwą, ale nie liczbą. To reklama, propaganda. Modne są hasła o łączeniu narodu – „Polska cała”. Głoszone jest to przy równoczesnym zaostrzaniu kursu wobec opozycji.
Należy więc ten zwrot rozumieć „Polska cała – oprócz tych niegodnych, których trzeba izolować, choćby w więzieniach”. Ale „Polska cała” jest krótsze, lepiej brzmi.
Szczególnie irytująca jest narracja niemiecka. Konfederacja, a nawet PiS, są dla nich partiami ekstremalnej prawicy, o krok od Hitlera. Przerażenie budzi konferencja konserwatystów CPAC w Rzeszowie, określana jako światowy zlot ekstremalnej prawicy. Obrońca nienarodzonych, pałkarz z bejsbolem, katolik i operator komór gazowych, to dla nich jedno.
Idziemy stadnie na dno, w kierunku nędzy i dyktatury, czy próbujemy (na razie) nie zatonąć. To chyba jest dywersja, to chyba jest sabotaż, Bo przecież niemożliwe, by zwykła głupota.
Autor: Zdzisław Sługocki
Zostaw komentarz