Na naszych oczach toczy się wojna. Obserwujemy to na co dzień i tylko… do niewielu z nas dociera, że ta wojna toczy się nie o Ukrainę… tylko o nowy podział świata.

Toczy się zupełnie inaczej niż obwieszcza nam to większość komentatorów.
Jej nagrodą jest ROSJA.

Z zainteresowaniem… a przyznam że także z rozbawieniem, obserwuję wydarzenia ostatnich dni na scenach świata i Europy. Chwilowo… mniej świata – bardziej naszej jego części.
Tysiące komentarzy (w epoce internetu to już zapewne miliony) mają nas przekonać, że co najmniej wali się nasz świat. Wali się za sprawą „czarnego luda” ze wschodu
Prezydenta Władimira Putina.
Człowieka, którym matki nie straszą swoich dzieci tylko dlatego, że robiąc kariery nie mają czasu się nimi zająć. Proces odbywa się więc zbiorczo – politycy straszą nim nas wszystkich.
Ból i strach są złymi doradcami, ponieważ pod ich wpływem ludzie robią głupstwa, lecz czasem stają się naszymi największymi przyjaciółmi, ostrzegając i zmuszając do myślenia.
Nie inaczej jest i w tym przypadku.

Moje rozbawienie wynika głównie z tego, że zarówno nasza – Polska strona, jak i jej rozszerzona Europejska wersja, na równi z amerykańskimi sojusznikami w ich nowej – Trampowskiej wersji, są tak bardzo skupieni na sobie, że ignorują rosyjski punkt widzenia… a szczególnie punkt widzenia naszego bohatera ponoć negatywnego.
To, że niejako przy okazji pomijają punkt widzenia kraju o który toczy się pierwszy etap tej gry i jego lidera prezydenta Żeleńskiego, jest już tylko naturalną konsekwencją ignorancji pierwszej.

O motywach postępowania Amerykanów napisano już tak wiele, że szkoda czasu na powielanie dość oczywistych komentarzy. Dla każdego kto choć trochę obserwuje bieżące wydarzenia na świecie jest oczywiste, że do nowych przywódców USA powoli dociera… zakończenie zimnej wojny.
Rywalizacja „imperium dobra” z „imperium zła”… a mówiąc normalniej, bez tyle obrazowych co głupich, patetycznych porównań – bloku państw indywidualnego kapitalizmu z blokiem państw kapitalizmu państwowego… czyli sprowadzając rzecz do meritum USA z Rosją, odeszła do przeszłości.
Zajęte swoją rozgrywką i upojone wygraną, Stany Zjednoczone przegapiły moment reorganizacji światowego układu.
Jeszcze prezydent z innej epoki – Joe Biden, usiłował na chwilę odzyskać kontrolę poprzez rozpalanie starego konfliktu. Przegrał i jego miejsce zajęli ludzie pogodzeni z nowymi realiami. Tacy, którzy dostrzegli, że świat z dwu zrobił się wielobiegunowy i w nowej sytuacji najważniejsze jest zadbanie o własną… własny interes.
Sojusznikiem w tej nowej rozgrywce może być wczorajszy wróg, a obecni „sojusznicy” mogą w tym nowym sojuszu tylko przeszkadzać.
Ba… gorzej. Sojusznicy mogą stać się rywalem.
Cele są proste:
– wzmocnić siebie, głównie poprzez przechwycenie tego co się da;
– nie dopuścić do powstania silnej konkurencji ze strony byłych sojuszników – zjednoczonej Europy;
– złamać solidarność nowych potęg skupionych w BRICS, poprzez przeciąganie kogo się da na swoją stronę.
Naturalnym kandydatem do tego ostatniego jest wczorajszy przeciwnik – ROSJA.

Europejscy sojusznicy tymczasem, bez swojego dotychczasowego „opiekuna”, poczuli się zagubieni jak dziecko we mgle.
W dużej mierze nie doceniając swego potencjału, usiłują tulić się do wujka zza oceanu, nie rozumiejąc, że… wujek szuka sobie już nowej siostrzenicy.
Europa zgłupiała.
Będąc potencjalnie jednym z kluczowych, nowych graczy na światowej scenie, skupia się na rozgrywce o „przedpole” z krajem, bez zasobów surowcowych którego… będzie co najwyżej miejscem odpoczynku dla elit kluczowych graczy.
Naszej siły obawiają się wszyscy i… wszyscy robią wszystko żebyśmy nadal spali.
Dlatego Amerykanie, Chińczycy i Rosjanie… a niedługo zapewne także Hindusi, będą robić co mogą by rozbijać jedność Europy i rozgrywać europejskie nacje przeciwko nim.
Ich działania trafiają na bardzo podatny grunt lokalnych kacyków, zazdrosnych o swoją niewielką ale władzę.

Szczególne miejsce zajmuje w tej światowej grze Prezydent kraju, który stał się dziś najbardziej pożądanym sojusznikiem w wyścigu wielkich.
Były oficer służb specjalnych, pułkownik KGB ZSRR i prezydent Rosji – Władimir Putin.
Oskarżany o całe zło tego świata… siedzi zapewne sobie spokojnie w zaciszu kremlowskich pokoi, toczy tę rozgrywkę i… spokojnie się uśmiecha.

Nie bez powodu przypominam karierę prezydenta Putina w służbach.
Niewielu z nas… a prawdę mówiąc nikt spoza „służb”, nie zdaje sobie sprawy jakim specyficznym, niemal oddzielnym światem jest świat służb.
Czy zwracacie Państwo uwagę na sens tego określenia?
SŁUŻBY.
Z trzech najważniejszych marzeń większości ludzi – władzy, pieniędzy i sławy, przynależność do służb nie zapewnia żadnego.
Służba nie daje władzy, nie zapewnia pieniędzy a ludzie służący, na karty historii raczej nie trafiają.
Ludziom służb towarzyszą na co dzień… czasem strach, zawsze nieufności a czasami związana ze strachem nienawiść. Ci, którzy liczą na spełnienie trzech marzeń… szybko ze Służb odchodzą lub… są wyrzucani.
Choć zabrzmi to dziwnie dla wielu, ludzi Służb nie interesują ustroje, partie, nawet kto aktualnie sprawuje władzę. Oni służą… swojemu krajowi.
Służą dziwnie… tocząc nieustanną grę z całym światem.

W Polsce ludzie Służb zostali rozpędzeni. Rosjanie nie popełnili tego błędu.
Nasz kraj został pozbawiony siły Służb. W Rosji, prezydentem został człowiek Służb.

W pewnym sensie w Służbach jest się zawsze.
Niezależnie od tego jak się losy potoczą, to co jest ich istotą – potrzeba służby Ojczyźnie, tkwi w nas zawsze… podobnie jak sposób w jaki jest wykonywana.
Osiąganie celów poprzez prowadzenie gry ze wszystkimi, zachowanie tajemnicy, nieufność i… lojalność, zostają nam na zawsze.
Człowiekiem Służb jest prezydent Putin.
Trzeba o tym pamiętać… niezależnie od tego czy chcemy się z nim przyjaźnić czy… walczyć.
Z takim człowiekiem usiłują rywalizować kupczący wszystkim politycy z UE i Prezydent z rozdętym ego, którego za trzy lata już nie będzie.
Zamiast bredzić o „zbrodniarzu Putinie”, spróbujmy popatrzeć na wydarzenia jego oczami.

Celem prezydenta Putina jest odbudowa Rosji.
Po trudnych chwilach wywołanych katastrofą jej wersji zwanej ZSRR, rozpadzie federacji i utracie wpływów, najważniejszym zadaniem stało się „zebranie Rosjan” w jednej strukturze państwowej i odzyskanie wiodącej roli wśród Rusinów. Cele te są konsekwentnie realizowane od początku władzy prezydenta Putina.

Równocześnie, rola Rosji w nowym układzie organizacji świata jest oczywista.
Niczym nasz PSL, Rosjanie zdają sobie sprawę, że dominować na świecie będzie… „ich koalicjant”.
Opcje są trzy – Europa, USA i Chiny.
To z państw, które poprze Rosja z jej zasobami, zdominuje resztę.
Za słaba by odgrywać wiodącą rolę, może być „języczkiem u wagi”, przechylając swoim poparciem szalę na jedną ze stron.
Zdają sobie z tego sprawę także USA z prezydentem Trampem i główny aspirantem do roli pierwszego światowego mocarstwa Chiny. Najwyraźniej nie rozumie zupełnie Europa.

Fatalny błąd Putina – atak na Ukrainę, skomplikował tę sytuację.
Cele tego ataku były jasne.
Pierwszym było wycofanie się z „darów” jakie kierownictwo ZSRR (głównie Chruszczow), przekazało swojej republice by wzmocnić ją organizacyjnie, przemysłowo i politycznie.
W wyniku tej polityki, Ukraina otrzymała ziemie które nigdy do niej nie należały.
Ukraińskie stały się Krym, Odessa i Donbas – tereny zamieszkałe głównie przez Rosjan i stanowiące przemysłowe zaplecze republiki.
W wyniku tych działań, mający równocześnie spowodować budowę nierozerwalnych związków Ukrainy z Rosją, Ukraina uzyskała dostęp do morza, silny przemysł i… niemal połowę obywateli identyfikujący się jako Rosjanie, mówiący po rosyjsku lub pochodzących z rodzin mieszanych, gdzie wybór przynależności jest sprawą bardzo otwartą.
Nieprzychylna postawa władz i Ukraińców w stosunku do Rosji i ich deklarowany „ciąg do Europy”, wymusił na prezydencie Putinie konieczność reakcji.
Niechętnej reakcji… trzeba dodać.

Niewiele osób zapewne doceniło, powtarzane konsekwentnie przez Putina oświadczenia o „interwencji wojskowej”.
W zamierzeniu analityków Rosyjskich, interwencja na Ukrainie miała być zapewne odpowiednikiem akcji przeprowadzanych w 56 r. na Węgrzech i w 68 r w Czechosłowacji.
Szybka akcja niewielkich wojsk, które dokonują zajęcia ośrodka władzy, wymiana rządzących na „spolegliwych” i równie szybki odwrót… ograniczający niechęć „tubylców” i nie powodująca eskalacji nienawiści.
Dwa razy się udało… na Ukrainie nie.
Analitycy źle ocenili determinację narodu Ukraińskiego.
Najprawdopodobniej pomyłka była wywołana wcześniejszymi wydarzeniami na Krymie oraz w dwóch niby republikach, gdzie zamieszkujący te tereny Rosjanie przyjęli wojsko rosyjskie kwiatami a żołnierze z ochotą zmienili w większości barwy państwowe.
Niestety dla Rosjan, logika wydarzeń zajęła miejsce planów i chęci.
Nastąpił wzrost poczucia przynależności narodowej mieszkańców Ukrainy.
Ukraińcy opowiedzieli się przeciwko agresji.

Kolejny etap wojny był już tylko konsekwencją błędów.
Interwencja wojskowa zamieniła się w regularną wojnę, która wykopała rowy… trudne do zasypania. Dla Ukrainy wojna stałą się wojną o życie.
Pozostało więc jedno – odzyskanie „darów Chruszczowa” i … liczenie na tak duże osłabienie Ukrainy, że sami mieszkańcy z ulgą przyjmą ograniczoną – Białoruską wersję niezależności.
Sposób realizacji jest widoczny.
Działania zbrojne ograniczone do terenów uznawanych za rosyjskie i bombardowania osłabiające chęć przeciwnika do oporu.
Nie ma frontalnego ataku ani prób zajęcia Kijowa.
Jest powolne zajmowanie wskazanych terytoriów i… oczekiwanie.
Prezydent Putin… w przeciwieństwie do większości liderów zachodniego świata a przede wszystkim do prezydenta Trampa… ma czas.
Z tego co obserwujemy ostatnio… właśnie się doczekał.

Wojna na Ukrainie spowodowała.. panikę w Europie.
Niemal cała Unia poczuła się zagrożona.
Brednie o „czarnym ludzie – Putinie” spowodowały, że głowę podnieśli militaryści, przekonani że najlepszą formą zarabiania pieniędzy jest wyścig zbrojeń.
Politycy i publicyści, zgodnie zachęcają nas do wydawania naszych pieniędzy na zakupy militarnego złomu (głównie od braci Amerykanów… mających szansę po raz kolejny odbić się od dna dzięki napływowi europejskich pieniędzy), budowę schronów czy rezygnację z programów socjalnych, klimatycznych i ekologicznych na rzecz budowania sił zbrojnych.
Mityczne Rosyjskie zagrożenie, ma wyzwolić w nas chęć rezygnacji z postępu i bogacenia, na rzecz
tworzenia militarystycznych fortun.

Zapomniane już nieco hasło:
„Wejdą… nie wejdą”
wróciło do nas w nieznanej wcześniej skali.
Pytanie:
PO JAKĄ CHOLERĘ MAJĄ WCHODZIĆ???
umyka jakoś naszej uwadze.
Z potencjalnego największego sojusznika, dzięki któremu i jego zasobom Europa mogłaby się rozwijać… ba stać się potęgą… robimy największego wroga.
Amerykanom i Chińczykom już przeszło. Nam nie.

Naszym ponoć największym sojusznikiem wciąż ma być państwo, które po drugiej wojnie światowej wygrało JEDNĄ wojnę.
Pokonało studentów uczących się na GRENADZIE.
Ze wszystkich innych wojen uciekło… gdy sytuacja robiła się nieciekawa.

A prezydent Putin… nie przestaje się uśmiechać.
Jak to człowiek służb – tylko wewnętrznie. Z pokerową twarzą.
Czeka… stawiając Ukrainie warunki nie do spełnienia.
Ma czas.
A my???

WASZ
nikt.

Autor: Jarosław Wocial