Szanowni Państwo, powoli ustala się narracja. To bandyckie SB sfałszowało wszystko i nie można wierzyć tym bandytom z SB, ani ich dokumentom. Fałszowali całe sprawy, wciągając w to wszystkich pracowników techniki, obserwacji, sekretarki, maszynistki, kierowców. Razem jakieś 30 000 osób, biorąc pod uwage przestrzeń czasową. Biedne wojskowe kierownictwo MSW nic nie wiedziało, bo przecież ta esbecja wstrętna im nic nie powiedziała, a im tylko chodziło o Polskę. Nic innego nie robili tylko w gabinetach swoich, otoczonych przez wstrętne bandyckie SB myśleli, jak tu uwolnić kraj z jarzma. Już mieli uwolnić, ale SB zmusiło ich do wprowadzenia Stanu Wojennego i rozpieprzenia wszystkiego. Potem, kiedy nareszcie uwolniono się od PZPR, biedne wojsko nadal zostało infiltrowane przez bandyckie SB w WSI i sztabach generalnych, MSZ, AMW i szeregu spółkach, szczególnie paliwowych. Materiały są sfałszowane i nawet główny generał dał się nabrać i trzymał te fałszywki w domu.

Nie bronię SB, ani żadnego bandziora, który pracę tam, traktował, jako sposób na realizację własnej nienawiści do innych. Nie wstydzę i nie boję się tego powiedzieć, ale nie mogę też słuchać tego, co zaczyna się mówić o „szafie Kiszczaka”. To zmierza w paranoicznym kierunku. Znów ktoś chce (domyślamy się kto) osłonić siebie tradycyjnym „chłopcem do bicia”.

Ile razy ktoś zaczyna zagrażać wojskowym kwitom i układom, albo mówi o lustracji, zaraz mamy wrzask o fałszującej wszystko SB. To, proszę Państwa, bzdura i legenda. Słyszałem już w latach 80-tych o genialnym fałszerzu, wiem, że można niektóre kwity wyprodukować, ale nikt na tej podstawie nie sfałszowałby całej sprawy, wprowadzając w to „pół” MSW. W dodatku, wszyscy obrońcy wojska, uznają ich chyba za idiotów.

Czy człowiek typu generała Kiszczaka, z jego doświadczeniem i umiejętnościami, trzymałby w domu „fałszywkę”? W odróżnieniu od „znawców” tematu, którzy „przy wódce” poznawali tajniki służb, patrząc jak w obrazek w swoich rozmówców, ja tam pracowałem i znam dokładnie możliwości, biurokratyczne ograniczenia tych instytucji. Zgadzam się, można stworzyć sprawę w określonym celu i pokazać ją figurantowi. Jest to jednak element operacji, zatwierdzony i przedyskutowany w wąskim gronie, bo ta sprawa to tylko inspiracja lub dezinformacja, a nie czynna historia. O wiele częstsza była nadinterpretacja słów figuranta bądź źródła, niż tworzenie fałszywych osób.

Pomyślcie Państwo, budowanie przekonania o cudownych „fałszerstwach” SB służy jedynie zastopowaniu ujawniania dokumentów z lat 80-tych i „dzikiej lustracji”, podobnej do działania wdowy po Kiszczaku. Raz jeszcze powiem, w tej historii najmniej jest dla mnie ważny jej bohater. Czas, sposób i specjalnie dobrany temat świadczy o toczącej się grze. Całość należy rozpatrywać w kontekście szerszym niż jakiś TW „Bolek”.

Tak! Jakiś, gdyż sam fakt istnienia materiałów kompromitujących na obywatela RP, który może być nimi szantażowany i które mogą być, i są na pewno, w rękach osób, nie będących pod kontrolą państwa, jest zagrożeniem o wiele większym, niż postać owego TW. To kontrwywiadowczy punkt widzenia. O aspekcie psychologicznym nie wspomnę. Rozumiem i tych, którzy nie mogą w to uwierzyć, i tych, którzy w to wierzą. Dla nas wszystkich to dowód, że przez ćwierć wieku działały w tle siły, a my nie mieliśmy na nie wpływu.

Taśmy „Sowy” obnażyły dekoracje systemu, „szafa Kiszczaka”, obnażyła mechanizm (przynajmniej wzbudziła wątpliwości), co odkryje jego jądro? Strach pomyśleć. Na razie, wszystko zmierza do powieszenia dyżurnych kukiełek.
Nie wszyscy w wojsku wpisali się w tą radosną kamarylę. Nie wszyscy z dawnego MSW identyfikują się z działaniem swoich byłych szefów i kolegów. Niestety, mało jest ludzi, którzy mają odwagę mówić o tym głośno. Czas ujawnić zbiory i aneksy. I to wszystkich służb PRL, a nie tylko SB.