Mimo, że dobiegam 70. jak Duda ciągle się uczę. Ostatnim razem w warszawskim metrze, z ekranów zamieszonych w wagonach, co mam zrobić kiedy nadejdą upały, czyli tego co mamy i babcie z mojego pokolenia uczyły gzuby od maleńkości.
Przede wszystkim mam chronić głowę przed promieniowaniem.
Nie napisali tylko czym.
Hełmem korkowym, bejsbolówką, a może, futrzaną czapą ( to nie jest zły pomysł) albo turbanem.
Ale dzięki urzędnikom z ratusza, pewnie płatna, wiem, że mam chronić glacę.
To już coś.
Po drugie, mam ( o ile się da) przebywać w cieniu, choć te rachityczne drzewka na Placu Centralnym, przy PKiN, raczej mało cienia dają.
A magistrat taki z nich dumny.
Ale spoko, nie czepiam się, drzewa są ok, no chyba, że uschną od psich sików, które takie drzewa bardzo lubią by oznaczać swoje terytorium.
Po trzecie mam się nawadniać.
Nie browarkiem, czy innym „mózgojebem”, ale kranówką.
Tą prawdziwą, warszawską, z certyfikatem prezydent, który ją onegdaj reklamował.
No i proszę.
Jaki jestem mądry po przejechaniu z Wawrzyszewa na Natolin. A że jechałem metrem w obie strony i gapiłem się w ekran bez przerwy, to mam tę „mądrość” utrwaloną na beton.
Zostaw komentarz