Przegrupowanie dobiega końca. Zaczyna się nowa faza wojny. Dla Rosji to ostatnia szansa na ogłoszenie zwycięstwa. Dla Ukrainy możliwość nie tylko wyrzucenia najeźdźców z kraju, ale i odzyskanie wcześniej zajętych terenów.

Paradoksalnie obie strony walczą tu o życie, bo przegrana wojna to początek rozpadu Rosji, którego symptomy już widać.

Początek bitwy we wschodniej Ukrainie. Wojsko ukraińskie z rejonu Charkowa uderza na północ wzdłuż rzeki Doniec tak, żeby przeciąć znajdujące się tu wojska rosyjskie. Jeśli to się uda, jednostki sowietów na północ od Charkowa znajdą się w worku, który będzie można spychać do granicy. To umożliwi też wejście na tyły Rosjan, zgromadzonych pod Izjumem, a tym samym rozbije rosyjską koncepcję bitwy.
Rosjanie w tym czasie atakują z Izjumu na Barwinkowo tak, żeby odciąć wojska ukraińskie pod Słowiańskiem. Jeśli zmuszą Ukraińców do odwrotu ze Słowiańska, osiągają cel strategiczny i opanowują wschodnią Ukrainę. Ale tu, jak gdzie indziej, idzie im fatalnie. Dzisiejsze natarcie zostało zatrzymane z dużymi stratami Rosjan, którzy zajęli tylko jedną wieś. Atakujące oddziały sowieckie zostały ostrzelane przez baterię zdobycznych wyrzutni pocisków termobarycznych TOS-1 Buratino (trzeba być naprawdę psychopatą, żeby śmiercionośną broń nazwać imieniem sympatycznego pajacyka).
Z terenu przyszłych walk ukraińskie koleje ewakuowały 15 tysięcy cywilów.
Być może w związku z walkami, a może nie, na tyłach Rosjan w Białogrodzie i w Krasnogwardyjsku coś dziś wybuchło. Ale nikt nie wie co. Nie był to jednak ostrzał, ani nalot.

Na pozostałych odcinkach głównie ostrzał. W Mariupolu bez zmian. Wczorajsza informacja o kapitulacji jednego z batalionów piechoty morskiej okazała się oczywiście propagandową brednią.

Na zajetych terenach sowieci otwarcie już polują na działaczy społecznych i urzędników państwowych Ukrainy. Rewizje i uprowadzenia są na porządku dziennym.

Władze Rosji otwarcie przyznały się do zabicia 93 uchodźców z Mariupola. Usprawiedliwiały to tym, że zabici mieli być „ubranymi po cywilnemu uzbrojonymi nacjonalistami”. To ta sama retoryka, którą Niemcy i sowieci stosowali wobec mordowanych Polaków. Wszyscy rzekomo byli „Polnische banditen”.
Przyznanie się do czegoś, czego jeszcze nie ujawniono sugeruje, że za chwilę pojawi się ta informacja i Rosjanie już próbują narzucać narrację. Ofiar rosyjskiego terroru prawdopodobnie jest znacznie więcej.

Podtrzymując swoją wersję wydarzeń w Buczy („to nie my, to prowokacja”) sowieci równolegle rozwijają linię narracji, usprawiedliwiającą zbrodnie. Na portalu RIA Nowosti, czyli rządowej agencji informacyjnej ukazał się artykuł postulujący de facto anihilację narodu ukraińskiego: eksterminację elit, poddanie społeczeństwa terrorowi, reedukację części i likwidację opornych. Dokładnie zgodnie ze scenariuszem, jaki realizowały wojska cesarskie wobec Czechów w XVII wieku, a hitlerowskie Niemcy i sowiecki ZSRR wobec Polaków w wieku XX. Równolegle były premier i prezydent FR, prawa ręka Putina Dymitr Miedwiediew opublikował artykuł, w którym postuluje budowę „otwartego społeczeństwa z jednym rządem od Kamczatki po Atlantyk”. Coś, co podobałoby się Lennonowi i Leninowi: żadnych granic, narodów, ani religii, bo przecież Putinsławny Putinarchat Moskiewski religią nie jest. To udająca religię nacjonalistyczna ideologia państwowa.
Zatem oni będą budowali owo „otwarte społeczeństwo”, a każdy, kto będzie się opierał zostanie skutecznie zdenazyfikowany.
W tym nowym wspaniałym świecie nie ma miejsca nie tylko dla Ukrainy, ale także dla Polski.
Na razie Miedwiediew zapowiedział sankcje na polityków PiS i dla wszystkich jego wyborców (niech mu ktoś powie, że w Polsce wybory są tajne i nie da się ustalić, kto na kogo głosował).

Co do sankcji, to wreszcie Unia Europejska nałożyła jakieś poważniejsze, w tym zakaz importu rosyjskiego węgla, zakaz dla rosyjskich i obsługujących Rosję firm spedycyjnych oraz zamknięcie portów dla rosyjskich statków.
Nadal to za mało i za późno. Prawdziwym uderzeniem byłby szlaban na ropę i gaz.

Czesi natomiast wysłali już Ukrainie czołgi i pojazdy pancerne, na których przekazanie zgodę musiały wyrazić Niemcy (cała konstrukcja tego zdania mnie rozśmiesza). W każdym razie to poważny zastrzyk sprzętu, który Ukraińcy znają.

Prezydent Zełeński wystąpił przed Radą Bezpieczeństwa ONZ. I tyle. Oczywiście, przemówienie było znakomite, ale dopóki w RB jest Rosja z prawem veta, nic z niego nie wyniknie.

Przedwczoraj w Berlinie (stolica Niemiec) odbyła się demonstracja Rosjan popierających Putina. Organizatorem był mieszkający w Niemczech Rosjanin… były oficer Bundeswehry.

Nie mam pytań. W sumie dobrze, że Niemcy swoją armię rozbroili.

Autor: Skipper