Epikur mawiał – „Kto nie umie się cieszyć z małych rzeczy, nie umie być szczęśliwy wcale”.

Podzielam jego opinię, choć kiedyś, w młodości, potrzebowałem do szczęścia wielkich rzeczy.

Kariery, pieniędzy, zagranicznych podróży.
Nie zauważałem, jak każdy młody, że życie składa się z drobnych spraw i krótkich chwil, które także, osobno i w sumie, mogą dać mi poczucie szczęścia.

Niedawno, w piękny, słoneczny dzień, siedziałem i czytałem na tarasie.

W koronach dębów obok mego domu, śpiewały ptaki.
Gdzieś, w tle, szczekały psy i gdakały kury.

Po błękitnym niebie, popychane zefirkiem, sunęły chmury.
Jedne, jak kłębuszek waty.
Inne, toczyły się jak kule do bilardu.

Nos wypełniał zapach bzu perskiego, który kwitnie przez całe lato.

Ktoś powie, jakie to banalne.
Ckliwe i sentymentalne.

Pewnie i tak, z jego punktu widzenia.
Dla mnie, to kolejny dzień życia, który, jak każdy, jest darem Bożym.

Cieszę się z tego, że budzę się każdego ranka.

Zaparzam kawę, jem śniadanie.
I wykonuję w ciągu dnia, wiele z pozoru, banalnych, rutynowych czynności.

Ale sam fakt, że mogę wciąż je wykonywać, oddychać, cieszyć się Bożym światem, jest dla mnie powodem do szczęścia.

To są właśnie te małe rzeczy, o których mówił Epikur.
Już sam fakt, że istnieją, jest swego rodzaju cudem, z którego należy się cieszyć.