Richard Dawkins wraz z kilkoma innym intelektualistami swojego pokolenia zyskał sławę na spopularyzowaniu niechęci wobec religii i religijności.

Jego niechęć do religii wynika z jej potraktowania jak „wady genetycznej”.

Dawkins stosując kalkę pojęciową z domeny biologii ewolucyjnej do kultury wyprodukował chwytliwą koncepcję „samolubnego memu”, dla którego społeczeństwo jest tym samym, co organizm dla genów.

Zdaniem Dawkinsa, religie są dla kultury szczególnym rodzajem wady genetycznej, analogicznym do anemii sierpowatej.

Anemia sierpowata jest genetyczną chorobą charakterystyczną dla populacji zamieszkujących rozległe tereny podmokłe w klimacie gorącym. Ludność zamieszkująca takie terytoria była stale dziesiątkowana przez malarię – chorobę krwi wywoływaną przez pierwotniaka Plasmodium falciparum. Zarodziec malaryczny atakuje krwinki czerwone, w których się namnaża, prowadząc do ich rozpadu. Wyniszcza to organizm przedłużającymi się atakami febry – skrajnie wysokiej gorączki przy równoczesnej głębokiej anemii.

Wada genetyczna znana jako anemia sierpowata powoduje, że krwinki czerwone w ogóle są nietrwałe i nie są w stanie wydajnie transportować tlenu, ale za to nie są dogodne dla namnażania się zarodźca malarycznego. W efekcie, ludzie dotknięci tą wadą są słabi i ogólnie chorowici, ale malaria ich nie zabija.

Dawkins uważa, że religie są społecznym odpowiednikiem anemii sierpowatej: ogólnie osłabiają społeczeństwo, które przez nie „nie zachowuje się racjonalnie”, ale pozwalają kulturze przetrwać najgorsze plagi.

W związku z tym, Dawkins twierdzi, że o ile może kiedyś, w zamierzchłej przeszłości były one użyteczne, to już od dłuższego czasu nie są. Jego zdaniem postęp naukowy pozwolił człowiekowi rozwinąć lepsze techniki radzenia sobie z kryzysami a religie stanowią już tylko niepotrzebne obciążenie osłabiające kulturę.

Teraz jednak Dawkins zauważa, że wolałby, aby Europa nie zatraciła „postchrześcijańskiego” charakteru, gdyż nie uśmiecha się mu żyć w kraju muzułmańskim.

No cóż – może dostrzegł wreszcie, że malaria wcale nie jest trywialnym zagrożeniem a ludzkość do dzisiaj poszukuje na nią dobrej odpowiedzi imając się nawet nader kontrowersyjnych rozwiązań jak opracowane za pieniądze Billa Gatesa genetycznie modyfikowane komary?

Richard Dawkins zdaje się zrozumiał, że kultura, która rozwinęła się na gruncie chrześcijańskim wcale nie jest taka najgorsza, oraz niepokoi go, że radykalny sekularyzm, którego był wielkim orędownikiem, pozbawił ją pewnych mechanizmów obronnych przed przejęciem przez kultury bardziej „pasjonarne” (termin ukuty przez Lwa Gumiłowa).

Na profilach różnych ateistycznych aktywistów czytam potok kalumni wylewających się na Richarda Dawkinsa, że „zdurniał na starość”. Wydaje się, że jego uwagi nie przysłużą się głębszej refleksji z ich strony. Tak to jest z umysłami jedynie pozornie oświeconymi, że fiksując się na monokazualnych diagnozach tracą z oczu szerszy obraz problemu.

Czytaj więcej.