Słowo, które wzbudza ostatnimi czasy wiele emocji. Rzecz oczywiście w dekoncentracji rynku medialnego w Polsce. Oczywiście przy tej okazji pojawiają się wręcz rytualne oskarżenia wobec rządu oraz Prawa i Sprawiedliwości o chęć wprowadzenia „dyktatury” etc. O co jednak tak naprawdę chodzi.

Zaznaczę na początku – nie znam szczegółów projektu i nie pracuję nad nim. Można jednak i należy bardzo przychylnie myśleć o samej inicjatywie. Naturalnie opór będzie duży, by nie powiedzieć, że wściekły. Trudno aby tak nie było skoro uderzy to np. w część zagranicznych koncernów.

Jak jest dziś? Ok. 74% kapitału w prasie jest zagraniczna. W radiu ok. 50%. W telewizji dzięki TVP jest go najmniej, a z trzech największych stacji mówić należy jedynie o TVN. Na cztery główne portale dwa mają kapitał zagraniczny; te polskie to Agora i Wirtualna Polska, więc można powiedzieć, że jeszcze gorzej, ale rzecz przecież nie w doraźnej sytuacji politycznej. Wielu w każdym razie twierdzi, że to żaden problem. Dziennikarze pracujący w tychże mediach oburzają się, że kwestionowana jest ich uczciwość.

Może więc to jedynie nasz wymysł jako Prawa i Sprawiedliwości. Przecież Niemcy to nasz sojusznik w NATO i UE, więc w czym problem? Spójrzmy więc na Niemcy czyli kraj, którego podmioty mają najwięcej udziału w polskim rynku medialnym. One same wprowadziły zasadę dekoncentracji. W Niemczech rynek prasy w całości jest opanowany przez 10 niemieckich koncernów.

Wielką histerię wywołała próba sprzedaży jednej lokalnej gazety – Berliner Zeitung – która miała przejść w ręce bodajże francusko-kanadyjskiej spółki. Protestowali politycy, dziennikarze, związkowcy, autorytety. Finalnie dziennik odkupiła firma z Kolonii.

Warto postawić sobie pytanie – dlaczego? Ano dlatego, że jak pokazuje życie, na Ukrainie część mediów (z kapitałem rosyjskim) próbowała siać dezinformację w trakcie wojny. U nas w Polsce raz na jaw wyszło, na czym może polegać wtrącanie się. Mark Dekan, szef szwajcarsko-niemieckiego giganta medialnego Ringier Axel Springer, wysłał do polskich dziennikarzy swoje przemyślenia na temat zwycięstwa Donalda Tuska w Radzie Europejskiej, porażki Jarosława Kaczyńskiego w Brukseli i przyszłości Polski w Unii Europejskiej. Biznesmen wskazał mediom, jak należy pisać o „autostradzie integracji unijnej”.

W naszym województwie Kujawsko-Pomorskim, w mojej Bydgoszczy, najwięcej emocji budzi oczywiście Polska Press (m.in. Express Bydgoski, Nowości Toruńskie, Gazeta Pomorska). Grupa ta skupiła w swoich rękach potężną część prasy lokalnej. To nie znaczy, że dziennikarze tam pracujący pisząc o dziurach w drodze, budowie szkoły, czy renowacji parku wypełniają polecenia z Niemiec. Bzdura. Znam wielu z nich jako uczciwych ludzi rzetelnie wykonujących swój zawód. Inna sprawa, że właściwie wszyscy nie cierpią Prawa i Sprawiedliwości, ale można powiedzieć, że to ot taka specyfika polskiego dziennikarstwa.

Rzecz w tym, że wykorzystuje się to jedynie w sprawach kluczowych i delikatnie. Czasem nawet bez potrzeby ingerowania w cokolwiek. Wystarczy wiedzieć kogo warto zatrudnić i komu zlecić napisanie odpowiedniego artykułu. Jeżeli bowiem uważają Państwo za czysty przypadek, iż najbardziej populistyczny dziennik w kraju rozpętuje wielką kampanię o tym dlaczego do Polski powinniśmy przyjmować islamskich imigrantów, gdy 75% Polaków tego wyraźnie nie chce, to gratuluję dobrego samopoczucia.

PS Kto chciałby więcej doczytać nt dekoncentracji mediów w Niemczech i we Francji to zapraszam do raportu Instytutu Staszica (czytaj więcej).

PS2 Tekst przy grafice o kapitale niemieckim w Polsce nie jest prawdziwy. Nie 80, a 74% jest w prasie i to w ogóle kapitału zagranicznego. Zamieściłem jednak, żeby zilustrować jak duże są to wpływy.

Autor: Łukasz Schreiber
Polski polityk i samorządowiec, poseł na Sejm VIII kadencji. Przewodniczący PiS w Bydgoszczy.