Cały świat, a szczególnie kraje Unii Europejskiej od prawie czterech lat są ofiarą kryzysu gospodarczego. To niebezpieczne we wszystkich aspektach zjawisko budzi zdziwienie tym większe, że tak naprawdę to nie wiadomo, co spowodowało ten kryzys. Ciągłe obrady różnych organizacji, takich jak: Komisja Europejska, forum w Davos oraz innych o coraz dłuższych nazwach, a także zgromadzenia tak zwanych EKSPERTÓW nie potrafią nie tylko zdiagnozować przyczyn choroby, ale również udzielić odpowiedzi na pytanie jak wyjść z tej sytuacji. Jak na razie, jedyną receptą na kryzys jest szumnie głoszona wszem i wobec przez tych „szacownych mędrców” teza, iż tylko wydłużenie wieku emerytalnego (być może w nieskończoność) uchroni świat i ludzkość od katastrofy.

W tym zacnym chórze gardłowych szeptów jakoś znajomo brzmi głos „premiera” Donalda Tuska i jego wiecznie z siebie zadowolonej współtowarzyszki Ewy Kopacz . Nie trzeba chyba wielkiej inteligencji, aby zrozumieć, iż wydłużenie wieku emerytalnego rzeczywiście przyniesie wymienione korzyści dla budżetu – bo przecież nie będzie już komu płacić emerytur i rent! Siedem miliardów ludzi na ziemi to przecież za dużo, aby wszystkich wyżywić! Dziwi tylko fakt, że tak „wspaniały pomysł „na ograniczenie ilości mieszkańców naszej planety pojawia się w Europie, gdzie rodzi się coraz mniej ludzi, a nie w Chinach czy Indiach. Codziennie media bombardują nas rozmaitymi „genialnymi” wymysłami rządu PO – PSL, które zamiast Nas uszczęśliwić, zgodnie z zamiarem pomysłodawców, raczej wszystkich doprowadzają do wściekłości!

Przykładów bezmyślności rządzących jest tak dużo, że nie ma sensu ich tu przytaczać – są nam wszystkim aż za dobrze znane. Wydaje się oczywistym, że brak aktywności społeczeństwa wyrażenia stanowczego sprzeciwu wobec coraz bardziej dziwnych i całkowicie niezrozumiałych pomysłów polityków zachęci ich tylko do dalszego wymyślania tych wszystkich bzdur, które w ich zamyśle mają nam stworzyć w Polsce „Raj na Ziemi”! Wszyscy odczuwamy katastrofalne skutki takiej polityki. Ludziom żyje się coraz gorzej, młodzi nie posiadający żadnych koneksji nie mają perspektyw, deptana jest godność pracowników, którzy w odczuciu pracodawców powinni być wyłącznie maszynami służącymi do wzbogacenia wąskich grup posiadaczy – uważających się za nie wiadomo jaką „Elitę”!

Przestańmy wreszcie być obojętni i nie dajmy się ogłupiać ani sobą manipulować! Przykłady oporów społecznych w takich krajach jak np.: Niemcy, Francja pokazują wyraźnie, iż jest granica, poza którą rządzący nie mogą się posunąć. Przecież swoje przywileje i fortuny zawdzięczają naszemu zaufaniu wyrażonemu w wyborach. Regionem, który szczególnie odczuwa ujemne skutki kryzysu jest Górny Śląsk i Zagłębie. Tutaj bowiem skoncentrowane jest potężne zaplecze gospodarcze, które przy mądrej polityce ekonomicznej mogłoby zapewnić harmonijny rozwój nie tylko regionowi, ale i całej Polsce! Powszechne znane problemy górnictwa, hutnictwa , branży kolejowej, motoryzacji (Tychy, Gliwice) i innych dziedzin przemysłu, sfery handlu i usług są na co dzień bardzo wyraźnie widoczne. Owszem, tu na miejscu tak, ale nie w Warszawie!

1175237_583611738351242_616941487_n

Posłowie i Senatorowie Regionu jak dotychczas przez 20 lat nie opracowali rzetelnego konkretnego perspektywicznego programu rozwoju gospodarki i kultury Śląska i Zagłębia. Przypomnijmy Im oraz „Elitom” rządzącym PO – PSL, iż żyjemy, mamy poczucie swych praw i godności i nie pozwólmy, aby nas lekceważono, oszukiwano i traktowano jako istoty bezrozumne! Nie dajmy się oszukiwać rozliczajmy Posłów wykrzyczmy głośno w stronę odpowiedzialnych za dobro wspólne polityków: tak jak Wy-My też jesteśmy ludźmi a Waszym zadaniem i podstawowym obowiązkiem jest stworzyć nam godne, ludzkie warunki życia i pracy.

Dziś rzeczywistość wygląda następująco: koszty pracy w Polsce były w 2011 ponad trzy razy niższe od średniej europejskiej oraz cztery-pięć razy mniejsze niż w krajach „starej Unii” – wynika z raportu Eurstatu. Do tego nasze zarobki rosły zdecydowanie wolniej niż w innych państwach UE.

Raport Eurostatu, unijnego biura statystycznego, przedstawia tzw. średnie godzinowe koszty pracy, czyli wynagrodzenia brutto powiększone o składki, które płaci pracodawca. Dlatego są to wielkości mniej więcej dwa razy wyższe od wypłat „na rękę”. Dla całej UE średni koszt godziny pracy to nieco ponad 23,1 euro, natomiast dla strefy euro (tzw. Euroland) – już 27,6 euro. Jednocześnie okazuje się, że mimo lamentów organizacji pracodawców i wspierających ich liberalnych mediów koszty pracy w Polsce wynoszące 7,1 euro należą do najmniejszych w Europie. Mniej niż u nas płaci się tylko pracownikom w Bułgarii, Rumunii, Litwie i Łotwie.

Koszty pracy w Belgii (39,3 euro), Szwecji (39,1 euro) oraz Danii (38,6 euro) są ponad pięć i pół raz wyższe niż w naszym kraju. Mówiąc obrazowo dniówka pracy szwedzkiego pracownika jest wyceniany wyżej niż tydzień pracy polskiego! Pięć razy więcej od nas dostają Francuzi (34,2 euro), a niewiele mniej Holendrzy (31,1 euro), Niemcy (30,1 euro) i Austriacy (29,2 euro). Nie mamy też co porównywać się z Włochami (26,8 euro), ani nawet zagrożonych bankructwem finansów publicznych Hiszpanami (20,6 euro) i Grekami (17,5 euro) do finansowego wspierania których ochoczo zgłosił się rząd Tuska, oferując kilka miliardów z naszych podatków. Szkoda, że znacznie mniej zrozumienia ma dla ratowania budżetów rodzinnych polskich pracowników.

Tym bardziej, że koszty pracy w Polsce rosną wolniej niż w innych krajach, a tym samym wzrost wynagrodzeń jest możliwy. Eurostat oszacował, że płace w ubiegłym roku wzrosły w naszym kraju średnio o niespełna 1,5 proc., czyli zdecydowanie mnie niż w innych krajach UE. Zarówno tych, gdzie koszty pracy są najniższe – w Bułgarii był to wzrost o ponad 12,5 proc., a w Rumunii o 8,6 proc. – jak również tych oferujących pracownikom najwyższe stawki. Podwyżka wynagrodzeń w Szwecji wyniosła ponad 8,5 proc., a w Belgii 2,8 proc. Warto przy tym pamiętać, że belgijskie podwyżki, choć w ujęciu procentowym większe od polskich niespełna dwukrotnie, po przeliczeniu na gotówkę są wyższe ponad dziesięć razy.

Co ciekawe pierwsze miejsce w sporządzonym przez Eurostat rankingu kosztów pracy przypadło Norwegii (44,2 euro), która nie jest członkiem UE. Czyżby chodziło o pokazanie, że są miejsca na świecie, gdzie zarabia się lepiej niż w Brukseli?