Dziś, na piątek, wybrałem temat nieco cięższy. Nosiłem się z nim od jakiegoś czasu, dziś chyba „dojrzał”. Mam świadomość, że nie jest to post z gatunku prznoszących popularność. Ale czuję, że jest potrzebny. Dziś o milczącej zgodzie.

Pewnie cześć z Was zauważyła, że w ostatnimi czasie dość często aktywnie wchodzę tu w polemikę. Nie wiem, czy słusznie. Zwykle tego nie robiłem, poczułem jednak, że moje milczenie wobec nieprawdy wcale dobrych efektów nie przynosi.

O tym, że w sieci jest przesyt hejtu, nienawiści i wszechmądrości nikogo przekonywać nie muszę. Ja mam na to swój sposób. U siebie na tablicy publikuję treści, z którymi się zgadzam. Jednocześnie tp samo szanuję u moich znajomych. Czym się to objawia? Ano tym, że np. gdy ktoś z moich znajomych, który jest fanem PiSu, udostępnia posty PiSu, nie wypisuję mu tam pod nimi sterty obelg, choć osobiście się z ich treścią nie zgadzam. Jego tablica, jego sprawa. Mogę natomiast udostępnić u siebie treści, które moim zdaniem przedstawiają rzetelny obraz komentowanej sytuacji. Niech sobie ludzie poczytają i sami wyciągną wnioski.

Dlaczego o tym piszę? Bo o ile jeszcze jakiś czas temu pod postami miała miejsce dyskusja, o tyle w ostatnim czasie często ma miejsce tylko połajanka. Dla ułatwienia, wyjaśnięna własnym przykładzie. Jest pewna Pani, która ma do mnie osobisty uraz (przyznaję, że uzasadniony). W związku z tym, regularnie pod moimi postami krytykuje mnie absolutnie za wszystko. Ja osobiście z Jej oceną mojej osoby się nie zgadzam, więc się bronię. Ludzki odruch. Gdy jednak post trafia do kilku tysięcy odbiorców, a jedynym pod nim komentarzem jest komentarz tej Pani, z którego wynika że jestem beznadziejnym oszustem, pozostaje mi się zastanowić, czy to oznacza, że większość z Was tak mnie postrzega? Czy reszta obserwatorów nie ma w tej kwestii zdania?

Czy gdy Pan X, Pan Y czy Pani Z wypisują pod moim adresem rozmaite brednie należy przyjąć, że tak jest?
Czy jesteśmy tym, co pojedyncze osoby piszą o nas w komentarzach? Spójrzcie na nasz gminny serwis. Robimy mnóstwo ciekawych rzeczy, w prywatnych rozmowach chwalicie je i doceniacie, a w raptem kilka reakcji, w tym prawie 100 % hejtu, kpiny i ironii. Dlaczego tak jest?

Dlaczego karmimy się tym, co negatywne? Dlaczego umiemy kopać, a nie umiemy pochwalić? A może faktycznie wszystko jest źle…

Po co o tym piszę? By się wyżalić? Nie. Ja sobie radzę.
Piszę to w imieniu ludzi, którym hejt i wieczne narzekanie odbiera chęć do pracy i działania. Piszę w imieniu urzędników, obrażanych i poniżanych, w imię bredni powtarzanych pod ich adresem w propagandowych mediach. Piszę w imieniu anonimowych społeczników, poddawanych ciągłej krytyce i niesprawiedliwej ocenie. Piszę w imieniu tych, którzy w sieci są obrażani, wyzwani i niesprawiedliwie oceniani. Piszę to, bo wiem, że wielu z nich jest na granicy wytrzymałości. Piszę, bo nie chcę, by osoby, którym jeszcze chce się coś zrobić, zostały zepchnięte w niebyt przez tych, którzy potrafią jedynie jątrzyć i narzekać!

Jaki morał? Nie bądźmy obojętni. Nie dajmy się. Nas, aktywnych i uczciwych jest więcej. Pamiętajcie: wobec agresora (również tego słownego) decydujący głos ma nie ofiara, ale obserwatorzy. Gdy milczą, dają agresorowi siłę. Gdy są solidarni, wzmacniając ofiarę, wiążą rękę agresora! W życiu, w „realu” i w świecie wirtualnym!

Wyrażajcie swoje zdanie. Pozytywne lub krytyczne. Ale zdecydowane. Jasne. Czytelne. Takie są czasy. Nie można być obojętnym!

Dobrego weekendu.

Autor: dr Krzysztof Klęczar
Burmistrz Kęt (miasto w Małopolsce, pow. oświęcimski), prezes zarządu wojewódzkiego PSL w Małopolsce.