Dziś mija dokładnie 21 lat, odkąd świat na moment wstrzymał oddech, a my poczuliśmy przejmującą ciszę, która do teraz wybrzmiewa w sercach.
Dla mnie, człowieka z rocznika ’77, ta data to nie tylko wspomnienie historycznego wydarzenia, ale głęboka cezura dzieląca życie na to, co było „za jego czasów” i to, co musimy nieść sami. Kiedy wracam myślami do 4 czerwca 1997 roku, czuję tamten czerwcowy upał i niesamowitą energię 200 tysięcy ludzi zgromadzonych przed Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu. Miałem wtedy dokładnie 20 lat – wiek pełen ideałów, w którym słowa papieża o obronie życia i wartościach rodzinnych padały na podatny grunt.
Los bywa jednak niezwykłym reżyserem: dokładnie 20 lat później, w 2017 roku, życie zatoczyło idealne koło. Siedziałem w tym samym miejscu, podczas obchodów 20. rocznicy tej wizyty, już jako Burmistrz Błaszek, niosąc odpowiedzialność za wspólnotę. Uderzyło mnie wtedy, że ta matematyczna symetria nie jest przypadkiem. Te dwie dwudziestki – młodość, która słuchała, i dojrzałość, która służy – stały się dla mnie symbolem przemiany. Zrozumiałem, że w życiu nie chodzi o to, by tylko gromadzić lata, ale by w każdym etapie, w każdym „kolejnym dwudziestoleciu”, być wiernym tym samym fundamentom, które usłyszałem jako młody chłopak.
Dziś, w rocznicę jego odejścia, ta refleksja jest jeszcze silniejsza. Choć przeszedłem drogę od młodzieńczych marzeń po codzienny trud sprawowania urzędu, jedno pragnienie wciąż pozostaje żywe: marzenie, by w końcu pojechać do Watykanu, stanąć przy jego grobie i w ciszy podziękować za ten niezwykły splot zdarzeń. Chcę tam pojechać, by zamknąć tę klamrę i zameldować mu, że choć czasy się zmieniają, a my siwiejemy, wartości, które nam przekazał, pozostają naszą najważniejszą busolą.
Spoczywaj w pokoju, Ojcze Święty. Twój głos wciąż w nas brzmi, przypominając, że każda dekada naszego życia to kolejna szansa, by czynić dobro.

Zostaw komentarz