Zasadniczo o sprawach, jak w tytule, a także o dwóch skutkach koronapierdolca na moim lokalnym podwórku, a precyzując nie tylko, gdyż jedna z tych kwestii odnosi się też do jednego z sąsiednich województw.

Jak wiadomo redaktor Jerzy Karwelis wydał swój „Dziennik zarazy” w formie książkowej i jest to bardzo ważne wydarzenie, które powinno przynieść z sobą kolejne bardzo pozytywne ruchy. Tak, jak poprzednio wspomniałem uważam, że redaktor Karwelis mógłby zdziałać wiele dobrego w polskiej polityce, gdyby miał aspiracje także w tym kierunku, nie tylko publicystycznym i w tym miejscu rozwinę tę myśl, mianowicie wartym rozważenia byłby pomysł, by kandydował w najbliższych eurowyborach czy to z Konfederacji, czy też idąc własną drogą tworząc w ten sposób nowe środowisko polityczno-społeczne. Zalążkiem tego środowiska był ten zjazd koronarealistów, więc tym bardziej po wydaniu dzieła nie tylko dobrym pomysłem byłoby napisanie kolejnego tomu, nawet tomów, ale także spotkania redaktora Karwelisa w całym kraju, nawet w małych miastach i wsiach, by jak najszerzej docierać z prawdą i kształtować w ludziach dobrego ducha.

Drugi temat to pozwy o odszkodowania za skutki szczepionki temat jest dość szeroko komentowany po naszej stronie, a jako pierwsza napisała o tym Rzeczpospolita.
Nie chodzi w tym wszystkim jedynie o zgony na naglicę, ale także poważne uszczerbki na zdrowiu skutkujące niepełnosprawnościami.

Nikt i nic nie ukoi bólu po stracie kogoś bliskiego, szczególnie w taki sposób, ale rodziny tych zmarłych osób, jak też ci, którzy przeżyli, ale zmagają się z bardzo poważnymi skutkami zdrowotnymi jak najbardziej powinni walczyć. Najważniejsze, co nasuwa mi się w tym temacie to pytanie, czy znajdą się w Polsce sędziowie chcący orzekać w takich sprawach i adwokaci chcący reprezentować pokrzywdzonych w tym przedmiocie oraz niezależni lekarze jako biegli.

Jak wyżej była mowa odnotowałem 2 zjawiska będące skutkami obostrzeń jedno z nich dotyczy akurat bezpośrednio mnie. Najpierw jednak to pierwsze, o czym dowiedziałem się w sumie dziełem przypadku.
Zainteresowałem się, co po tych kilku latach dzieje się w Stowarzyszeniu Wzajemnej Pomocy Flandria, z którym miałem styczność kilka lat wcześniej i zawdzięczam im wiele dobrego, jak też w moim regionie i w dwóch sąsiednich województwach w danym czasie organizacja ta działała bardzo prężnie w wielu obszarach w zakresie wsparcia seniorów i osób niepełnosprawnych w różnym wieku. O ile w innych lokalizacjach odrodziła się ich działalność po tym wszystkim, o tyle jak podaje ich oficjalna strona pomagamy.flandria.pl zarówno w Toruniu, jak i w Słupsku po dziś dzień działalność jest zawieszona.

Drugie zjawisko to dotyczące mnie. Zarówno ja i mama co jakiś czas musimy mieć przepłukiwane uszy, gdy się zatykają lub żeby się nie zatkały, choć na szczęście nie tworzą się u nas stany zapalne.
Od 2009 r. aż do 2020 regularnie raz lub 2 razy do roku chodziliśmy na to przepłukiwanie do jednej z przychodni ostatnio w 2019.
Od czasu koronapierdolca płuczemy sobie sami, choć samemu zapewne nie zrobi się tego tak dokładnie.

W najgorszym okresie miała miejsce taka sytuacja, że zatkało mi się jedno ucho, ale udało się nam odetkać samemu i co jakiś czas robimy, żeby do tego nie doszło. Wtedy próbowaliśmy dowiedzieć się, gdzie u nas możnaby to załatwić nawet za pieniądze także o możliwościach załatwienia w tamtych warunkach wizyty domowej lekarza lub pielęgniarki, bo i tak czynność tę wykonuje pielęgniarka i dowiedzieliśmy się, że w dotychczasowej poradni nie wykonywano tego świadczenia, a na pytanie, gdzie w takim razie możemy się z tym zwrócić, gdyby zaszła taka potrzeba odpowiedź brzmiała nie wiem. Wtedy jeden z naszych sąsiadów miał mamę w podeszłym wieku, do której przychodziła pielęgniarka i skontaktował nas z tą panią i wytłumaczyliśmy wszystko ja osobiście mama telefonicznie też, ale się tego nie podjęła nie udało się nam umówić wizyty.
Potem już nie szukaliśmy, ale teraz po 1 lipca dowiemy się, jak to obecnie wygląda gdzie możemy to załatwić, czy w dotychczasowym miejscu, czy gdzie indziej.