Pamiętacie Państwo sprawę Monicza, oficera białoruskiego wywiadu, zatrzymanego za poprzednich rządów PiS? Nie ja to robiłem i zetknąłem się z nią post factum, gdy za czasów PO kazano mi analizować materiały pod kątem… przestępstw dokonanych przez prowadzących, bowiem szykowano dyscyplinarkę dla wszystkich uczestników sprawy. Sprawę przeanalizowałem. Znalazłem kilka błędów, to normalne, ale przede wszystkim to, co zrobiła władza po upadku rządu PiS i niektórzy nowo mianowani dyrektorzy, by sprawę zniszczyć. Wyciągnąłem też wniosek, iż Monicz został uplasowany przez Rosjan w strukturach białoruskiego wywiadu. Reszta, niestety, jest milczeniem. Moja analiza nie spotkała się z uznaniem przełożonych.

Główną postacią kombinacji operacyjnej był mój kolega jeszcze z „jedenastki”, który od 1985 roku był na przykryciu. Bez niego nie dokonano by aresztowania „Białorusina” i nie zdobyto dowodów na szpiegostwo. KG będzie miał do mnie pretensje o ten wpis. Staż pracy ma o rok dłuższy niż ja i po Moniczu, za PO swoje przeżył, bo usiłowano go oskarżyć o „wyłudzenie”, a moja analiza wykazała, że to bzdura. KG ma dość zaawansowane stadium raka mózgu. Właśnie ustawa zabrała mu emeryturę, tak jak mnie, mimo, że została ona wypracowana po roku 1990. KG nie odwoła się. Choroba sprawia, że nie ma na to siły, pieniędzy, a nawet chęci.

KG jest kolejnym przykładem ukarania tych osób, które odniosły sukces w pracy operacyjnej na kierunku wschodnim. Najlepsze jest to, że ci, którzy ten kierunek wypaczyli i rozpieprzyli nie podpadają pod ustawę, bo większość przyszła po roku 1990 i zapisała się na ogół bezmiarem głupoty i eliminacją własnych kolegów, jeśli zaczynali mieć pomysły i pracować z efektami.

Z operacyjnego punktu widzenia ta ustawa stanowi narzędzie prewencyjne i ostrzegające dzisiejszych oficerów. Eliminacja z życia społecznego i zaprzeczenie ustawowe wartości pracy tych, którzy Rosjanom dali się we znaki, jest prezentem dla Rosjan, o trudnej do przecenienia wartości. Każdy teraz zastanowi się dwa razy zanim coś zrobi, chyba, że pozwolą mu na uwiarygodnienie określonych osób lub neutralizację własnych zagrożeń.

Oczywiście, pisze to jako wróg, który nie ma prawa być Polakiem i patriotą. Ten post, zresztą, jest do śmiechu dla moich byłych znajomych z Łodzi na przykład. Cieszą się, że ustawa dezubekizacyjna pozabija więcej ubeków niż podziemie i nie widzą, że mylą się znacznie, bo żadnemu ubekowi ta ustawa nie grozi. Oczywiście, żaden z nich nie przyzna mi racji. Cóż? Rzygać się chce, a nie pisać cokolwiek.

Warto poznać też inne fakty, które opisałem w tekście pt. „Skutki operacyjne ustawy dezubekizacyjnej – ułamek pierwszy” (czytaj tutaj).