Wielu z Was zadaje pytanie na grupie https://www.facebook.com/groups/826733337409083/?fref=ts

co ze sobą zabrać do lasu, idąc tam na zazwyczaj jeden dzień, bez noclegu, i tak dalej…

Postanowiłem więc opisać, co ja ze sobą zabieram.

Oczywiście mój ekwipunek nie wygląda za każdym razem tak samo.

Staram się go dostosowywać zarówno do przewidywanych warunków, jak i miejsca, w które się udaję.

Idąc z dziećmi na spacer nie zabieram tego wszystkiego, no chyba, że idziemy, jak to Szymek określa „””””na survival 🙂 „””””

Wtedy on zabiera swój „””survivalistyczny pas””” który opisuje w tym filmiku

https://www.youtube.com/watch?v=FfS5_hH_iOE

a ja muszę taszczyć, jako dobry tatuś chcący zarazić dziecko pasją te wszystkie graty.

Ale do rzeczy…

Dzisiaj rano poszedłem do lasu.

W kilku zdaniach opiszę Wam, co ze sobą zabrałem.

Tak z grubsza, widać na fotografii, mój kapelusz, piła, nóż ciężki, nóż lekki, kaletkę do paska, manierkę Nalgene, wzór 58 US Army, przybory warsztatowe (narzędzia), kuchenkę, torbę.

Zajrzyjmy do środka torby…

Kubek stalowy, do gotowania i picia, dwa pojemniki, jeden z zapałkami i zapalniczką, drugi

z zapałkami robionymi samodzielnie, ostrzałka do dłutka, chleb i hamako-tarpo-bivi cover, który testuję, pudełko z ziołami.

No tak, zdradziłem, chcemy wystartować z takim produktem ale…, długa droga jeszcze przed nami.

Teraz moja kaletka…

Dwa pojemniki, jeden lniany, drugi aluminiowy oraz szpeje, które mieszczą się poza nimi także w kaletce.

No i co tutaj mamy…

Gwizdek, latarkę, baterię zapasową R3, pudełko, w którym trzymam nici, igły, agrafki, itd…,

z nawiniętą taśmą naprawczą i nałożoną gumą rowerową, taśmę izolacyjną, którą można np. z tamponem wykorzystać, jako opatrunek, zawiniątko, w którym mam ołówek z nawiniętą dratwą oraz namagnesowaną igłą aby zrobić kompas, tytyrytki, drut,sznurek, wykałaczkę, pincetę na kleszcze.

Pudełko aluminiowe, to moja puszka survivalowa, w którym są podpałki, rozpałki, świeczka, paliwo US Army, krzemienie, sznurek konopny, tabletki do wody, tampon, watki, sratki i inne łatki…

Generalnie bushcraft głównie kręci się koło noża, ognia i wody więc to wszystko, co w niej mam pozwala mi przetrwać jakoś tam w dziwnych miejscach.

Kolejne rzeczy to manierka Nalgene i kuchenka Survival Kettle, której jestem współprojektantem.

Kuchenkę biorę głównie z oszczędności, mogę palić byle czym i spalam tego śladowe ilości w porównaniu do ogniska.

Poza tym zupełnie inaczej gasi się ognisko a zupełnie inaczej żar po kuchence.

Ponadto nie wszędzie ognisko mogę zapalić, dzisiaj takiej możliwości nie miałem.

Teraz mój warsztat.

Jak mi się nudzi to coś zawsze porobię w drewnie.

Jako, że jest sezon na sok z brzozy, klonu, itd…, zabrałem wiertło do drewna i nakładkę, z którego zrobię świderek, dłuto rzeźbiarskie, pilnik, ołówek, ostrzałkę diamentową.

Teraz cięcie…

Używam Bahco Laplander, jak wiecie.

Czasami idąc gdzieś na jakiś stacjonarny nocleg z kilkudniowym obozem noszę siekierę.

Nie polecam noszenia na co dzień do lasu, no chyba, że ktoś ma taki kaprys.

Noże, dlaczego dwa???

Jeden z węglówki do prac cięższych, drugi do podrzeźbienia czegoś i do jedzenia.

Oczywiście nie afiszując się idąc przez miasto z nożami, siekierami, piłami, bo pomyślą, że prowadzicie handel obnośny.

Zabieram jeszcze buty, ubranie odpowiednie do warunków atmosferycznych, o ile potrafię je przewidzieć.

Ostatnio chodzę z kijami trekingowymi.

To taki mój substytut kul w terenie.

Zachęcam, ćwiczcie i trenujcie, wychodźcie z domu i nie siedźcie na d… .