Po przylocie z Iranu do Dubaju temperatura i słońce przypominały nam nasze upalne lato, a była to połowa stycznia. Dowiedzieliśmy się, że dzień przed naszym przybyciem niesamowity wiatr spowodował powstanie burzy piaskowej oraz gigantycznych fal na zatoce.

Podczas kolacji zostaliśmy poinformowani przez naszego pilota Marcina, że kto chce następnego dnia może udać się na wycieczkę fakultatywną dodatkowo płatną do emiratu Abu Dhabi słynącego z największego, najpiękniejszego i najdroższego meczetu świata-meczetu Szeika Zayeda, oraz toru wyścigowego F-1 lub zostać w hotelu i wypoczywać albo indywidualnie zwiedzać Dubaj. Oczywiście oboje z mężem wybraliśmy Abu Dhabi, ponieważ nigdy nie zwiedzamy dwa razy tego samego kraju, a drugi raz tu nie przyjedziemy.

Wszyscy chętni zostali poinstruowani przez naszego pilota jak mamy się ubrać do meczetu Szeika Zayeda. Dotyczyło to zarówno kobiet jak i mężczyzn, z tym, że mężczyźni mieli lepiej, bo musieli mieć tylko koszule z długim rękawem i długie spodnie. My kobiety natomiast musiałyśmy być ubrane „szczelnie”, to znaczy oprócz chust na głowę, bluzki z rękawami do nadgarstków, spódnice do kostek, w żadnym wypadku nie mogły być u dołu przezroczyste ani zwiewne. Na terenie meczetu mężczyzna nie mógł dotykać kobiety tzn wziąć jej za rękę (nawet będąc jej mężem), również pozując do zdjęcia mężczyźni i kobiety nie mogą się obejmować ani przytulać.

Czekała nas miła niespodzianka, ponieważ naszą przewodniczką była Pani Gosia Rdzanowska, Polka mieszkająca w Dubaju od 25 lat, którą już poznaliśmy na początku naszej podróży po Dubaju.

Musieliśmy wyjechać wcześnie rano ponieważ do meczetu Sheika Zayeda wchodzi się o oznaczonej godzinie i nie można się spóźnić, bo wypada się z grafiku, a bilety przepadają.

Była wczesna pora, wszyscy jechali do pracy i tworzyły się korki. Na szczęście w drugą stronę czyli w kierunku z Szardży do Dubaju.

Mieszkania w Sardży są tańsze, ale dojazd do pracy w Dubaju pochłania wiele czasu. Obserwując ruch uliczny zwróciliśmy uwagę na tablice rejestracyjne samochodów. Gosia powiedziała nam, że im mniej było w nich cyfr tym ważniejsza osoba w nim jechała. Jednocyfrowe zarezerwowane dla rodziny Sheika, dwucyfrowe dla urzędników państwowych, trzycyfrowe dla pozostałych mieszkańców. Samochód sheika niczym nie wyróżnia się od pozostałych pojazdów. Sheik to zarówno imię męskie jak i tytuł, który oznacza – wódz.

Gdy patrzy się na mega budynki, to wierzyć się nie chce, że jeszcze w 2001 roku była tu pustynia. W 2002 roku powstały pierwsze kanały wodne i zaczęto na masową skalę odsalać wodę morską. Przyczyniło się to do powstawania terenów zielonych. Zieleń to marzenie szeika Zayeda, który chciał widzieć swoje Emiraty tonące w zieleni.

Jadąc zwróciłam uwagę na stojące niedaleko autostrady liczne czteropiętrowe budynki które nie pasowały do otoczenia. Okazało się, że były w nich mieszkania dla napływowych robotników. Są one co 15-20 lat wyburzane jako stare i na ich miejscu budowane nowe.

Droga z Dubaju do Abu Dhabi trwa ponad dwie godziny i jest monotonna. Jadąc 4 pasmową autostradą otoczoną palmami, obserwowaliśmy krajobraz który wyglądał jak jeden plac budowy, bowiem zarówno w Dubaju jak i w pozostałych emiratach trwa nieustająca budowa lub przebudowa. Przewiduje się budowę sztucznych wysp w kształcie łapy kraba. Większość naturalnych wysepek leży przy wybrzeżach Abu Dhabi , które w czasie przypływu zalewane są słoną wodą tworząc rozlewiska soli.

Aktualnie budowane są parki rozrywki na Expo 2020 r, parki tematyczne, drogi dojazdowe na wyspy które powstaną. Powstaje strefa przemysłowa i elektrownie na mazut, Dżebalaly największy port morski, strefa wolnego handlu przynosząca państwu pokaźne dochody. Będzie tu budowany nowy największy na świecie port lotniczy większy niż w Dubaju, posiadający wiele pasów startowych. Cztery samoloty mogą startować lub lądować jednocześnie. W 2013 r uroczyście otwarto to lotnisko w części pasażerskiej, bo towarowa część już dawno była czynna. Różne przedsiębiorstwa należą do szeików lub ich rodzin. Firma „Emirates” to prywatne przedsiębiorstwo lotnicze należące do rodziny Szeika Zayeda.

Monotonny krajobraz przerwał na moment budynek Aldar HQ – w który znajduje się główna siedziba największego developera ZEA. Ten 110-metrowy obiekt ma niezwykły okrągły kształt symbolizującym jedność, racjonalność i stabilność. Otoczony ukośną stalową kratą i zbudowany z przetworzonego wtórnie szkła, stali i betonu zdobył międzynarodowe uznanie i tytuł najbardziej futurystycznego budynku roku 2008.

Słuchając opowieści naszych przewodników powoli dojechaliśmy do Abu Dhabi (Ojczyzna Gazeli). Jest to stolica a równocześnie nazwa największego emiratu wchodzącego w skład ZEA. Miasto zajmuje 86 % powierzchni emiratu i zbudowane jest na wyspie Abu Dhabi i kilku mniejszych wysepkach Zatoki Perskiej oraz zajmuje kawałek stałego lądu, z którym łączą go trzy mosty.

Pierwsze kroki skierowaliśmy do słynnego na cały świat meczetu Szeika Zayeda, który był inicjatorem jego budowy. Jest to najbardziej imponująca budowla w Abu Dhabi. Świątynia nawiązuje do historycznego dziedzictwa islamu i ma jednoczyć cały islamski świat. Równocześnie jest symbolem otwartości i nowoczesności Zjednoczonych Emiratów Arabskich. W ogrodach przy meczecie znajduje się miejsce spoczynku Szeika Zayeda

Ponieważ wzniesiony jest powyżej poziomu ulic, to już z oddali zobaczyliśmy jego białe minarety i gigantyczne kopuły. Budowla zachwyca symetrią. Śnieżnobiała fasada (symbol czystości i pobożności),  pokryta macedońskim marmurem Sivec, cudownie współgra ze światłem słonecznym.

Z tego co czytałam meczet zawiera elementy zarówno starej, jak i nowoczesnej islamskiej architektury, a wygląd kompleksu nawiązuje do historycznego dziedzictwa budynków powstających w różnych, czasem odległych od siebie muzułmańskich tradycjach. Posiada oryginalny system iluminacji. Od zachodu słońca na marmurowej fasadzie i kopułach wyświetlane są błękitne falujące obłoki, których natężenie odzwierciedla fazy Księżyca. My byliśmy w dzień więc tego nie widzieliśmy. Szkoda.

Dochodząc do bramek wejściowych, my kobiety pospiesznie zakładaliśmy chusty na głowy. Ponieważ było upalnie, nie czułyśmy się komfortowo. Warto jednak trochę pocierpieć, żeby na własne oczy zobaczyć to cudo architektury. Budowę meczetu rozpoczęto w 1980 r a w 2009 oddano do użytku. Jednak prace budowlane wokół niego trwają nadal.

Świątynia o powierzchni 22 tys. m 2 jest największym meczetem w Emiratach i jednym z największych na świecie. Imponuje swoją wielkością. W głównej sali modlitewnej może modlić się 7 tys. osób, a dodatkowe 3 tys. w dwóch salach bocznych, z których jedna przeznaczona jest tylko dla kobiet. Cały meczet  wraz z dziedzińcem może pomieścić 40 tys. wiernych. Do jego wykończenia wykorzystano wiele różnorodnych materiałów: marmur, złoto, kamienie półszlachetne, ceramikę i szkło kryształowe. Budowla posiada 82 kopuły, w tym największa kopuła świata (o średnicy wewnętrznej 70 m i zewnętrznej 85 m) znajdująca się nad główną salą modlitewną.

Gdy tylko przekroczyliśmy wejście, zobaczyliśmy rozmieszczone wokół meczetu baseny, w których błękitnych wodach odbijały się arkady. Ponieważ po meczecie chodzi się boso lub w skarpetach wszyscy musieliśmy zdjąć obuwie i umieścić je w specjalnych szafkach. Było mnóstwo ludzi.
Idąc pod arkadami nie mogłam się się powstrzymać by nie dotknąć kolumn obłożonych białym marmurem i masą perłową które są przepięknie inkrustowane motywami kwiatowymi, a których kapitele (głowice) wykonano z 24-karatowego złota, podobnie jak zwieńczenia kopuł i minaretów.

Kwadratowy dziedziniec o powierzchni 17 tys. m2, otaczają arkady składające się z ponad 1000 kolumn. Jego marmurowa powierzchnia ozdobiona jest największą na świecie, wspaniałą marmurową mozaiką z kwiatowym wzorem. W narożnikach wznoszą się cztery minarety o wysokości 107 m. Niestety na dziedziniec nie można było wejść i żaden z przewodników nie wiedział dlaczego.

Wnętrze meczetu to arcydzieło sztuki w dosłownym tego znaczeniu. Harmonia ornamentów, kolorów i odcieni oszałamia. Wchodząc do głównej sali modlitewnej pierwsze co się rzuca w oczy to 7 ogromnych żyrandoli wykonanych z milionów kolorowych kryształów Svarovskiego. Największy z nich, wysokości 15 m, średnicy 10 m i wadze 12 ton, i jest trzecim co do wielkości żyrandolem na świecie. Dwa mniejsze ważą po 8 ton. Cztery błękitne żyrandole podobnej wielkości znajdują się w foyer. Wszystkie wykonane są z pozłacanej stali nierdzewnej i złoconego mosiądzu – do złoceń użyto 40 kg 24-karatowego złota.

Na ścianach znajdują się rozety kwiatowe z białego złota. Jedna z rozet z imieniem Allah. Znajdujące się zegary wskazujące czas w miejscach świętych dla muzułmanów.

W sali znajduje się 96 marmurowych kolumn inkrustowanych macicą perłową, a podłoga świątyni przykryta jest największym na świecie ręcznie tkanym dywanem o powierzchni 5.627m2 i wadze 45 ton. Chodząc po nim nie zdawałam sobie sprawy, że składa się on z 2 mld splotów, a jego wykonanie 1200 tkaczom irańskim zajęło dwa lata.

Całość zdobią tradycyjne, geometryczne wzory z dodatkiem kwiatów. Kopuły udekorowane są wersetami Koranu, namalowanymi złotą czcionką, do których wykorzystano trzy style kaligrafii. Na kibli (ścianie modlitewnej), wskazującej kierunek do Mekki, znajduje się 99 słów, którymi w krajach arabskich określa się Allaha.

Nawet położone poniżej toalety i miejsca oblucji mają ściany wyłożone kolorowymi marmurowymi mozaikami. No, ale zamiast opowiadać zobaczmy. Będąc w Emiratach każdy powinien zobaczyć meczet Szeika Zayeda

Oszołomieni tym pięknem po zwiedzaniu wyszliśmy na zewnątrz. Droga prowadziła przez sklep pełen różnych ciekawych drobiazgów, takich jak biżuteria, tkaniny obrazy. Jest to stara sztuczka w świecie turystyki, aby zachęcić turystów do wydania pieniędzy. Zwiedzanie, zwiedzaniem, ale biznes musi się kręcić. Spotykaliśmy się z tym zjawiskiem we wszystkich krajach, w których do tej pory byliśmy.

Po wyjściu nareszcie można był zdjąć uciążliwe chusty z głów i poczuć się swobodnie, tym bardziej, że upał zaczynał dawać się we znaki. Z wielką więc radością przyjęliśmy informację, iż za chwilę udamy się nad Zatokę Perską, gdzie będziemy zwiedzać Sultan Bin Zayed Haeritage-kompleks, który obejmuje skansen, muzeum, oraz będziemy chwilę odpoczywać nad wodą Zatoki Perskiej.

Zanim zaczęliśmy dalsze zwiedzanie poszliśmy na spacer ulicami Abu Dhabi. Niesamowite wrażenie zrobiła na nas architektura budynków. Ich wielkość i różnorodność zachwycały i wzbudzały podziw, a jednocześnie żal, że nie ma takich w Polsce. Po spacerze mikrobusem dojechaliśmy do Haeritage-kompleks.

Wchodzi się do niego przez bramę znajdującą się między dwoma kiczowatymi wieżami. Skansen nazwany jest „Wioska dziedzictwa” i prowadzi go Klub Dziedzictwa Emiratów. Jest to rekonstrukcja tradycyjnej wioski oazowej, która zapewnia ciekawy wgląd w przeszłość Emiratów. Mieliśmy możność poznać tradycyjne aspekty życia na pustyni, w tym namioty z włosia koziego, ogniska, naczynia i dzbanki do kawy oraz system nawadniania Falaj. Muzeum organizuje szereg warsztatów na których pokazuje się tradycyjne umiejętności i metody jakimi przed wiekami wyrabiano narzędzia, wypalano naczynia i tkano tradycyjne ubiory.

Zespół tych ciekawych etnograficznych zabudowań leży tuż nad plażą z której rozciąga się wspaniały widok na leżące po drugiej stronie miasto i wysokie budowle sięgające 400 metrów. W latach 70-tych było to puste miejsce, a nieliczne domy były wyplatane z liści palmowych.

Nad samą zatoką, tuż przy plaży znajdują się dwie stare łodzie którymi jeszcze w latach 70-tych przemieszczali się mieszkańcy. Kryształowo czysta woda zachęca do pływania. Niestety, z braku czasu zdejmujemy tylko obuwie i z wielką radością zanurzamy nogi w ciepłej wodzie. Mimo, że nad zatoką panowała zima, nasz Bałtyk nie jest nigdy tak ciepły, nawet podczas najbardziej upalnego lata.

Następny obiekt to słynne centrum rozrywki „Ferrari World” o którym wiele słyszałam – i tor F-1, marzenie niektórych z nas, zwłaszcza mężczyzn. Osobiście nie jestem fanką tego typu rzeczy, ale nie powiem, chętnie go obejrzałam.

„Ferrari World” to park rozrywki poświęcony samochodom włoskiej marki. Jest to największy tego typu obiekt na świecie. Obejmuje powierzchnię 3 milionów metrów kwadratowych a na jego dachu umieszczono największe logo Ferrari o powierzchni 3 tys. metrów kwadratowych.

Jest to jedyne takie miejsce na ziemi. Gigantyczny park rozrywki połączony z mini muzeum, a wszystko to spowite niepowtarzalną aurą wyścigów. Na terenie tego obiektu mieści się sporo szybkich, pięknych i luksusowych aut. Mieliśmy okazję oglądać najnowsze oryginalne samochody Ferrari, w tym bolidy wykorzystywane podczas wyścigów formuły F-1 jak i produkowane w latach 40-tych. W kompleksie znajdują się sklepiki które oferują setki pamiątek z logo Ferrari (kubki, szklanki, czapeczki, koszulki, ręczniki, miniaturowe modele bolidów, itp.), oraz kawiarnie które kuszą zapachem kawy podawanej na tarasie z widokiem na oryginalne fontanny.

To tutaj można się przejechać najszybszą kolejką górską świata, rozwijającą prędkość do 240 km/h, która 100 km/h osiąga w dwie sekundy. Jej całkowita długość wynosi około 2000 metrów, w najwyższym punkcie ma wysokość nieco ponad 50 metrów. Niestety, z powodu braku czasu nie było nam dane nią jechać. Otwarta 28 października 2010 roku i od tego momentu cieszy się niesłabnącą popularnością.

Centrum zrobiło na mnie duże i przyjemne wrażenie.

Po opuszczeniu tego miejsca, w którym spędziliśmy sporo czasu udaliśmy się w kierunku toru wyścigowego F-1 Yas Marina. Znajduje się on na sztucznej wyspie Yaz. Oprócz niego jest też duża marina dla jachtów. W 2009 jeszcze nic tu nie było tylko droga dojazdowa do F-1.

Tor Yas Marina ma najdłuższą w prostą długości 1,2 kilometra. Wyścig o GP Abu Zabi składał się z 55 okrążeń, każde o długości 5,555 kilometra. Najwyższa prędkość zanotowana podczas wyścigu wynosiła 317 km/h, a czas okrążenia całej trasy przez bolid formuły F1, to 1 minuta 40 sekund. Jednorazowo wyścigi może oglądać około 50.000 osób. Aby uchronić kibiców przed słońcem,wszystkie trybuny są kryte. Na torze powstał pięciogwiazdkowy hotel, pod którym przebiega tor F1. Jest to pierwszy na świecie tor w którym bolidy wyjeżdżają z boksu znajdującego się w tunelu. Elewację hotelu pokrywa 5000 paneli LED, które są zaprogramowane tak, aby od wieczora zmieniać swoje kolory.

Ponieważ obiekt był zamknięty dla widzów udaliśmy się do mariny, by stamtąd zobaczyć część toru i jego infrastrukturę tj. hotel z którego można obserwować wyścigi i trybuny w kształcie namiotów. Obserwowaliśmy treningi zawodników na torze, ale nie udało się nam sfotografować żadnego bolidu podczas jazdy, bo szybkość z jaką się porusza uniemożliwiła zrobienie zdjęcia. Tor F1 w Abu Dhabi nie różni się od innych takich torów. Warto go jednak zobaczyć.

Być w Emiratach a zwłaszcza w Abu Dhabi a nie spróbować miejscowych słodkości takich jak daktyle to byłaby niepowetowana strata. Odwiedziliśmy więc sławny rynek daktyli, na którym odbywa się handel głównie owocami miejscowymi oraz sprowadzanymi z Iranu, Jordanii. Nasz przewodnik zaprowadził nas do jednego z licznych sklepów specjalizujących się w ich sprzedaży. Gdy weszliśmy do środka, to zaskoczyła nas ilość oraz różnorodność gatunków i smaków. Były w różnej postaci, w czekoladzie białej i tradycyjnej, kandyzowane, świeże i suszone. Znajdujący się w sklepie sprzedawcy-naganiacze częstowali nas, zachęcając w ten sposób do zakupów. Naprawdę trudno było się zdecydować. Kupiliśmy kilka gatunków.

Żałowaliśmy tylko, że nie udało się mi się kupić miejscowej specjalności czekolady z mleka wielbłądzicy. Można ją nabyć jedynie w Dubaju, niestety tylko w wybranych punktach miasta do których trudno było dotrzeć nie znając go i dysponując tak krótkim czasem jaki nam pozostał.

Nie sposób wspomnieć o wielbłądach hodowanych nie tylko jako zwierzęta służące do transportu, ale dla mięsa i mleka. Mleko wielbłądzicy jest dobre dla dzieci nietolerujących laktozy, zawiera też w swoim składzie insulinę a więc jest idealne dla cukrzyków. Krew wielbłąda wykorzystywana jest do szczepionek na raka. Wielbłądzie mięso jest bardzo drogie. Zdziwiłam się, gdy dowiedziałam się, że w Emiratach można kupić wieprzowinę. Specjalny personel (ochotnicy, którzy sami wyrazili na to zgodę) trudni się tym handlem. Płatności dokonuje się w specjalnie wyznaczonej kasie.

W drodze powrotnej do Dubaju, nasza przewodniczka Gosia, dużo opowiada nam o gadach i płazach żyjących na tym pustynnym terenie. Dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy o tarach arabskich, czyli dzikich kozach, oryksach, gazelach, wielbłądach mających termostat w organizmie i błony między palcami. Wielkim szacunkiem cieszą się w Emiratach sokoły wykorzystywane do polowań. Mają one własne paszporty, umożliwiające im latanie samolotem ze swoimi właścicielami. Mimo, że ogólnie w krajach muzułmańskich psy traktowane są jako istoty nieczyste, to w Emiratach organizowane są pokazy psów, a wyścigowe charty perskie (saluki) są rasą samą w sobie. Ich rodowód sięga korzeniami do starożytności. Rasa wyhodowana w krajach arabskich, zaliczana jest do grupy psów pierwotnych. Przez wieki używano ich do polowań na gazele, obecnie do wyścigów i jako pies-towarzysz.

W drodze powrotnej rozmawiamy o ustroju panującym w Emiratach, jest to ustrój autorytarny. Wybory do 40 osobowego parlamentu odbywają się na tradycyjnych zasadach, z tym że połowa parlamentarzystów jest z wyborów, a połowa z nadania szejka. Prezydent jest wybierany co 5 lat i zawsze jest nim szeik z Abu Dhabi, a wiceprezydentem jest szeik z drugiego co do wielkości Emiratu. Obecnie panujący Szeik Abu Dhabi ma 4 żony. Jedna z nich wręczała Agnieszce Radwańskiej nagrodę.

Szeikowie od wieków opiekowali się swoim plemieniem. Teraz też istnieje urząd, w którym raz w tygodniu przyjmowani są interesanci z różnym sprawami i skargami. Można też przyjść i złożyć w nim szeikowi życzenia z różnych okazji.

Czas minął na rozmowach i zanim się obejrzeliśmy byliśmy z powrotem w Dubaju. Ponieważ nie było zbyt późno wiele osób z naszej wycieczki udało się do pobliskich sklepów lub na spacer. Ja z mężem poszliśmy pospacerować po mieście. Słońce skryło się za horyzontem, był przyjemny ciepły wieczór.

Następnego dnia opuszczaliśmy hotel dopiero o godz 12 w południe. Po spakowaniu się wyszliśmy na zewnątrz by ostatni raz spojrzeć na miasto. Z powodu niemiłosiernego upału szybko wróciliśmy do klimatyzowanego hotelu, by odpocząć przed podróżą.

Gdy wylądowaliśmy na Okęciu w Warszawie trafiliśmy w sam środek zimy, była to druga połowa stycznia 2017r. Wokół leżał śnieg.

Tak dobiegła końca nasza ciekawa i pełna wrażeń wyprawa do Emiratów i Iranu. Wszystkim którzy chcieliby zobaczyć ciekawe kraje polecam Emiraty, a zwłaszcza pełen niepowtarzalnych zabytków Iran. Jeśli ktoś z czytających chciałby sobie przypomnieć wszystkie moje opisy wrażeń z wycieczki, a jest ich 13 proszę wpisać tytuł i moje nazwisko w internecie na stronie pressmania .pl

Foto: Liliana i Zdzisław Borodziuk.