Od dawna śledzę aktywność ministra, wicepremiera Jarosława Gowina na Facebook’u i w mediach w czasie epidemii. Rozumiem, że początkowo sytuacja nas wszystkich zaskoczyła i była to jedna wielka improwizacja. Jednak dziś już wiele wiemy na temat pandemii, sposobu przenoszenia wirusa itd… A tymczasem minister postanowił poświęcić swój cenny czas wielkiej polityce. Media podały, że postanowił postawić ultimatum swojemu koalicjantowi w sprawie formy przeprowadzenia wyborów prezydenckich, grożąc wyjściem z koalicji. Nie będę pisać na ten temat, bo dyskusja trwa i wiele już napisano.

W innych okolicznościach może nie miałbym za złe prezesowi partii politycznej, że zajmuje się tą sprawą… Ale okoliczności są wyjątkowe. Od szefa mojego resortu mam chyba prawo wymagać, że w obecnej sytuacji przede wszystkim będzie się zajmować swoimi konstytucyjnymi i ustawowymi obowiązkami. A te niestety wyraźnie zaniedbuje.

Na stronie ministerstwa są umieszczone REKOMENDACJE dla uczelni wyższych na czas epidemii. REKOMENDACJE, a nie rozporządzenia. Jest tam wiele pomysłów, wprowadzających się do: uczelnie zapewnia, uczelnie zorganizuja… Nie ma zaś słowa o tym jak, ani skąd mają wziąć na to środki, także techniczne. A nie każdy wydział, czy katedra posiada nowoczesne środki umożliwiające prowadzenie zajęć online na poziomie choćby zbliżonym do zajęć z bezpośrednim kontaktem ze studentem. Pracownicy także nie są w tym zakresie przeszkoleni.

Wszyscy czekamy na koniec epidemii, ale od ministra chcielibyśmy jasnego postawienia sprawy. Tymczasem poruszamy się jak dzieci we mgle… A czas płynie. Póki co wiemy oficjalnie, że mamy uprawiać tą prowizorkę do końca Świąt Wielkanocnych… Już 2 kwietnia. A co potem?

Czy w okresie przewidywanych największych zachorowań mamy wracać do pracy, a wraz z nami tysiące studentów i doktorantów? Zapewne nie… Ale skoro tak, to dlaczego nie ma żadnych wiszących decyzji?

Kolejny poważny problem, to sesja egzaminacyjna. Jak ją przeprowadzic w takich warunkach? Co z egzaminowaniem grupy powiedzmy 100 studentów? Tego się nie da przeprowadzić online w świetle obowiązujących przepisów (gdyż te, w oparciu o ustawę min. Gowina zostały już wydane i ogłoszone studentom).

Nie wszyscy pracownicy mają odpowiedni sprzęt w domach (kodeks pracy nakazuje pracodawcy zapewnić pracownikom narzędzia do pracy), nie mają ich też wszyscy studenci… Nieprzystąpienie do egzaminu, lub jego niezdanie skutkuje niezaliczeniem przedmiotu… A co z przygotowaniem prac licencjackich i magisterskich przy zamkniętych z powodu epidemii bibliotekach?

Pomysł ministra: przesuńmy koniec roku akademickiego… OK… Ale skąd minister wie, że epidemia skończy się do lipca/sierpnia/września? W październiku ma ruszyć kolejny rok akademicki… Ten też przesuniemy? Jeśli tak, to do kiedy? I kiedy doczekamy się decyzji ministra w tej sprawie? I co z naszymi urlopami? Zwyczajowo, z powodów organizacyjnych braliśmy je w sierpniu i części lipca… Teraz pracujemy online, więc to nie urlop. Czy minister planuje nam zapłacić za zaległe urlopy? A może będzie nas na nie wysyłać w dni wolne od zajęć? Ale co wtedy z naszą praca naukową, z której zwłaszcza w uczelniach badawczych rozlicza się skrupulatnie?

I wreszcie co z rekrutacja na uczelnie wyższe, gdy nie wiadomo kiedy i jak będą przeprowadzone matury, a bez nich nie możemy nikogo przyjąć na studia, bo tak stanowią obowiązujące przepisy? Co z oceną pracy naukowej, gdy zamknięte są wszystkie biblioteki, archiwa, spora część laboratoriów? Odwołane są wszystkie konferencje naukowe, wyjazdy badawcze itp. To oczywiste w warunkach epidemii i dyskusji nie podlega… Ale ministerstwo nie wydało żadnych rozporządzeń, które by dostosowały wymogi stawiane naukowcom do zaistniałych okolicznosci.

To tylko część problemów, z jakimi powinien się zmierzyć minister nauki w tym trudnym dla nas wszystkich czasie. On jednak postanowił wejść w spór z koalicjantem i premierem, zapowiadając dymisję. Oczywiście, wolno mu, prawo na to pozwala… Ale jak to się ma do odpowiedzialności za resort, czyli za Państwo, o której tyle i wielokrotnie min. Gowin mówił? Jak się ta odpowiedzialność ma do bieżącej polityki i partyjnych interesów Jarosława Gowina jako szefa partii? To już pozostawiam ocenie czytelników – wyborców.

Dymisja ministra spowoduje, że cały ten opisany przeze mnie bałagan pozostanie. Przyjdzie następca, który będzie musiał to ogarnąć… A czas mija nieubłaganie. Za chwilę będzie połowa kwietnia, a problemy pojawią się już w maju (rekrutacja) i czerwcu (sesja i obrony)… Ale to już J. Gowina nie będzie obchodzić. Będzie z ław opozycji krytykować następcę za błędy i zaniedbania własnego resortu, a problem będzie mieć PiS, prezes Kaczyński i premier Morawiecki…

Autor: Polski Naukowiec

Fot. scren YouTube