Prawda jest taka, że takie akcje „patriotyczne” dają narzędzia na przykład Ukrainie w kontekście sporów o UPA w walce z Polską. Bo Polskę bardzo łatwo jest w ten sposób przedstawić jako kraj ksenofobiczny, w którym atakuje się ludzi z powodu ich pochodzenia. I tego typu argumenty będą aktywnie wykorzystywane na forum ogólnoeuropejskim. Kilka tygodni temu odbyło się głosowanie w Parlamencie Europejskim dotyczące postępów Ukrainy na drodze do UE i polscy europosłowie przeforsowali poprawkę nr 34, która potępiała ukraińskie władze za nadanie imienia bohaterów UPA jednej ze swoich jednostek. Generalnie ten zapis był dość łagodny, a poza nim w dokumencie znalazła się setka innych punktów chwalących Kijów za reformy i potępiających Moskwę za agresję (przeczytałem całość tej rezolucji)… Jednak nad Dnieprem to wydarzenie zostało zauważone i zrobiło tam spore wrażenie. Nieproporcjonalne do realnego znaczenia tej poprawki tak naprawdę. Pisałem wcześniej, że dla Kijowa promowanie postaci, które kolaborowały z Rzeszą w czasie wojny, to sprawa z góry przegrana, bo nikt w Europie nie będzie wchodził w żadne niuanse i w każdym takim sporze reputacyjnie Ukraina zawsze będzie stać na straconej pozycji. Ale wiecie, co jest jeszcze łatwiejsze niż tłumaczenie Europejczykom, co wydarzyło się 80 lat temu i kto z kim współpracował? Pokazanie kilku nagrań, na których atakuje się ludzi na ulicach i w środkach transportu publicznego ze względu na ich narodowość. Bo 30-sekundowy filmik z dnia dzisiejszego z odpowiednim komentarzem zawsze będzie budził więcej emocji niż długie wywody, kto kogo zabijał gdzieś w Europie Wschodniej osiem dekad temu.
Tego typu błędnie rozumiany „patriotyzm” to jest więc działanie wprost sprzyjające interesom obcych państw rujnujące jednocześnie reputację Polski.
Zostaw komentarz