(political SF)
Zwycięskie oddziały krasnoarmiejców przeszły mostem przez Polskę i połączyły się z rewolucjonistami niemieckimi. Cała Europa znalazła się w rękach Rad. Nad Starym Kontynentem powiewają czerwone sztandary a na Zamku Królewskim w Warszawie rządzi żelazny Feliks D
….
„Socjalizm staje się potrzebą ogromnej masy ludzi” (Józef Piłsudski, 1893 r.)
Rozdział I
Tuchaczewsk (była Warszawa), 20 stycznia
– O dobrze tak stój, nie ruszaj się. Nogi szerzej! I nie odwracaj się. Po prostu wyglądaj przez okno.
Niski mężczyzna z przerzedzoną czupryną i kozią bródką ustawiał jak do nieprzyzwoitego zdjęcia nagą kobietę. Oparła się łokciami o parapet i spokojnie patrzyła na to co się dzieje na placu przed Pałacem Rewolucji, jeszcze niedawno zwanym
Zamkiem Królewskim.
Mężczyzna za nią sapał przez chwilę, bowiem nie potrafił poradzić sobie z rozpięciem spodni. Wreszcie udało mu się wyjąć niewielki, choć dziarski organ. Usiłował go wprowadzić do jej wnętrza. – Stań szerzej, pomóż mi – denerwował się kandydat na kochanka.
W milczeniu ujęła go za co trzeba i znalazła drogę do swej wilgotnej oazy szczęścia. Czy chciała tego? Nie myślała nad tym. W domu czekała głodna córeczka a ten tam z tyłu specjalnej krzywdy jej nie zrobi. Nie ma nawet czym.
Mężczyzna zamknął oczy i zaczął swój taniec pożądania. Jego ruchy stawały się coraz bardziej dynamiczne. Nacierał na całego. Uraa! Krzyczał. Prawie go nie czuła, konserwatorka powierzchni płaskich Barbara Kowalska była kobietą szeroką a ten ty mógłby być lepszy. Chyba jakiś ważniak bo strasznie duży miał gabinet. Wzrok jej spoczął na kolumnie Zygmunta. Widać ją było dobrze chociaż tej nocy padał śnieg. Ale głównego lokatora właśnie wyprowadzano.
Potężny dźwig opuszczał w dół króla z krzyżem. Obok, na ciężarówce czekał już jego następca – Barbara nie wiedziała kto to. Łysawy mężczyzna w długim płaszczem wznosił rękę ku niebo. – Słuchaj, kto to ten co będzie teraz stał na kolumnie? – Ty… elemencie nieuświadomiony, to…to…warzysz Lenin, wódz świato…wej rewolucji.
Musisz tyle gadać, nie mogę się skupić. Odwróć się i wykończ go. Tylko uważaj na zęby! Podczas finału mężczyzna wbił jej paznokcie w plecy. „Będę miała ślady” – przemknęło jej przez myśl.
– Igor ci da jedzenie. Na cały tydzień. Idź.
– I jak towarzyszu Feliksie Edmundowiczu? – W oczach adiutanta Igora Razwiedczikowa, który w chwilę później stanął na progu dały się zauważyć figlarne promyki.
– Za szeroka była. Na drugi raz pozwalam ci, wypróbuj sam zanim mi przyślesz następną. Tylko niech się potem dobrze domyje. Co z tym artystą, zgodził się? – Feliks Dzierżyński zasiadł za biurkiem i zawiesił pytający wzrok na swoim adiutancie.
– Trzeci dzień i trzecią noc nad tym pracują chłopcy. Powinien już być przygotowany do swej nowej misji.
– No to dawajcie go tu.
Wysoki mężczyzna, który stanął za chwilę w jego gabinecie był podtrzymywany przez dwóch funkcjonariuszy w skórzanych kurtkach. Głowę miał opuszczoną a jego ciałem wstrząsały dreszcze. Zdaje się, że nie był w najlepszej kondycji. Z jego placów kapały z wolna na perski dywan krople krwi.
– Mówiłem – oszczędzać ręce! Ten człowiek ma dla nas bezcenną wartość!
Dzierżyński wstał zza biurka i podszedł bliżej. – I co?
– Melduję towarzyszu wojkomisarzu, że towarzysz Żeromski zgodził się po naszych namowach zostać kronikarzem rewolucji.
– Bardzo mądra decyzja i z gruntu przemyślana. Dzierżyński nie krył swego zadowolenia.
– Siadajcie towarzyszu pisarzu. Nie przejmujcie się tym, że poplamicie fotel.
W magazynie mamy pełno innych. Żeromski opadł jak kawał drzewa na mebel. Spojrzał wpółprzytomny na swego rozmówcę.
– Koniaku, cygaro? Słuchajcie, za trzy dni będzie tu towarzysz Lenin. Jest już na tyle bezpiecznie, że zdecydował się odwiedzić naszą republikę. Chodzi o to, aby pomóc napisać mi dla niego wystąpienie. To musi być coś takiego, żeby dało się w nim słyszeć i świst kuli, i płacz dziecka, i to, że nasza sprawa zwycięży.
Wiem, że to potraficie. Na razie się wyśpijcie a od jutra czeka na was robota.
Koniaku Stefan Żeromski nie odmówił. Po drugim kieliszku zaczęła docierać do niego, że Polska znowu przestała być Polską. Cara w koronie zastąpił rudawy łysiejący mężczyzna w kaszkiecie…
1995 rok, Katowice, już nie Stalinogród
Od Autora: Swojego czasu wizja moja spotkała się nawet z przychylną reakcją Redakcji Playboya. Szef działu literackiego, nazwiska zapomniałem, stwierdził: Uśmialiśmy się, szkoda, że takie krótkie.
Publikuję bo opowiadanie to zyskało w obecnych czasach złowrogą wymowę. A Prawem Twórcy jest to, że nie wszystkim się może podobać to co powstało
Zostaw komentarz