W Polsce mamy do czynienia z wysypem fenomenów. Tak z brzegu np. pewien prezes ryczący w mediach o wyborach nieuznający wyniku wyborów do grona, któremu prezesuje. Człowiek, który wstąpił do PZPR, tuż po masakrze grudniowej 1970. Prywatny sekretarz stalinowskiego prokuratora Zarako Zarakowskiego, skazującego setki Akowców na kary pozbawienia życia. A teraz fenomen dbałości o demokrację. Fenomen, b. ministra, co jako funkcjonariusz donosił i inwigilował nas, kolegów w Regionie Mazowsze „Solidarność”, w 1981 roku. Razem ze swym przyjacielem Maciejem. Co mu ciążył order nadany przez zmarłego tragicznie Prezydenta. Fenomen obudzenia w sobie demokraty. Fenomen pewnego aktora, któremu może zabraknąć na kolejne winiarskie inwestycje, gdy bank będzie się z państwem, w którym działa, dzielić dochodami. W jakiej skali? 0,39 % tylko obracanych pieniędzy. Fenomen oburzenia na własny (podobno) kraj. Fenomen oburzenia na ministra, co nie chce dofinansowywać pornografii. Fenomen twórców – malarzy, co liczą na to, że wrócą czasy, gdy jak z rogu obfitości sypały nic nie warte złotówki. Bo dolar był wtedy po 1000 złotych. Ale przecież w PRL-u byliśmy młodzi. Fenomen dziennikarzy, którzy demokrację postrzegają jako popieranie interesów obcych instytucji. Za to nie dotyczyło to dziennikarzy, którzy śmieli się temu sprzeciwiać. Fenomenem przedstawienia, jako jedynego reprezentatywnego prezydenta, co na deszczu pozostawiał gości, gdy padało, sam siadał do stołu zanim weszli goście, o ile wówczas krzesła i fotele nie służyły mu do spacerów. Fenomen hierarchów na usługach systemu. Fenomen prezydenta, który z nie potrafi formułować prawidłowo zdania w ojczystym języku a ogłoszony został autorytetem. Fenomen przedszkolaków niosących „własnoręcznie” sporządzane transparenty. I zastanawiać się trzeba – dzieci czy rodzice – bardziej fenomenalni. Fenomen finansowania przez skarb państwa jedynie słusznych redakcji. No i na koniec najbardziej eksponowany fenomen. Co tydzień, co najmniej kilkaset osób, spontanicznie odczuwa potrzebę wyrażenia swego sprzeciwu wobec widzianych przez się zagrożeń. Demokracji, czyli zagrożenia załamania dotychczasowej przez dekady zdumiewającej harmonii miedzy propagandą a jednoczesnym demontażem struktur państwa. Telewizyjne wiadomości i komentarze w tym temacie doskonale wymienne zarówno co treści jak i do formy. I apele – telewizjo pomóż. I telewizja reaguje i pomaga dojść do jedynej słusznej prawdy obiektywnej. Ale Polacy są przecież pieniaczami i nie lubią się zgadzać, co im światli mówią. I są oburzeni. Lecz nie organizują, o dziwo! demonstracji co tydzień. A gdy notowania tzw. opozycji są zbyt słabe, trzeba zorganizować odpowiednie badania. Bo Polacy się dotąd przyzwyczaili, że to w rękach władzy są instytucje, robiące badania stopni poparcia i sprzeciwu. I trzeba robić wszystko, żeby się dowiedzieli, że tak nie jest.

Ryszard Jan Czarnowski