Francuscy licealiści protestują od miesiąca. Pojawiła się nawet Greta Thunberg z palestyńską chustą na ramionach i hasłem „Kradną nasza przyszłość!”.

Uczniowie blokują szkoły tłumacząc, że wyposażenie szkół jest zaniedbane, brakuje nauczycieli, programy są przeciążone, a godziny lekcji obciążające. Doszło do podpaleń, ataków na policjantów, nauczycieli i strażaków. To że do uczniowskich zgromadzeń dołączyli zamaskowani zadymiarze, nie tłumaczy wszystkich przypadków agresji, bo licealiści też chętnie ukrywają twarze. Obrazy walk ulicznych budzą grozę. Rannych zostało 950 funkcjonariuszy i ponad 100 pracowników szkół, głównie nauczycieli. A także ok. 200 uczniów.

W pierwszych dniach prezydent Macron wzywał policję do empatii (!) co zostało odebrane jako ustawienie się po stronie manifestantów. Potem skorygował stanowisko. Zwłaszcza że skrajnie lewicowe partie oraz Zieloni robią wszystko by ogień protestów nie wygasł. W ostatnich wyborach prezydenckich szef Francji Nieujarzmionej Jean-Luc Mélenchon nie wszedł do drugiej tury więc teraz szuka dodatkowych głosów wśród zrewoltowanej młodzieży. Dalszy rozwój wypadków pokaże, czy kalkulacja okazała się trafna.

Tak czy siak do uczniów dołączyły inne grupy niezadowolonych.

Ale co dzieje się w szkołach? Rzeczywiście, stan wielu budynków i ich wyposażenie pozostawia wiele do życzenia. Samorządom, które odpowiadają za ten segment, brakuje pieniędzy. Czasem wyposażenie jest niszczone przez uczniów. W tzw. trudnych dzielnicach język przemocy jest jedynym sposobem na wyrażanie emocji. Więc niszczą sprzęt. To może być zwyczajna klasowa bójka albo wściekłość z powodu złej oceny. 2 tygodnie temu podpalono zbudowane wedle najlepszych reguł estetycznych i inżynieryjnych Liceum im. Nelsona Mandeli w Nantes. Kosztowało 80 milionów euro, przywrócenie stanu sprzed pożaru ma kosztować ponad 2 miliony euro. Koszt zniszczeń w całej Francji jest wstępnie obliczany na dziesiątki milionów euro. Wczoraj spalono zabytkowy gmach merostwa w Limoges przy wtórze okrzyków zachwyconego tłumu.

Podobnie w innych miejscach. O rabowaniu sklepów nawet nie wspominam, bo to już rutyna.

Podczas debaty telewizyjnej podjęto wątek przeciążonych programów i grafików lekcji od rana do godziny 18. Wąsaty maturzysta skarżył się, że więcej czasu widzi profesorów niż rodziców. Nie dodał niestety, że maluch też więcej czasu spędza w żłobku niż z mamą. Nie wspominając o pracownikach biur czy np. robotnikach budowlanych. Tęsknota za czasem wolnym słabo się tłumaczy w kraju częstych wakacji. Rok szkolny zaczyna się 1 września, a już od 17 października 2 tygodnie wolnego. Władze chyba liczyły, że wraz z feriami Wszystkich Świętych protesty wygasną. Przeliczyli się. Rozpędzona machina demolki pędzi dalej.

Licea? Wg badania PISA umiejętności francuskich nastolatków spadają na łeb na szyję. Tego nie da się wyjaśnić niedofinansowaniem.

Filozofka Chantal Delsol analizuje sytuację z pozycji profesora uniwersytetu. Winę upatruje w ideologicznym kłamstwie, które wniknęło w umysły. Głęboką przyczyną rewolty jest mylne przekonanie, że sprawiedliwość polega na pełnej równości.
„Zaczyna się już w szkole podstawowej i wyrządza nieodwracalne szkody”. Nie wymagając od dzieci żadnego wysiłku premiuje się brak jakichkolwiek obowiązków. W konsekwencji – nieuctwo. A potem wmawia, że dostęp do stanowisk uwarunkowany zasługami jest niesprawiedliwy. Bo sprawiedliwie jest wtedy, gdy każdy należy do elity. Dlatego młodzi uważają, że dobry wynik egzaminów, licencjat czy magisterium im się należą.

Zamiast być zachęcanymi do pracy, uczniowie słyszą, że są ofiarami. Ofiarami katastrof klimatycznych, lockdownów i niesprawiedliwości w szkołach. Jakby poprzednie pokolenia nie musiały stawić czoła problemom daleko poważniejszym. „Mówi się im, że są ofiarami rasizmu, jakby Francja nie była krajem zapewniającym najwięcej świadczeń i bezpłatnych usług wszystkim swoim obywatelom, nawet nielegalnym imigrantom.” Jednak wszystko, co sprzeciwia się równościowemu kłamstwu, jest piętnowane. A działacze partyjni skrajnej lewicy mówią do manifestantów: „Macie rację! To, co robicie, jest wspaniałe!”

Fot. Te obrazki z Paryża (wczoraj) należą do mniej brutalnych.

Autor: Liliana Sonik
Urodzona 30 sierpnia 1954 r. w Krakowie – polska filolog, wychowanka DA Beczka, po śmierci Stanisława Pyjasa założycielka Studenckiego Komitetu Solidarności, publicystka, dziennikarka, opublikowała w „Tygodniku Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Polskim”, „Głosie Wielkopolskim”, „Gazecie Wyborczej”, „Znaku”. Pracowała w Radio France Internationale i TVP.