SPALENI ŻYWCEM W STODOLE W URYCZU ŻOŁNIERZE 4 PUŁKU STRZELCÓW PODHALAŃSKICH Z CIESZYNA 22 WRZEŚNIA 1939 r w Uryczu dawne woj. lwowskie, niemiecki Wehrmacht spalił żywcem od 73 do 100 polskich jeńców wojennych żołnierzy 4 Pułku Strzelców Podhalańskich z Cieszyna.
To byla jedna z największych zbrodni wojennych popełnionych przez niemiecki Wehrmacht podczas kampanii wrześniowej 1939 r
Nie udało się precyzyjnie ustalić liczby ofiar. IPN podaje, że było ich co najmniej 73. Ocalało tylko 3 żołnierzy, z których jeden zmarł wkrótce w wyniku odniesionych ran w szpitalu w Drohobyczu
W połowie września 1939 r po ciężkich walkach prowadzonych na linii Sanu rozbiciu uległ polski 4 Pułk Strzelców Podhalańskich, stacjonujący przed wojną w Cieszynie.
W niemieckie ręce trafiła duża grupa jeńców, których skierowano w kierunku Drohobycza. 22 września 1939 r kolumna jeńców znalazła się w położonej nieopodal wsi Urycz dawne woj. lwowskie, pow Stryj, gdzie niemieccy konwojenci zarządzili postój.
Tam oddzielono od grupy wszystkich, którzy podali się za Ukraińców i Ślązaków. Resztę około 100 osób zgromadzono w stodole, gdzie jak podobno ich zapewniono mieli zanocować.
Około godziny 15.00, gdy wszyscy jeńcy znaleźli się w stodole, Niemcy zamknęli bramy, oblali stodołę benzyną lub naftą, po czym podpalili za pomocą granatów ręcznych. Niemal wszyscy jeńcy spłonęli żywcem.
Uciekających z płonącej stodoły rozstrzelano z karabinów maszynowych. Jeńcy nie stawiali oporu, nie próbowali uciekać i nie byli wcześniej o nic oskarżani przez Niemców.
Do tej pory nie udało się zidentyfikować niemieckiego oddziału, który dokonał tej zbrodni. Ocalały z masakry Antoni Dobija zeznał jedynie, że kierował nią podoficer Wehrmachtu w stopniu sierżanta.
Ponadto IPN podaje, że niemieccy żołnierze, którzy dokonali zbrodni byli wspomagani przez bliżej niezidentyfikowanych ukraińskich nacjonalistów
Przypuszczalne miejsce pochówku żołnierzy w czasie prywatnej podróży w tamte rejony odkrył Rybotycki. Wskazał mu je ukraiński mieszkaniec wsi, który pamięta tamtą tragedię.
ZBRODNIE WEHRMACHTU W POLSCE WE WRZEŚNIU 1939 r
Niemiecki historyk Jochen Böhler podaje długą listę zbrodni dokonanych przez najeźdźców. I tak na przykład 3 września w Topolnie nad Wisłą, Wehrmacht ostrzelał z broni maszynowej i pojazdów opancerzonych rzekomo uciekających Polaków.
Jochen Böhler w książce „Zbrodnie Wehrmachtu w Polsce” zauważył, że „nawet tymczasowe ulokowanie w punktach zbornych i obozach nie chroniło polskich jeńców przed przemocą”. Wszystko za sprawą wartowników, którzy byli niezwykle skorzy do otwierania ognia, nawet z najbardziej błahego powodu.
Straty wśród jeńców były znaczne, zginęło ich około 80. W niedalekim Serocku żołnierze 604. Lekkiego Batalionu Budowy Dróg w nocy z 4 na 5 września zastrzelili dalszych 84 polskich żołnierzy.
10 września 1939 r na dziedzińcu kościoła w Piasecznie zamordowano strzałem w głowę połowę z 30 pojmanych polskich żołnierzy.
Kolejna masakra rozegrała się 11 września w Zambrowie. Na placu tamtejszych koszar zgromadzono około 4 tysięcy wziętych do niewoli żołnierzy 18. Dywizji Piechoty u zapowiedziano im, że zostaną zastrzeleni jeżeli wstaną z miejsc.
W nocy z niewyjaśnionych przyczyn na plac ze śpiącymi żołnierzami wpadł tabun koni taborowych. W wyniku powstałej paniki Niemcy otworzyli ogień z karabinów maszynowych oraz broni ręcznej do usiłujących uniknąć stratowania Polaków.
Masakra trwała 10 minut i zakończył się dopiero z chwilą, gdy ranni zostali również żołnierze Wehrmachtu.
Tym z Polaków, którzy przeżyli, ponownie zabroniono się ruszać. Ranni i umierający nie otrzymali żadnej pomocy.
O skali mordu przekonano się dopiero rankiem następnego dnia, kiedy okazało się, że około 100 polskich jeńców zostało rannych, a drugie tyle zginęło. Oficjalny niemiecki komunikat mówił zaś o około 100 zabitych podczas próby ucieczki.
Niemcy mordowali nie tylko cywilów. Często nie oszczędzali również jeńców wojennych. 18 września w Śladowie na Mazowszu Wehrmacht rozstrzelał z broni maszynowej 150 wziętych do niewoli w czasie bitwy nad Bzurą żołnierzy armii „Poznań” i „Pomorze”.
Żołnierze Wehrmachtu nad brzegiem Wisły ustawili w 2 kolumnach 150 cywilów z pobliskiej wsi i 150 pojmanych chwilę wcześniej polskich żołnierzy, po czym otworzyli do nich ogień z broni maszynowej. Cudem ocalały świadek tamtych wydarzeń wspominał: „Gdy zaczęli strzelać, poczęli żołnierze skakać do Wisły.
10 dni później w Majdanie Wielkim, w akcie odwetu za śmierć jednego żołnierza Wehrmachtu, Niemcy rozstrzelali ponad 40 naszych żołnierzy.
Zeznania świadków zebrane przez Główną Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce dowodzą, że było to powszechne zjawisko, „które we wrześniu 1939 r występowało na wszystkich obszarach okupacyjnych Wehrmachtu”.
Niestety, już nigdy nie poznamy dokładnej liczby polskich żołnierzy, którzy zostali zamordowani przez Niemców. Bez wątpliwości można przyjąć, że były ich tysiące
Po wojnie kwestia zbrodni popełnionych przez Wehrmacht była poruszana przed Międzynarodowym Trybunałem w Norymberdze. Na śmierć zostali wówczas skazani najważniejsi dowódcy niemieckich wojsk: Wilhelm Keitel, Alfred Jodl.
Większość sprawców tych zbrodni uniknęła odpowiedzialności, nigdy nie trafiając przed oblicze sądu. Do swojej nazistowskiej ojczyzny wracali jako bohaterowie. I sami też za takich się uważali.
W świadomości niemieckiego społeczeństwa Wehrmacht długo pozostawał formacją, która walczyła zgodnie z wszelkimi prawidłami sztuki wojennej
CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROM
CZEŚĆ ICH PAMIĘCI.
Zostaw komentarz