Wystarczy jeden kłamliwy wpis premiera Tuska na portalu X, by określenie użyte w politycznym komentarzu zaczęło żyć własnym życiem i trafiło do medialnych nagłówków jako opis rzeczywistości.
Po ostatnich wydarzeniach przed siedzibą Trybunału Konstytucyjnego Tusk napisał o „ataku nożownika z miasteczka przed Trybunałem” na policjantkę, która miała trafić do szpitala. Do dziś nie przeprosił za ten kłamliwy wpis.Określenie to podchwyciła Polska Agencja Prasowa, telewizja publiczna, oczywiście TVN, rozpowszechniając informację o ataku nożownika.
Tymczasem dostępne nagrania z kamery nasobnej ( nagranie w pierwszym komentarzu) i z wielu nagrań świadków, zdarzenie to przedstawiają w zupełnie inny sposób.Nóż był, ale zwykły scyzoryk w kieszeni, którego nie użył. To raczej on uciekał przed policyjną prowokacją. I tu dochodzimy do sedna.Słowa mają znaczenie. Zwłaszcza wtedy, gdy wypowiada je premier, a powtarzają media, którym obywatele powinni móc ufać. Chodzi o to, że zanim ogłosimy publicznie, że doszło do ataku nożownika, powinniśmy mieć pewność, że właśnie takie zdarzenie miało miejsce. Polityczny wpis nie zastępuje ustaleń śledczych, a medialny nagłówek nie powinien wyprzedzać faktów.
Kiedyś mówiono, że media mają łączyć ludzi, pomagać im poznawać świat i rozumieć odmienne poglądy. Dziś coraz częściej przypominają mur, za którym zamknięto prawdę, a odbiorcy pozostawiono gotową interpretację wydarzeń.
Zamiast rzetelnej informacji dostajemy emocje. Zamiast argumentów insynuacje. Zamiast uczciwej dyskusji szyderstwo z tych, którzy myślą inaczej.
Nie wystarczy już powiedzieć Polakom, co się wydarzyło. Trzeba im jeszcze podpowiedzieć, kogo mają potępiać, z kogo się śmiać i kogo uznać za wroga.
Właśnie w tym miejscu dziennikarstwo zaczyna ustępować miejsca politycznej propagandzie.
Niepokojące jest to, że część mediów, tak chętnie odwołujących się do wolności słowa i demokracji, zdaje się zapominać, że wartości te obowiązują również wtedy, gdy trzeba przedstawić stanowisko politycznego przeciwnika. Pluralizm jest łatwy, dopóki wszyscy mówią to samo. Prawdziwy sprawdzian zaczyna się wtedy, gdy trzeba uczciwie opisać wydarzenie, które nie pasuje do przyjętej narracji.
Media powinny pomagać nam zrozumieć rzeczywistość, a nie produkować emocje na polityczne zamówienie. Ich zadaniem jest informowanie, sprawdzanie i zadawanie trudnych pytań, również własnym sojusznikom.
Nie potrzebujemy dziennikarzy, którzy będą myśleć za nas. Potrzebujemy takich, którzy dostarczą nam faktów i pozwolą wyciągać własne wnioski.
Bo wolność zaczyna się tam, gdzie człowiek nie musi przyjmować cudzej interpretacji jako własnej prawdy.
A kiedy słowa zaczynają zastępować fakty, pierwszą ofiarą przestaje być polityczny przeciwnik. Pierwszą ofiarą staje się prawda.
Zostaw komentarz