Bezstronny obserwator mediów działających na terenie obecnej Polski w latach 1960-2017 z pewnym zdziwieniem odnotowuje kontynuowanie tej samej lewicowej „linii propagandowej”. Piątkowe wydanie organu nadredaktora Michnika zawiera kolejny przykład.

Gdyby ktoś kiedyś chciał wyznaczyć światopogląd lewicowy spokojnie oparłby się na zapomnianej już „trybunie ludu” oraz „gazecie wyborczej”. Przy czym co do „gazety matki” szeregu obecnych lub niedawno minionych tzw. autorytetów moralnych nikt nie miał wątpliwości, że jest tubą reżimu komunistycznego, natomiast ta druga nosiła początkowo jako motto zdanie: nie ma wolności bez Solidarności, sugerujące naiwnym jej opozycyjność.

Najbardziej rzucającym się w oczy elementem, mającym utrwalone od dwóch pokoleń miejsce w propagandzie lewicowej, jest stosunek do AK. Armii Krajowej, by ktoś nie pomyślał, że chodzi o Ermina Rommel’a i pozostające pod jego komendą niemieckie* oddziały afrykańskie.

Kolejny tekst mający wbić do głowy czytelnika (na szczęście coraz mniej licznego) negatywny obraz Armii Krajowej został wydalony przez „gazetowego” speca od historii niejakiego Mirosława Maciorowskiego (z wykształcenia inż. mechanik).

Kolejny raz po II wojnie światowej lewica usiłuje wdrukować obraz świata zatwierdzony ongiś przez Józefa Stalina.

Mechanik od historii pisze bowiem:

Nawet podczas akcji „Burza”, choć ta przecież skierowana była wyłącznie przeciw Sowietom.

http://wyborcza.pl/7,75968,22375027,nie-chcieli-z-armia-krajowa-woleli-z-niemcami-uhonorowali.html

Dokładnie tak samo plan „Burza” nazywali specjaliści od agitraboty za czasów Bieruta i Gomułki.

Za Gierka już trochę zelżało. 😉

Tymczasem prawda o planie „Burza” jest inna, niż chce, byśmy pamiętali, brat stalinowskiego zbrodniarza i wychowany przez niego zespół.

Nocą z 3 na 4 stycznia 1944 roku Sowieci przekroczyli dawną polską granicę państwową (pod Rokitnem, niedaleko Sarn). Już 6 stycznia premier Mikołajczyk wydał oświadczenie w sprawie granic. I chociaż było ono ocenzurowane przez rząd Jego Królewskie Mości by żadne słowo mogące urazić najważniejszego sojusznika Wielkiej Brytanii stanowisko Stalina było nieustępliwe.

11 stycznia 1944 roku rząd sowiecki stwierdził, że żadne problemy graniczne nie istnieją, albowiem zostały uregulowane już w październiku 1939 roku, kiedy to zamieszkująca tereny wschodnie II rzeczpospolitej ludność w plebiscycie opowiedziała się za przyjęciem do „rodziny” Związku Sowieckiego. Prawnie natomiast „granica” została ustanowiona ich konstytucją.

Tak więc 11 stycznia 1944 roku Sowieci otwarcie przyznali, że linia graniczna wyznaczona układem Ribbentrop-Mołotow zmodyfikowana 28 września 1939 roku jest dla nich wiążąca.

Tymczasem 20 listopada 1943 roku w związku ze zbliżaniem się Armii Czerwonej do Polski gen. Tadeusz Bór – Komorowski, głównodowodzący AK, wydał rozkaz rozpoczęcia planu „BURZA”.  Chodziło nie tylko o zademonstrowanie Stalinowi „woli bicia Niemców”, ale przede wszystkim administrowanie terenem po przejściu frontu.

AK miało uderzać na cofający się Wehrmacht, organizować władze cywilne by potem witać wkraczających czerwonoarmiejców, co powinno znacząco zmniejszyć ilość ofiar po ich stronie.

Dzisiaj wiemy, że takie stanowisko było naiwne i jedynie powiększyło straty (Sowieci dokonywali aresztowań, których wielu nie przeżyło).

Nikt jednak wtedy nie traktował Sowietów jako państwo bandyckie. Łudzono się, że „święta wojna” z najeźdźcą teutońskim dokonała oczyszczenia.

Tymczasem hołubiony przez Churchilla i Roosevelta Stalin zamierzał na Europę Środkową rozciągnąć władzę swojego Imperium.

Plan „Burza”, w wyniku którego władza w terenie przechodziła w ręce Polaków a nie namiestników Kremla, w oczywisty sposób była przeciw tajnym zamiarom sowieckiego mordercy.

Jednak mówienie o nim po 73 latach, że był skierowany wyłącznie przeciw Sowietom urąga naszej wiedzy historycznej.

Przede wszystkim tzw. przez polskosowieckich historyków „rząd londyński” był jedynym legalnym w świetle prawa międzynarodowego rządem Polski.

Mechanik historyczny z Czerskiej  pomija tę okoliczność. Najwyraźniej jego zdaniem Polacy w 1943 roku powinni porzucić jakiekolwiek myśli o Niepodległej i z drżeniem niecierpliwości czekać na różnych Michników czy „Borowskich”, by ci w oparciu o NKWD mogli zaprowadzić „nowy porządek” nad Wisłą.

Tymczasem pragnąc odbudować Państwo, które utraciło swoje terytorium wskutek spisku Hitlera i Stalina ale nadal posiadało rząd i siły zbrojne działali przeciw instalacji sowieckich agentów, z których największym był Bierut.

Tylko z punktu widzenia brata stalinowskiego zbrodniarza i jemu podobnych plan „Burza” był zły, gdyż niepodległa Polska manifestowała swoją obecność na mapie świata i kontynuowała byt państwowy w oparciu o realne terytorium.

Tymczasem niecierpliwie przebierała nóżkami ekipa, o której mówi się teraz, że została przywieziona na sowieckich tankach.

II RP musiała odejść w niebyt.

16.09 2017

____________________________

* w trybunie ludu nazywane „hitlerowskimi”, w gazwyb z kolei określane jako „nazistowskie”.