Znów mamy piątek. Długo się łamałem, o czym dziś napisać. Mówiąc szczerze, miało być „orędzie” do moich kochanych facebookowych hejterow i „psychofanów”, ale w sumie stwierdziłem, że szkoda na Was piątku. Tym razem się Wam udało.
Ten post kieruję do Młodzieży. Wiem, że sporo z Was to przeczyta. Zacznę od przykładu. Pamiętam z dzieciństwa, że gdy były wykopki (zapewne nie wiecie, co to takiego), w planach było zrobić 2 lub 3 rządki a ludzi do roboty było sporo, praca szła jak z nut. Był zapał, energia, aż chciało się robić… Ale gdy do wykopania było całe pole a ludzi do zbierania mało, od razu „odechciewało” się wszystkiego, a atmosfera robiła się nerwowa… Podobnie jest dziś, w dorosłym życiu. Myślę, że Wy też tak macie…
Czemu o tym piszę?
Bo dostrzegam analogię między tym, co opisałem a tym, czego szczególnie w aspekcie nauki, doświadczają dziś nasze dzieciaki. Wiele godzin w szkole, korepetycje, dodatkowe lekcje. Do tego normalne, „ludzkie” sprawy: przyjaźnie, miłości, koleżeńskie spory. Do tego relacje rodzinne, rodzeństwo, rodzice, kuzyni… Wbrew temu, co się nam, dorosłym czasem wydaje to nie jest lekkie i „łatwe do ogarnięcia”. Dopóki jakoś idzie, jest dobrze. Gorzej, gdy problemy zaczynają się nawarstwiać. Ze znajomymi się „nie klei”, w szkole nie idzie, a rodzice „nie rozumieją”. Każdy z tych problemów z osobna jest do ogarnięcia, ale gdy się skumulują, ciężar robi się nie do udźwignięcia. Nie wypada przecież poprosić o pomoc, więc zamykamy się w sobie. Pomocy szukamy w sieci, potem w używkach, na koniec już nic nie działa. Kładziemy się do łóżka, ale nie śpimy, czytamy podręczniki, ale się nie uczymy, słuchamy, ale nie słyszymy…
Takie błędne koło można przerwać, młodzi Przyjaciele. Trzeba tak naprawdę tylko jednego: pozwolić sobie pomóc. Wiem, że to trudne, ale wierzcie mi – warto.
Dlatego kończę ten post jednym apelem: gdy przestajecie „dawać radę” odrzućcie lęk i wstyd. Nie ma w tym nic złego. Zamiast „uciekać” po prostu porozmawiajcie. Z Mamą, z Tatą, z ciocią, z wychowawcą… Jeżeli nie wiecie co zrobić albo z kim pogadać, po prostu napiszcie do mnie. Jeśli znacie kogoś, kto nie daje sobie rady nie czekajcie, aż upadnie. Działajcie, rozmawiajcie, nie zostawiajcie tej osoby samej. Zawsze możecie na mnie liczyć. Pomogę Wam znaleźć rozwiązanie, a jeśli na Wasz problem ja okaże się „za mały”, znajdę Wam kogoś, kto z pewnością da radę.
Autor: dr Krzysztof Klęczar
Burmistrz Kęt (miasto w Małopolsce, pow. oświęcimski).
Zostaw komentarz