Ta historia, to jest przyczynek do historii polskiego samorządu terytorialnego w III RP. Konkretny, opisany w poniższym materiale prasowym przykład, pochodzi z gminy Bobowa w Małopolsce, ale myślę, że wielu Czytelników z innych części naszego kraju, rozpozna w tym felietonie mechanizmy działania, stosowane przez ich własny samorząd.

 Miał być zalew oraz kajaki i rowery wodne w Wilczyskach, będzie Park Przyrodniczo-Geologiczny w Bobowej

Gmina Bobowa uzyskała dofinansowanie na realizację projektu pn. „Budowa parku przyrodniczo-geologicznego z funkcją edukacyjną w miejscowości Bobowa” w ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko 2014-2020, Działanie 2.5 Poprawa jakości środowiska miejskiego. Planowany całkowity koszt realizacji projektu wynosi niemal 2 miliony złotych, z czego dofinansowanie stanowi ponad 1,3 miliona złotych. Park powstanie przy ul. Zielonej w Bobowej w latach 2018-2019. Projekt swoim zakresem obejmuje wykonanie między innymi:

– wzniesień geologicznych zawierających roślinność i skały charakterystyczne dla danego regionu tj. Tatry, Pieniny, Beskidy, Góry Świętokrzyskie,

– nasadzenia nowych drzew i krzewów oraz wykonanie terenów trawiastych,

– układu komunikacyjnego w formie alejek i placów, który umożliwi pełną ekspozycję walorów krajobrazowych,

– małej architektury, tj. ławki, kosze na śmieci, stojaki na rowery, drewniana altana z miejscem na grilla, drewniana studnia,

– oświetlenia LED  w oparciu o instalacje fotowoltaiczne,

– oczka wodnego z fontanną,

– placu zabaw.

Tekst redakcja zilustrowała absolutnie nieczytelnym bohomazem, który jak rozumiem miał „zabełtać parkiem edukacyjnym w głowie” czytelnika. Oto infografika „Naszej Bobowej”:

Topografia terenu mieszkańcom Bobowej jest znana. Wszyscy wiedzą gdzie jest ulica Zielona, a jeśli ktoś jeszcze nie obudził się ze snu zimowego, to przypominam:

KILKA SŁÓW O HISTORII PLANÓW REKREACYJNYCH I WYPOCZYNKOWYCH W GMINIE BOBOWA

O obłąkańczym projekcie budowy zalewu w Wilczyskach, który kosztował bobowskiego (i nie tylko bobowskiego) podatnika kilkaset tysięcy złotych pisałem wielokrotnie. Złowieszcze podsumowanie tej historii, z burmistrzem Wacławem Ligęzą w tle, zawarłem niedawno w materiale prasowym, zob. http://gorliceiokolice.eu/2018/04/burmistrzu-ligeza-znak-10-ton-straszy-przestepcow-po-nocach-zalew-i-rowery-wodne-przeminely-z-klamstwem-w-dzialce-i-zwirowisku-utopione-setki-tysiecy-publicznych-zlotych-po-afe/.

Przy okazji przypomnę, że od 16 kwietnia 2018 roku, tj. od chwili opublikowania ww. artykułu nie otrzymałem od burmistrza Bobowej żadnego sprostowania do ww. artykułu!!! A to oznacza, że burmistrz Bobowej nie znalazł choćby najmniejszego argumenciku i leciutkiego fakciku, żeby podjąć próbę zdyskredytowania mojego interwencyjnego felietonu, w którym ujawniłem m. in. jak okłamał marszałka Województwa Małopolskiego. Burmistrz nie zdobył się także na „sakramentalne” oświadczenie, jakich przysłał, w bezradności swojej, do mojej redakcji, bardzo wiele, że „nieprawdą jest… albowiem nieprawdą jest”. A wszystko to oznacza, że samorząd bobowski z burmistrzem Wacławem Ligęzą na czele, w sprawie akcji „kajaki i rowery wodne” w Wilczyskach, uzupełnionej z czasem o wątek gigantycznego składowiska odpadów biologicznych i niezrealizowanych planów uruchomienia w Wilczyskach kopalni żwiru, nie miał i nie ma nic na swoje usprawiedliwienie. Fakt niewysłania sprostowania, w tej i w wielu innych sprawach, ma jeszcze jeden, o wiele bardziej istotny wymiar. Otóż dowodzi, że tak naprawdę burmistrz Wacław Ligęza lekce sobie waży opinię publiczną. I nie ma zamiaru obywatelom gminy tłumaczyć się ze swoich samorządowych kompromitacji!

Krzyczące w oczy niegospodarne wydatkowanie społecznych pieniędzy, kajaki i rowery wodne, wysypisko śmieci i odpadów biologicznych, grabież żwiru i kompletny brak dozoru nad mieniem publicznym, co skutkowało w ostatnim czasie wielkim pożarem na dawnej działce 70/1 w Wilczyskach, samorządowcy bobowscy próbują z uporem godnym lepszej sprawy wymazać ze świadomości społecznej. I zdają się mówić: – Ciszej nad tą trumną! W pewnym sensie są w tym zamyśle skuteczni, bo przecież bobowsko-gorlickie łże-media nie mają najmniejszego zamiaru drążyć tak niewygodnych wątków. Także burmistrz Wacław Ligęza nie wyśle do swoich wyborców informacji przed wyborami, że, wraz z Radą Miejską w Bobowej, wydał grubo ponad 200 tysięcy publicznych złotówek na działkę w Wilczyskach, na której, nie tylko nie ma obiecanego zalewu, ale trwa bezhołowie, kradzież i wielowątkowe niszczenie terenu objętego programem Natura 2000; dodajmy pod czujnym okiem całego bobowskiego samorządu i sołtysa z Wilczysk Tomasza Taraska!

Gdzie jest prokurator Tadeusz Cebo? Dlaczego niegospodarność na dawnej działce 70/1 w Wilczyskach nie została jeszcze rozliczona? Przecież nawet burmistrz Wacław Ligęza nie kwestionuje tej niegospodarności, bo od lat milczeniem zbywa moje jednoznaczne oświadczenia i dowody w tej sprawie. Także na sesjach Rady Miejskiej pies z kulawą nogą nie podnosi moich publicznie stawianych zarzutów. Trwa systemowe milczenie. Ręka rękę myje z tego, śmierdzącego nierzadko kurzenicami, padliną i wysypiskami śmieci, brudu. Jeśli się mylę i którykolwiek radny miejski, i kiedykolwiek, złożył jakąkolwiek interpelację, na posiedzeniach Rady Miejskiej w Bobowej, w sprawie dawnej działki 70/1 w Wilczyskach, w związku z moimi artykułami na tym portalu, to chętnie opublikuję sprostowanie w tej sprawie! Czekam!

A czy ktoś jeszcze pamięta moje materiały prasowe z 12 i 26 grudnia 2016 roku, zob. http://gorliceiokolice.eu/2016/12/jesli-nie-zalew-w-wilczyskach-to-moze-basen-w-bobowej-czyli-tu-na-razie-jest-sciernisko-ale-bedzie-san-francisco-oplata-wstepna-51-000-zl/ i http://gorliceiokolice.eu/2016/12/sciernisko-czyli-kapielisko-burmistrza-waclawa-ligezy/ o planach budowy basenu w Bobowej? Nawet „Gazeta Wyborcza” została zaangażowana „do realizacji” tego projektu. Warto przypomnieć sobie taki wielkomocarstwowy cytat z jej łamów:

Na najbliższe lata planuje się (w Bobowej – przyp. M.R.) (…) budowę kompleksu   sportowo-kulturalnego na 6 ha gruntu pozyskanego nieodpłatnie od Agencji Nieruchomości Rolnych Skarbu Państwa, gdzie planowany jest  basen na bazie odnawialnych źródeł energii, zjeżdżalnia, boisko do siatkówki plażowej i brodziki  dla małych dzieci, kompleks boisk wielofunkcyjnych, w tym kortów tenisowych. Przewiduje się tam  wybudowanie  amfiteatru, ścianek wspinaczkowych, placu zabaw dla dzieci, skate parku, kręglarni, ścieżek rowerowych, które w zimie będą służyć  jako narciarskie trasy biegowe.

Chciałoby się zapytać burmistrza Wacława Ligęzę, co się stało z tym projektem, na którego przygotowanie wydano gigantyczne kwoty, zobacz dane opublikowane w powyżej podlinkowanych artykułach?

Burmistrz Bobowej Wacław Ligęza udzielił 26 marca 2018 r. wywiadu Regionalnej Telewizji Gorlickiej, zob. http://www.rtvg.pl/pl/224/12775/gosc-rtvg-wazlaw-ligeza-burmistrz-bobowej.html. I nie wspomniał ani słowem o budowie kompleksu sportowo-kulturalnego z basenem, amfiteatrem, brodzikami, ściankami wspinaczkowymi, kręglarnią i narciarskimi trasami biegowymi  w tle. Do moich artykułów z końca 2016 roku także w żaden sposób się nie odniósł. No to jak to jest? Napisałem prawdę, czy okłamałem Czytelników, panie burmistrzu?

Gwoli prawdy, trzeba przyznać, że „dociśnięty” do muru przez redaktor Jadwigę Zych, troszkę się burmistrz z Bobowej tłumaczył z wadliwie wykonanej bieżni na stadionie sportowym w Bobowej. Na marginesie; pani redaktor Zych, jak i jej poprzedniczka na fotelu w news-roomie RTVG, redaktor Ywetta Walecka, tradycyjnie już nie dostrzegła żadnych innych kłopotów burmistrza Wacława Ligęzy w Bobowej a  znacznie poważniejszych niż przyklejający się do butów tartan. Ciekawe czy Gmina Bobowa nadal zamawia i płaci za promocję Gminy Bobowa, tj. obsługę reportersko-dziennikarską w Bobowej i z Bobowej w RTVG? Proszę o informację w tej sprawie panie burmistrzu Ligęza!!! Ludzie o takich szczegółach powinni być informowani na bieżąco!

Jak wiadomo, bo o tym trąbiły nie tylko media lokalne, burmistrz Wacław Ligęza został tzw. Pasjonatem Sportowej Polski (w skrócie PSP), o czym i ja donosiłem w materiale prasowym, zob. http://gorliceiokolice.eu/2018/05/czy-pasjonat-sportowej-polski-burmistrz-waclaw-ligeza-nie-dopilnowal-biezni-na-stadionie-w-bobowej-nie-to-niemozliwe/. Skaza na tytule PSP pojawiła się wraz z wadliwie wykonanym tartanem/bieżnią na stadionie sportowym w Bobowej. Mój Boże, ale czy to pierwsza skaza w życiorysie tego samorządowca, że przypomnę tylko okłamanie marszałka Województwa Małopolskiego w sprawie kajaków i rowerów wodnych, bakterie coli w wodociągu miejskim czy współudział w nielegalnym posadowieniu znaku drogowego B-18 na działce, która nie była droga publiczną?

Zostawmy na razie stadion w Bobowej w spokoju, choć stanowi przecież część działu pt. „Rekreacja i wypoczynek w gminie Bobowa” i zastanówmy się nad określeniem „pasjonat”, który nadano burmistrzowi Wacławowi Ligęzie. I tak na chłodno trzeba przyznać, że coś w tym jest. Moim zdaniem należałoby tylko doprecyzować to określenie i napisać „pasjonat, ale na granicy obłędu”. A dlaczego? Proszę czytać dalej!

SPEŁNIENIE MARZEŃ O REKREACJI I WYPOCZYNKU W BOBOWEJ

Wszystko wskazuje na to, że tym razem plan bobowskiego samorządu, dowodzonego przez Wacława Ligęzę, może się wreszcie powieść. Jeśli wierzyć „Naszej Bobowej” dofinansowanie budowy Parku Przyrodniczo-Geologicznego stało się faktem. Unia wpompuje 1 300 000 zł a my kolejne 700 000 zł. Być może zanim Unia wpompuje taką kwotę, trzeba będzie zaciągnąć wcześniej kredyt, ale nie wiem, może się mylę. Tak czy siak, to okrągłe sumy! Nie przewidziano co prawda basenu i tras narciarskich dla Justyny Kowalczyk oraz zalewu, kajaków i rowerów wodnych, ale oczko wodne, fontannę, grill, ścieżki spacerowe „dla społeczeństwa wielopokoleniowego” (to jest cytat z burmistrza Ligęzy) i kosze na śmiecie a jakże. Mało tego, odwiedzający ww. park nie będą już musieli wyjeżdżać w Tatry, Pieniny, Beskidy i Góry Świętokrzyskie, bo zostanie tutaj wyczarowany ersatz tych krain. Rozumiem, że spacerowicze będą mogli dotknąć głazów przywiezionych z Giewontu, świętokrzyskich gołoborzy i pienińskich skałek wapiennych. To na pewno będą niepowtarzalne przeżycia. A jak już się ludziska nadotykają, to usiądą rozmarzeni przy bobowskiej fontannie „di Trevi” albo i grilla rozpalą do czerwoności w drewnianej altanie otoczeni małą architekturą, tj. koszami na śmiecie. Trochę pożartowałem, to dla równowagi powiem coś całkiem serio.

Otóż cały ten plan zrealizujemy w miasteczku (niewiele ponad 3000 mieszkańców), które nie ma najmniejszych szans na ściągnięcie masowego turysty (i od setek lat to się nie udało) a i uzdrowiskiem także nigdy nie zostanie, bo samorządowi włodarze nie mieli i nie mają zamiaru poszukiwać tutaj wód zdrojowych. Zresztą o jakim „zdroju” tutaj mówić skoro w bobowskim wodociągu miejskim zdarzyło się spotkać bakterie kałowe coli, zob. materiał prasowy http://gorliceiokolice.eu/2017/05/bakterie-kalowe-clostridium-perfringens-i-burmistrz-waclaw-ligeza/.

Park geologiczny z grillem powstanie w miasteczku, w którym praktycznie wszyscy mieszkańcy mają domy i działki albo ogródki przy tych domach. A w każdym ogródku grill dumnie pręży muskuły, metalowy, murowany, stacjonarny i przenośny. Do lasu i nad rzekę każdy mieszkaniec Bobowej ma od kilku do kilkunastu minut wolnym krokiem. Atrakcją turystyczną (na kilka minut) może być Kamienne Miasto w Ciężkowicach, bo jest naturalne, a nie kilka głazów zwiezionych z Polski, na dodatek, ze szkodą, dla środowiska, z którego zostaną wyszarpane. Wpisałem w wyszukiwarce Google hasło „park przyrodniczo-geologiczny” i znalazłem mnóstwo takich miejsc. Od mającego powstać w Bobowej różnią się takie miejsca jednak jak dzień od nocy. Generalnie takie parki, to naturalne ekosystemy, powołane administracyjne do życia, żeby chronić a następnie eksponować w danym miejscu coś szczególnie przyrodniczo cennego. Może się mylę, ale przy ulicy Zielonej w Bobowej nie ma takich naturalnych atrakcji. Projekt, który samorząd bobowski zamierza zrealizować przypomina działania właściciela małego gospodarstwa agroturystycznego, który za wszelką cenę chce uatrakcyjnić pobyt urlopowy swoim gościom. Ten bobowski, parkowy plan wypisz wymaluj przypomina ideę skansenu przy Gospodarstwie Pasiecznym „Sądecki Bartnik” w Stróżach. Tylko, że miasteczko Bobowa, to nie jest indywidualne gospodarstwo agroturystyczne. Jeśli bobowscy samorządowcy uważają, że ten park, jako szczególny rodzaj skansenu, uszczęśliwi natomiast mieszkańców miasta, którzy gremialnie ruszą na Zieloną i będą grillować w drewnianej altanie, napawając swe oczy tatrzańskim głazami narzutowymi i nasadzoną kosodrzewiną, to raczej srodze się rozczarują. Wystarczy spojrzeć na bobowskiego Orlika, by odpowiedzieć sobie na pytanie czy stał się mekką dla miłośników sportu i rekreacji. Nie tędy droga! A przecież ta droga ma kosztować 2 000 000 zł a potem jeszcze trzeba będzie ten park utrzymywać i pompować kolejne złotówki! I chronić, żeby nikt go nie podpalił jak dawnej działki 70/1 w Wilczyskach!

Nie zauważyłem, żeby samorząd bobowski i jego przywódca przejawiali jakąś szczególną troskę do opiekowania się naturalnym bogactwem, jakim dla tej gminy jest przepływająca tutaj rzeka Biała Dunajecka. Wręcz przeciwnie! Dołożono przez ostatnie lata wszelkich starań, aby zdegradować ten niepowtarzalny ekosystem. Skąd się dało i gdzie się dało: w Wilczyskach, w Jankowej, w Bobowej, w Sędziszowej na potęgę grabiono żwir z koryta rzeki albo z cichym, albo z głośnym (zob. specjalne zezwolenia na pobór ręczny) przyzwoleniem samorządowców wszystkich minionych kadencji. Dzisiaj Biała przedstawia obraz nędzy i rozpaczy z wysypiskami śmieci na brzegach. Przykro mi, ale na czas burmistrzowania w gminie Bobowa Wacława Ligęzy, nastały złote czasy dla niszczycieli najcenniejszego lokalnego dobra przyrodniczego jakim jest ta rzeka. Pisałem o tym wielokrotnie, a moje wołanie na puszczy w sprawie dawnej działki 70/1 w Wilczyskach, to tylko jeden z koronnych dowodów na postawione powyżej oskarżenie.

Dlaczego nikt nie wpadł na pomysł, żeby Parkiem Przyrodniczo-Geologicznym objąć bieg rzeki Białej na terenie tej gminy? Zdusić w zarodku wywóz żwiru, zlikwidować wysypiska śmieci, zagospodarować i naprawić brzegi rzeki, zorganizować, no właśnie, ale kameralne, miejsca dla letniego wypoczynku nad wodą w kilku miejscach od Wilczysk do Sędziszowej? I dogadać się z Gminą Grybów i Gminą Ciężkowice, żeby zrobiły to samo, i podjąć współpracę z Wojewódzkim Zarządem Melioracji i Urządzeń Wodnych oraz Regionalnym Zarządem Gospodarki Wodnej w tym dziele. Zapewniam cię, bobowski samorządzie, że to byłaby i jest jedyna i skuteczna droga do rozwinięcia turystyki na naszym terenie; choćby na małą skalę, tzw. turystyki agroturystycznej. Czysta rzeka Biała bez fekaliów pompowanych do Stróżnianki z szamba przy Szkole Podstawową w Stróżnej, zob. materiały prasowe http://gorliceiokolice.eu/tag/afera-fekalna/. Taka właśnie światła idea powinna wam, samorządowcy przyświecać. Właśnie tym burmistrz Wacław Ligęza powinien był się zajmować od początku swojego burmistrzowania, tj. od 2002 r. a nie „ćmić” ludziom w głowach planami zalewu z kajakami i rowerami wodnymi albo budową alejek spacerowych, „z widokiem na Giewont”, dla „społeczeństwa wielopokoleniowego” nieopodal ulicy Zielonej.

Klamka jednak zapadła. Burmistrz i bobowski samorząd do końca 2019 roku zwiozą do Bobowej kilkadziesiąt/kilkaset ton kamieni z Gór Świętokrzyskich i „spod samiuśkich Tater”. Park Przyrodniczo-Geologiczny przy Zielonej będzie sterylny i czyściutki a Biała Dunajecka brudna i zapyziała, i coraz bardziej zapomniana. I tylko jeszcze od czasu do czasu przypomni sobie o swojej naturalnej potędze podczas wiosennych powodzi.

Wszystkim pomysłodawcom Parku Przyrodniczo-Geologicznego w Bobowej życzę miłego w nim grillowania i niepowtarzalnych przeżyć edukacyjnych.

A Czytelnikom „Gorlic i Okolic” przypominam, że ten park to nie jest ostatnie słowo burmistrza Wacława Ligęzy. Przecież, zgodnie z burmistrza obietnicami, za chwilę uruchomiona zostanie specjalna strefa ekonomiczna. Musimy tylko uzbroić teren (za kolejne miliony) i… uzbroić się w cierpliwość. Jak twierdzi burmistrz Wacław Ligęza w rozmowie z RTVG do autostrady blisko, to i biznesmeni zjadą tutaj z całymi rodzinami. I zaczną robić interesy, a w wolnych chwilach udadzą się do Parku na grillowe hulanki i swawole.

Biednyś Polaku, boś głupi, a głupiś, boś biedny…

EPILOG, CZYLI PASJONAT Z OBŁĘDEM REKREACYJNYM W OKU

Mocarstwowe plany dotyczące rekreacji i wypoczynku w gminie Bobowa przerodziły się tymczasem w tragifarsę. „Tragi”, bo kosztowały setki tysięcy publicznych złotych (albo jeszcze więcej), a „farsę”, bo pusty śmiech człowieka ogarnia, gdy wraca do planów burmistrza Wacława Ligęzy i samorządu bobowskiego, stworzenia ścieżek spacerowych dla „społeczeństwa wielopokoleniowego”, zalewów, basenów, tras narciarskich i ścian wspinaczkowych. Można odnieść wrażenie, że rekreacja i wypoczynek stanowią w pojmowaniu świata przez bobowskiego burmistrza coś absolutnie wyjątkowego; idee fixe, dla której warto ponieść wszelkie koszty i straty finansowe (korzystając z publicznych pieniędzy oczywiście), żeby uszczęśliwić ludzkość. Burmistrz Wacław Ligęza zdaje się uważać, że jak obieca ludziom kajaki i rowery wodne, to jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki świat będzie piękniejszy. Myślenie magiczne odgrywa w życiu ludów wielka rolę, a przywódców, owładniętych myśleniem magicznym i którzy ten fakt bezwzględnie wykorzystywali także nie brakowało. Burmistrz Wacław Ligęza przypomina w swoich licznych, w tym i rekreacyjnych, działaniach, spragnionego wędrowca na pustyni, któremu ukazuje się fatamorgana. Trzeba przyznać, że jak na razie dość skutecznie przekonuje „poddanych”, że źródło już tuż, tuż i zaraz, za chwilę będziemy już tylko… wypoczywać!

PS. Przygotowując ten materiał prasowy przypomniałem sobie jeszcze o jednym z wiekopomnych planów reklamowanych przez burmistrza Wacława Ligęzę. Otóż w 2009 roku, a więc już prawie 10 lat temu głośna była koncepcja budowy wałów przeciwpowodziowych, także na terenie gminy Bobowa:

– W ramach programu ochrony dorzecza górnej Wisły mają powstać wały wzdłuż Białej – od Grybowa do Ciężkowic. Zgodnie z zamierzeniami projektanta, wały w Bobowej miałyby powstać na odcinku 1185 metrów, w miejscu, gdzie Biała wylewa najczęściej – powiedział nam Wacław Ligęza.

(Żródło – Czytaj więcej: http://www.gazetakrakowska.pl/artykul/164982,budowa-walow-na-bialej-podzieli-bobowian,2,id,t,sa.html)

Słowa, słowa, słowa, „tysiące twarzy, setki miraży”… Ta ostatnia uwaga, to do pana, panie burmistrzu!