Przez prawie 30 lat mojej wojskowej służby towarzyszył mi bordowy beret. W szkole oficerskiej skrywany – bo jeszcze nie przysługiwał, mimo objęcia mojego pododdziału szkoleniem do służby w desancie, a na ostatnim roku studiów w działaniach specjalnych. Później, już legalnie: bordowy beret był ze mną w obecnej Jednostce Komandosów i w 6 Brygadzie Powietrzno – Desantowej. Także podczas pierwszej natowskiej misji Wojska Polskiego (18bpd) w Kosowie. Byłem dumny z faktu, że to bordowe berety wprowadziły nas do NATO. Amerykański oficer sił specjalnych widząc jak cenny jest dla nas bordowy beret poprosił o możliwość założenia go i zrobienia sobie zdjęcia w takim nakryciu głowy (mnie poprosił o nałożenie jego – zielonego beretu).

Roman Polko w zielonym berecie armii USA

Gen. Ricardo Sanchez – dowódca strefy, a później operacji Iracka Wolność (na zdjęciu pomiędzy mną, a śp. gen. Kwiatkowskim) dziękował bordowym beretom za wspaniałą robotę podczas misji. GROM, wojska specjalne mają obecnie berety innego koloru, ale to komandosi w bordowych beretach umożliwili budowę tych formacji.

Nie ulega wątpliwości, że prof. Cenckiewicz swoją wypowiedzią znieważył żołnierzy w bordowych beretach i to tych, którzy współcześnie pełnią służbę, w Iraku, Afganistanie, narażając swoje zdrowie i życie. Może miał na myśli tych, którzy decydowali o wejściu żołnierzy w bordowych beretach do Czechosłowacji, ale powinien to wytłumaczyć i przeprosić.

Roman Polko na misji z żołnierzami USA Army

Jednak dla nas, ludzi związanych z mundurem, większym problemem są dowódcy – nie byli, nie „w rezerwie”, nie „w stanie spoczynku”, ale obecnie pełniący stanowiska dowódcze jednostek w bordowych beretach. To wy macie prawo i obowiązek bronić honoru swoich podwładnych! Także naszych dokonań. Armia jest wielkim niemową, ale jeśli zagrożone jest jej morale, zdolności bojowe, możliwości działania – wtedy etatowi dowódcy nie mają prawa milczeć. To nie jest łatwe. Dowodząc GROM-em też musiałem się przełamać i stanąć w kontrze do moich wysokich rangą przełożonych gdy drwiono z jednostki i podawano w wątpliwość jej sens istnienia. „GROM, a może piorunek?” i… pozbawiono nas nazwy GROM (na trzy miesiące)…

Nie daliśmy się, bo nie udało się zrobić wyłomu w naszym zespole. Fakt, w 2004 roku zapłaciłem za to zwolnieniem ze służby. Ale było warto, bo dzięki temu w 2006 roku udało się powrócić i to z gotową koncepcją budowy wojsk specjalnych.

Wake up, don’t be afraid – it’s your ship!

Autor: Gen. Roman Polko