Przejmujący, bolesny wywiad z Lekarką (czytaj), która zrezygnowała z wykonywania zawodu po brutalnych doświadczeniach długotrwałego hejtu, oskarżeń i gróźb ze strony pseudopacjentów.

Tacy „pacjenci”, to jak pseudokibice-chamscy, czujący się bezkarnie, odreahowujący swoje lęki i uprzedzenia, o niskim stopniu inteligencji i rozumienia skomplikowanych zjawisk, pełni ignorancji i mocni słabą pozycją lekarza we wzajemnych relacjach.

Nam nie wypada walnąć pięścią w biurko i powiedzieć:wyp**** z gabinetu zanim cię chamie z drzwiami wyniosę! Nie wiemy jak się zachować i bronić, nie mamy żadnych argumentów, króre zrozumiałby wściekły i roszczeniowy „pacjent”, który przychodzi z gotowymi poglądami na medycynę i na nasz temat-wiadomo-chciwego i głupiego konowała na pssku BigFarmy.

Tu nie ma miejsca na rozmowę, argumenty, dialog, poszanowanie siebie i wzajemnego szacunku. Zderzamy się z prymitywnych vhamstwem, często głupotą z zacietrzewieniem i chyba to jest najgorsze: poczuciem absolutnej BEZKARNOŚCI.

Przypadki doprowadzenia do ukarania agresora, hejtera lub pacjenta notorycznie dezorganizującego pracę rejestracji/lekarza/pracowni są niesłychanie rzadkie i będące skutkiem długotrwałej i heroicznej walki lekarza – nie ma rozwiązań systemowych.

Każdy z nas był w sytuacjach opisywanych przez Panią Doktor, każdy doświadczył na własnej skórze upokorzenia, wstydu i lęku ze strony wrzeszczącego „pacjenta”, który publicznie, na oczach innych pacjentów obrzucał nas oskarżeniami i wyzwiskami. Wiedząc, że nasza ochrona jest żadna puszczamy to płazem, udajemy że nie widzieliśmy i nie słyszeliśmy opanowujemy nerwy i …. wracamy do pracy, bo czarno na korytarzu i nikt nas nie zastąpi.

Nic się nie zmieni dopóki agresywni i chamscy pseudopacjenci nie poczują na plecach bata nieuchronnej wysokiej kary, skreślenia z listy pacjentów, nie poszukają sobie innej pracowni lub poradni, bo wilczy bilet powinien być systemowo ujawniany w e-dokumentacji. Z chamstwem i agresją nie wygra się czułym i troskliwym przekonywaniem, tak jak kibole zrozumieli problem leżąc na glebie w kajdankach i oglądając areszt od środka.

Straciliśmy z zawodu kolejnego lekarza – ilu ich realnie jest? – i będziemy tracić kolejnych, jeśli nie z zawodu to z publicznych podmiotów leczniczych.

Przyszłość nie rysuje się różowo, lekarzy i pielęgniarek coraz mniej, roszczenia coraz większe a w dystemie coraz mniej pieniędzy na ich zaspokajanie, w dodatku bez ograniczeń. Niemrawe próby ograniczenia hejtu i agresji pseudopacjentów nie pomogą nam. Byliśmy i jesteśmy z tym strasznym problemem coraz częściej sami.