Czy jesteśmy świadkami bezprawnego ‘dymania’ obywateli przez banki i firmy windykacyjne? Ponoć najtrudniejsze są odpowiedzi na najbardziej proste pytania…

Jedna z wielu wzorcowych umów, zawieranych ongiś przez Bank:

Z tytułu niespłaconego w terminie kredytu / raty Bankowi przysługują odsetki za opóźnienie w wysokości 1,8 stopy oprocentowania kredytu obowiązującego w terminach zalegania z zapłatą, nie więcej, niż czterokrotność wysokości stopy kredytu lombardowego Narodowego Banku Polskiego.

Na dzień dzisiejszy górna granica takiego oprocentowania wynosi więc 10%. Tymczasem odsetki ustawowe są o 20% niższe i wynoszą odpowiednio 8% (od 23 grudnia 2014 r.). W przeszłości, nie tak znowu odległej, górna granica przekraczała nawet 20%, przy prawie dwa razy mniejszych odsetkach ustawowych.

Popatrzmy, jak problem ten rozwiązuje nasze prawo:

§ 1. Odsetki od sumy pieniężnej należą się tylko wtedy, gdy to wynika z czynności prawnej albo z ustawy, z orzeczenia sądu lub z decyzji innego właściwego organu.
§ 2. Jeżeli wysokość odsetek nie jest w inny sposób określona, należą się odsetki ustawowe.
(art. 359 KC)
………………..

Jeśli wysokość odsetek nie jest w inny sposób określona.

To jest właśnie centrum naszych rozważań.

Wyobraź sobie, drogi czytelniku, że zaciągnąłeś kredyt konsumpcyjny w Banku A. Ponieważ bardzo szybko okazało się, że nie jesteś w stanie spłacać rat, choć zdaniem Banku kwota 700,- zł wystarczyć powinna na dostanie życie, zaprzestałeś spłacania kredytu, co w efekcie doprowadziło do wypowiedzenia umowy kredytu.

Zgodnie z art. 77 kc (75 prawa bankowego) umowny stosunek prawny, łączący Cię z bankiem, uległ rozwiązaniu. Tymczasem ze zdziwieniem odnajdujesz w nakazie „karne” odsetki, zamiast ustawowych! Okazuje się, że zgodnie z uświęconą setkami tysięcy przypadków praktyką bank wypowiedzenie umowy potraktował wybiórczo – owszem, wypowiedział ją w całości, ale w praktyce pozostawił sobie ten nieszczęsny artykuł o odsetkach „karnych”. I strzyże wedle nich swojego byłego klienta.

Tymczasem poza sporem powinno być, że skoro umowa została wypowiedziana, to łącznie ze wszystkimi jej postanowieniami, w szczególności dotyczącymi odsetek umownych. A zatem wysokość odsetek nie jest określona.
Bank zatem może dochodzić jedynie w granicach ustawowych.

Dlaczego powyższe przeoczył sąd?

Oczywiście można odpowiedzieć, że sąd nie jest od tego, by myśleć za stronę. Skoro pozwany godził się na powyższe, nie wniósł w terminie zarzutu, to nic dziwnego, że takie orzeczenie zapadło.

Dlaczego jednak banki, które tak bardzo lubią się chlubić tym, że są „instytucjami zaufania publicznego” cynicznie pozywają swoich byłych klientów, chociaż nie istnieje żadne porozumienie, stanowiące podstawę ich wygórowanych roszczeń? Jak wielki jest ten proceder?

Na razie przedstawiciele firm windykacyjnych mówią o kwocie rzędu 20 mld, która tylko w tym roku może zostać sprzedana przez banki. Tylko w 2015 roku.

Tymczasem wartość tzw. złych długów w 2010 roku sięgała… 65 mld zł. Z kolei na początku 2014 r. (11 stycznia) na blogu Rybinski.eu ukazała się informacja, że „złe kredyty” są plagą, a ich skala to już 350 mld zł.

Czy we wszystkich tych przypadkach stosowane jest oprocentowanie „karne”, zamiast ustawowego? Jeśli tak, to łatwo policzyć, że w ciągu 2015 roku da to 7.000.000.000,- zł nienależnego zysku. To jest połowa zysków, jakie banki osiągnęły w Polsce w 2014 r.! Tyle mniej więcej jest przewidziane w budżecie na naukę w 2015 roku!

W 2014 r. ze względu na wysokość odsetek nienależny zysk powinien być większy o co najmniej 30-40%. Tak właśnie wygląda skala drenażu obywateli polskich przez banki i firmy windykacyjne.

Czy teraz przyjdzie kolej na mieszkania, domy i zabudowania gospodarcze? A wtedy będzie jak przed wojną – wasze ulice, nasze kamienice.

Humpty Dumpty