Czy pragmatyzm i uległość wobec silniejszego zawsze prowadzą do ocalenia?

Często słyszymy zarzuty pod adresem polskich powstań: że były „bezsensowne”, że zabrakło w nich realizmu, że należało kierować się wyłącznie chłodną kalkulacją i podporządkować silniejszemu przeciwnikowi.

Historia pokazuje jednak, że rachunek oparty wyłącznie na uległości wobec tyrana nie zawsze kończy się przetrwaniem.

Przykładem jest Chaim Rumkowski – przewodniczący Judenratu w getcie łódzkim. Wierzył, że gorliwe wykonywanie niemieckich rozkazów, organizowanie pracy i przekonywanie okupanta o „użyteczności” getta pozwoli uratować przynajmniej część ludzi.

Wykonywał niemieckie polecenia, nawet te najbardziej tragiczne. Jednak w pewnym momencie Niemcy zażądali czegoś, co całkowicie podważyło jego koncepcję: wydania dzieci do deportacji.

Rumkowski próbował przekonywać mieszkańców getta, że jest to konieczna ofiara. Jego słowa do dziś pozostają jednym z najbardziej wstrząsających świadectw dramatycznych wyborów, przed jakimi stanęli ludzie pod niemiecką okupacją.

Ostatecznie jego strategia nie ocaliła ani getta, ani jego samego. Po likwidacji getta łódzkiego został deportowany do Auschwitz, gdzie zginął.

Istnieje też obozowa legenda – niepotwierdzona historycznie, ale wymowna – według której inni więźniowie funkcyjni mieli go rzekomo „wynagrodzić” za lata uległości wobec Niemców: mieli uchronić go przed komorą gazową tylko po to, by wrzucić go żywcem do pieca krematoryjnego.

Niezależnie od prawdziwości tej opowieści, jej przesłanie jest mocne: człowiek, który próbuje kupić bezpieczeństwo całkowitą uległością wobec zbrodniarza, może ostatecznie nie ocalić ani innych, ani samego siebie.

Historia Rumkowskiego pokazuje, że „polityczny realizm” pozbawiony zasad moralnych bywa nie tylko odrażający, ale także nieskuteczny.

Nie każda walka kończy się zwycięstwem. Ale nie każda kapitulacja przed silniejszym daje ocalenie.