Miałem krótko odpisać na post Zbigniew Szczęsny dotyczący polemiki z moim stanowiskiem dotyczącym polityki PiS związanej z kwestią Patriotów, które chcieli przekazać nam Niemcy, ale szybko się okazało, że w zwyczajnym komentarzu do Jego ciekawej analizy po prostu nie starczy mi miejsca, stąd odpowiadam „u siebie”. Zachęcam jednak najpierw do przeczytania tego, co Pan Zbigniew Szczęsny napisał (czytaj).

Zarówno z konkluzją, jak i z większością stanowiska Autora nie można się nie zgodzić. Tym bardziej warto podjąć się z nim polemiki. Postaram się w niej przekonać, że polityka PiS pokazała się z dyletanckiej strony przy okazji tych Patriotów.

Od razu zaznaczę, że nie będę się chował za zasłoną „obiektywizmu” – jestem przeciwnikiem PiS, co większość czytających moje posty oczywiście wie, ale być możę nie mają świadomości czytelnicy Pana Zbigniewa, którzy mogą tu zajrzeć. Wolę to od razu wyjaśnić, bo będę starał się to, co chcę napisać, ująć z największym obiektywizmem na jaki mnie stać. Uważam bowiem ten temat za bardzo ważny; politykę PiS w sprawie wojny w Ukrainie do tej pory zresztą chwaliłem, a sytuację z przekazaniem na samym początku wojny naszych samolotów PiS rozegrał po mistrzowsku i nawet napisałem na ten temat „pochwalny post”. Chodziło o sytuację, kiedy Amerykanie wysłali nam „zachętę” do przekazania samolotów Ukrainie, a PiS odpowiedział, ze chętnie przekaże je NATO, które jako sojusz powinno je podarować napadniętemu państwu.

Jednak w sprawie Patriotów mam wręcz wrażenie zadziałania obcej agentury gdzieś na zapleczu rządu. Po kolei wyjaśnię swój punkt widzenia.

Otóż zacznę oczywiście od tego, że w ogóle nie wierzę, że PiS przeprowadził taką analizę intelektualną tej sprawy jak Autor w swoim poście. Rozumiem, że jest on sympatykiem tej partii, ale – nie chcąc się Mu w żaden sposób „przypochlebiać” – przerasta On polityków, z którymi sympatyzuje, w tych sprawach o tzw. głowę, a nawet dwie. Gdyby było inaczej to Mariusz Błaszczak nie wykonałby z dnia na dzień wolty, a komunikaty o treści odpowiadającej analizie Zbigniewa Szczęsnego szły by do społeczeństwa zapewne już wcześniej. W każdym razie najpóźniej od samego początku propozycji niemieckiej. Nie stało się tak ponieważ ktoś podszepnął komuś w PiS (być może samemu Jarosławowi Kaczyńskiemu), że dotychczas wysyłane do najtwardszego elektoratu komunikaty, ze „Niemcy be!” stoją w jawnej sprzeczności z ich propozycją, a sam Jarosław miał się podobno wypowiadać, że przez kilka pokoleń niemiecki żołnierz na polskiej ziemi stać nie powinien. I w mojej ocenie – która być może jest tu nieobiektywna – poświęcono interes Polski dla interesu partyjnego.

Dlaczego uważam, że poświęcono interes Polski? Otóż odpowiedź jest w sumie zawarta w tym, co Autor sam napisał. Zachód uważa, że Polsce nic nie grozi, a ta zbłąkana rakieta to był przypadek. W zasadzie takie też sygnały poszły od polskich władz. A to był błąd.

Otóż my się powinniśmy tej sytuacji realnie „wystraszyć” i pompować ją na arenie międzynarodowej niemiłosiernie. Skoro Ukraińcy uważają, ze to mogła być rosyjska rakieta , to my tym bardziej powinniśmy tego nie wykluczać i tłumaczyć Zachodowi, ze Polska jest „bardzo” zagrożona, i że już raz za Gdańsk nie chciano umierać. Propozycja niemiecka powinna być w tym duchu rozegrana – powinniśmy krzyczeć, że Rosja zabija naszych obywateli tak, jak PiS z Macierewiczem i Kaczyńskim krzyczeli, ze w Smoleńsku był zamach, a Kaczyński z mównicy sejmowej oskarżył o to nawet opozycję („zabiliście mi brata mordy zdradzieckie”). Widać z tego, że gdy sprawa dotyczy interesu partyjnego, to PiS się nie waha. Szkoda, że nagle dostaje intelektualno-emocjonalnej rezerwy gdy chodzi o interes Polski.

Atmosfera zagrożenia przyczynia się do zwiększenia zainteresowania tematem wojny, która, jak Autor słusznie zauważa, spowszedniała na Zachodzie, zwłaszcza we Francji i Niemczech, które brutalnie grają na przegraną Ukrainy. Dwie baterie Patriotów powinny dać przyczynek do działania polskiej dyplomacji, która powinna rozwinąć akcję w kierunku najeżenia uzbrojeniem być może nawet wszystkich krajów naszego regionu (no bo skoro robią to Niemcy, to sytuacja musi być naprawdę poważna, prawda?). Tu naprawdę nie chodziło o to, czy te dwie cholerne baterie zwiększą nasze bezpieczeństwo, czy nie. Zgadzam się tu ze Zbigniewem Szczęsnym, że one same w sobie rzeczywiście nie są game changer’em. Ale to powinien być dopiero początek! Następnym krokiem powinno być: brońmy się w Ukrainie, a nie na terytorium NATO.

Takie myślenie jednak się w PiS nie rozwinęło. Dlaczego? Być może dlatego, że partia ta pozbyła się dużej ilości doświadczonych dyplomatów, a ci, którzy zostali w MSZ raczej skupiają się na przetrwaniu do zmiany władzy. PiS rozbił politykę zagraniczną – zajmują się nią obecnie 3 podmioty (KPRM, Prezydent i MSZ), a samo MSZ postrzegane jest raczej jako biuro podróży niż realny gracz. To musi powodować problemy komunikacyjne zwłaszcza wtedy, kiedy trzeba szybko reagować. Tym bardziej, że czasami elementy polityki zagranicznej pojawiają się w działalności innych ministerstw, tak, jak w tym przypadku – MON. De facto o wszystkim i tak decyduje podmiot spoza ww. struktury – tajemnicza Nowogrodzka.

W tej sprawie nie wykorzystano więc tego, że:
1. Ukraińcy kwestionowali to, że w Polskę wystrzeliła ich rakieta i nawet zaprosili Litwinów do stworzenia z nimi komisji śledczej,
2. Niemcy chcieli dać Patrioty,
3. W. Shaulble kilka dni temu opowiadał w niemieckiej prasie jaka to szkoda, że nie słuchano Lecha Kaczyńskiego, kiedy ostrzegał: dzisiaj Gruzja, jutro Ukraina, potem kraje bałtyckie a później Polska.

Przecież przypomnienie tych słów i wykorzystanie ich do ściągnięcia na nasze terytorium, a być może na terytorium całego naszego regionu, dodatkowego uzbrojenia, aż się narzucało! Czemu tego nie zrobiono?

Widocznie Lech Kaczyński służy tylko jako pałka do rozgrywek PiS z opozycją. Czyli do politykierstwa, a nie poważnej polityki prowadzonej przez poważne państwo.