Pułkownik Kukliński to bardzo oryginalny, bardzo indywidualny przypadek, zwłaszcza w wojsku ludowym, które było od czterdziestych lat formułowane na wiernego sojusznika Armii Czerwonej – dla portalu Pressmania.pl mówi Jan Pietrzak. – To, że znalazł się ktoś taki i, że udowodnił swoją postawą, dał świadectwo temu, że polskie serce, nawet w tak trudnych warunkach, potrafi bić po polsku, a nie po sowiecku, jest dla nas niezwykle cennym i niezwykłym przykładem. – wyjaśnia Małgorzacie Kupiszewskiej

Małgorzata Kupiszewska: Polacy wiedzą, że Pułkownik Kukliński uratował świat? Jaka według Pana jest świadomość naszych rodaków, że Ryszard Jerzy Kukliński nie dopuścił do III wojny światowej?

Jan Pietrzak: – Myślę, że marna. Nasi rodacy mają w ogóle marną świadomość. Przez dwadzieścia parę lat tej III Rzeczypospolitej media fałszują naszą historię, zwłaszcza najnowszą, zwłaszcza relacje, stosunek do PRL-u, do ustroju komunistycznego, do Rosji, do Związku Sowieckiego. To wszystko jest fałszowane. Tego się nie uczy w szkołach w ogóle, bo historia w szkołach kończy się na II wojnie światowej i to na jej początkach. Potem historii się nie naucza w ogóle, nie mówi się o postawach ludzi w czasach komunizmu, co było istotne, co było mniej istotne, kto był szują, zdrajcą, a kto był porządnym Polakiem. Tego nie ma w przestrzeni publicznej, celowo jest niwelowane. Dlatego postacie takie bohaterskie, jak pułkownik Kukliński, nie mają jeszcze godnego miejsca w świadomości rodaków.

płk Kukliński

Pułkownik Kukliński wyjechał z Polski w listopadzie 1981 roku. Miesiąc później wprowadzono stan wojenny. Pułkownik Kukliński prosił Amerykanów, żeby nie rozgłaszali tego, że nastąpi stan wojenny, ponieważ bał się masakry. Czy o tym rozmawialiście na Florydzie?

– Nie…nie! Przepraszam, ale moja rozmowa z Pułkownikiem była jednodniowa. Co prawda cały dzień spędziliśmy razem, ale rozmawialiśmy o rzeczach pozornie błahych, o żartach kabaretowych, o piosenkach, o naszych latach w wojsku, (bo ja też byłem w wojsku ludowym 9 lat), od ’48 do ’57, więc mieliśmy wiele zbieżnych punktów do dyskusji. O motywacjach, czy konkretach, o jakie Pani mnie tu pyta, żeśmy nie rozmawiali, to była rozmowa nie w sprawach wagi państwowej tylko w sprawach prywatnych. Pułkownik bardzo chciał się dowiedzieć, jak komentuję to wszystko, co się w Polsce dzieje.

„Niczego nie żałuję. Gdybym urodził się jeszcze raz, zrobiłbym wszystko, tylko jeszcze lepiej” – tak o swoim życiu powiedział pułkownik Ryszard Jerzy Kukliński. Czy Pułkownik Kukliński wierzył, że polskie władze go zrehabilitują i znajdą argumenty, że działał w stanie bezwzględnej konieczności w obronie ojczyzny?

– Proszę Pani, ja takich poważnych rozmów serio, zwłaszcza o polskich władzach, z pułkownikiem nie prowadziłem. To było towarzyskie spotkanie. Oczywiście różne wątki padały. Natomiast co do jego tej zasadniczej wypowiedzi, że wszystko by zrobił tak samo, myślę, że tak. To był człowiek konsekwentny i miał pewną jakąś żelazną zasadę, którą była miłość do ojczyzny. Dlatego jego bohaterstwo jest szczególne. W tamtych czasach było rzeczą prawie niemożliwą znaleźć w sobie moc, taką siłę wewnętrzną, żeby oprzeć się presji dominującego ustroju i zależności od Sowietów i całego tego nieszczęścia. Pułkownik jest postacią niezwykłą, wyjątkową i bez wątpienia bohaterską.

Pułkownik odniósł bezprzykładne zwycięstwo w dziejach, bo się nie rozczulał, a kierował jedynie wybitnym rozumem. To był genialny profesjonalista. Zna Pan ludzi, którzy tak myślą?

– Wie Pani, po latach się ujawnia, kto w naszej historii jak myślał. Nawet niektórzy ludzie uważani za bohaterów lat temu trzydzieści, czy dwadzieścia, jakby się dezawuują sami, wyłażą z nich jakieś nieładne rzeczy. Nie chciałbym tu jakichś laurek stawiać, albo cenzurować, czy też komentować zachowań różnych osób, które kiedyś takie miano bohatera nosiły. Wydaje mi się, że takich porównań nie ma co snuć. Pułkownik Kukliński to bardzo oryginalny, bardzo indywidualny przypadek, zwłaszcza w wojsku ludowym, które było od czterdziestych lat formułowane na wiernego sojusznika Armii Czerwonej. To, że znalazł się ktoś taki i, że udowodnił swoją postawą, dał świadectwo temu, że polskie serce, nawet w tak trudnych warunkach, potrafi bić po polsku, a nie po sowiecku, jest dla nas niezwykle cennym i niezwykłym przykładem. Nie mieszamy do tego silnych ludzi, bo zaraz zrobi się chaos pojęciowy.

Na mnie najsilniej podziałały słowa Pułkownika „Czynem, a nie ofiarą możemy czegoś dokonać”, dlatego włączyłam się do prac Komitetu Budowy Pomnika Pułkownika Kuklińskiego w Wiązownie. Pan jest również jego częścią…

– Tak jest.

…proszę powiedzieć, jak Pan wyobraża sobie pomnik Pułkownika Kuklińskiego w Wiązownie, tam gdzie bywał, mieszkał, miał przyjaciół, działał.

No, Wiązowna oczywiście jest bardzo ważna w tej sprawie, ale ważniejsza jest postać i to, co ten pomnik ma oddawać. Otóż on powinien oddawać polski heroizm, polską dumę, umiłowanie wolności, jednym słowem takie cechy, które w naszej historii zawsze powodowały, że Polska odradzała się. Z największych nieszczęść, niewoli, upadków, klęsk Polska się podnosiła dzięki takim ludziom jak Pułkownik. Niezależnie gdzie ten pomnik stoi, z całym szacunkiem dla Wiązowny, on powinien oddawać cechy polskości, takie które powodują, że nie poddajemy się i nigdy nie poddamy się przemocy.

Pomnik płk Ryszarda Kuklińskiego w Wiązownie

Doczekamy się w Polsce przywrócenia Pułkownikowi Kuklińskiemu należnej mu czci i dobrego imienia?

– No tak, ludzie walczą cały czas, nie tylko o Pułkownika Kuklińskiego. Bohaterom powstania styczniowego sejm nie chciał nawet poświęcić orędzia specjalnego, by się nie chce narażać Moskwie. W 1920 roku rozegrano jedną z najważniejszych polskich bitew, Polacy odnieśli nad komunistami wielkie zwycięstwo a do tej pory ta bitwa nie ma pomnika w Warszawie. Bohaterowie bitwy nie mają pomnika w Warszawie. Istnieją słudzy Kremla, istnieją agenci Berlina, którzy po prostu są przeciwni wolnej Polsce, którzy nas niszczą, dzisiaj też. Nie jest to już tak intensywne jak w czasach sowieckiego imperium, tego „imperium zła”, ale jest i jako zjawisko jest bardzo przygnębiające, że tylu Polaków, niestety, poddaje się wpływom obcych zaborców.

Pułkownik poprosił w czasie spotkania na Florydzie, żeby zaśpiewał mu Pan swoją pieśń…

– Tak… Tak… Tak było. Można powiedzieć, że śpiewałem do najmniejszej widowni. Zawsze ten utwór śpiewam do wielu setek, czy tysięcy ludzi, natomiast tym razem śpiewałem do jednego widza. Byłem bardzo skrępowany… Śpiewać w jakimś amerykańskim barze, zresztą miłym takim, sympatycznym, ale pełnym ludzi, jakiegoś hałasu, śpiewać na ucho piosenkę „Żeby Polska była Polską” było rzeczą niezwykle trudną z punktu widzenia profesjonalnego, ale budującą. Jeśli chodzi o to, komu się śpiewało tę pieśń… Byłem bardzo poruszony, bardzo wzruszony. Pułkownik też.

Dziękuję serdecznie.

Warszawa, marzec 2013