Obejrzałam z nawyku dziennikarskiego dwa spotkania Jarosława kaczyńskiego z wyborcami (potencjalnymi), których zachęcał do wyboru PIS.
Podczas obu spotkań Prezes mówił to samo. Że PIS chciał zawsze dobrze i bardzo dużo dobrego zrobić. A zrobilby jeszcze więcej i teraz, bo nadal chce robić dobrze, ale jest wojna na Ukrainie, musimy jej pomagać, a sami musimy się zbroić, zbroić i jeszcze raz zbroić, aby nie oddać Rosji ani guzika, więc na razie za dobrze nam nie będzie. A nawet może nam być kiepsko.
Ale, kiedy patriotycznie i dalekosiężnie pomyślimy o tych guzikach, których nie oddamy, to łatwej nam będzie marznąć w zimie i zaciskać pasa wchodząc do sklepu osiedlowego czy supermarketu. Bylo to nudne.
Na pytanie odpowiadał jedynie wygodne do odpowiadania, a na niewygodne się zżymał i buraczał, że widocznie wszedł ktoś z wrogiego obozu.
Ze względu na wiek przypominało mi to spotkania z okresu PRL, kiedy pytania były zapisane na kartce, a prelegent miał odpowiedzi też zapisane na kartce, kazdy, kto miał wątpliwości powinien zaszyć się w najczarniejszą dziurę, bo byl wrogiem publicznym z odpowiednim numerem. I mowiono nam, że było dobrze, a jeśli jest gorzej, no to wiecie-roumiecie -warunki obiektywne.
Może to i sama prawda. Ale jednak po pierwsze – na jej podanie w jakiejś bardziej porywającej formie wybrałabym kogoś inngo, a po drugie – mówienie, że czeka nas tylko płacz, krew i głód nigdy nie jest dobrą agitką wyborczą.
Czy mam lepszy pomysł?
Wydaje mi się, że mam. Gdyby znalazł się ktoś złotousty, sympatyczny, nie mąwiący „piontkom i rękom” , nie aż tak stary i nie tak zgorzkniały i zacietrzewiony oraz podejrzliwy, gdyby rzeczywiście mógł i chciał. powiedzieć wyborcom jaka jest prawda i co i czy naprawdę nam grozi, jaka jest nasza sytuacja gospodarcza, społeczna i polityczna może wysłuchaliby także niezaciekawieni polityką, ale potencjalnie mający jednak dostęp do kartki wyborczej.
Z takiej kampanii, na ktora wchodza ci, ktorzy najpierw spiewaja „Jarosław! Jarosław”, a potem lukaja kazde slowo z jego ust jak gęś kluski , moim zdaniem nic dobrego nie wyjdzie. Ale moge sie przeciez mylić. I obym się myliła.
Autor: Jolanta Makowska
Absolwentka socjologii UW, doktorantka Instytutu Pedagogiki, dziennikarka i publicystka m.in. Twojego Dziecka, „Przegladu Katolickiego”, „Przegladu Tygodniowego”, „Listu do pani”, redaktorka „Wiadomości o Senacie”, autorka książek dla dzieci, ksiażek wspomnieniowych, varsawianów oraz wielu powieści obyczajowych.
Z takiego jadzenia i napuszczanie nie wyjdzie tym bardziej nic konkretnie dobrego a wręcz przeciwnie. Przy tak pejoratywnym stosunku do opisywanej osoby PJK po prostu nie należy raczej ani oglądać ani tym bardziej relacjonować jego wystąpień bo niezdrowe emocje wezmą zawsze górę i żałośliwie wyjdzie słowna małostkowość opisującej. Azaliż to „oby” na koniec jest jedynym jeszcze co nadaje się w treści tej relacji do wzięcia autorki bądź co bądź choć z przymrużeniem oka „na poważnie”.