Po zmianie przez PiS ustaw uchwalonych przez PO dotyczących Trybunału Konstytucyjnego, od samego rana w publicznym radiu i telewizji trwa nieustająca akcja propagandowa mająca na celu przekonanie społeczeństwa, że PiS zmieniając je dokonał zamachu nie tylko na TK, ale i na konstytucję. W publicznych środkach przekazu 99% czasu antenowego wypełniają przeciwnicy prawicy, poczynając od dziennikarzy, „ekspertów”, byłych prezesów sędziów TK a kończąc na politykach. Gdy oglądałam do południa telewizję, to przez kilka godzin transmisji tylko raz usłyszałam kilkudziesięcio sekundowe wypowiedzi posłów Kornela Morawieckiego i Stanisława Piotrowicza z tym, że podczas wypowiedzi posła S. Piotrowicza, równocześnie z nim zaczęła mówić gwiazda TVP Info, prowadzący program redaktor Marek Czyż, tak, że skutecznie go zagłuszył. A były to ważne komentarze ponieważ oceniały aktualną sytuację polityczną, oraz wyjaśniały i uzasadniały działania PiS-u. Takich głosów publiczne środki przekazu nie promują. Głos udzielany jest przede wszystkim przeciwnikom politycznym, którzy hojnie z tego korzystając nie pominą okazji by jadem opluć PiS. Jednak wszystkich przebił poseł PO Robert Kropiwnicki który stwierdził m.in., że:

ustawa PiS nie ma mocy prawnej,
łamie ona zasady demokracji i państwa prawa,
PiS uchwala złe przepisy,
raz podjętej ustawy nie można zmienić,
podczas debaty sejmowej doszło do obrażania prezesa i sędziów TK.

Chciałabym by pan poseł R. Kropiwnicki wyjaśnił zarówno mnie jak i telewidzom: Kiedy według niego ustawa nabiera mocy prawnej? Przecież podczas głosowań każda z nich została przegłosowana większością sejmową, tym samym została uchwalona zgodnie z prawem. Chyba, że według pana posła tylko ustawy uchwalane przez koalicję PO-PSL nabierają mocy prawnej.

Mówił pan poseł, że uchwalona ustawa „łamie zasady demokracji i państwa prawa” i „PiS uchwala złe przepisy”. Jak PO 25 czerwca 2015 roku, uchwaliła ustawy o Trybunale Konstytucyjnym na podstawie których rozszerzone zostały kompetencje TK (sędziowie TK sami sobie je rozszerzyli) i powołana została część jej składu przed upływem terminu urzędowania obecnych sędziów, naruszając według części specjalistów kompetencje Sejmu następnej kadencji, Regulamin Sejmu oraz łamiąc dobry obyczaj, to nie łamaliście zasady demokracji i państwa prawa tylko je wzmocniliście, uchwalając bardzo dobre przepisy. Jak widać co by PO nie zrobiła, to według pana R. Kropiwnickiego działa zawsze demokratycznie, a ustawy przez nią uchwalane są wzorcowo zgodne z prawem.

Twierdzi pan poseł, że „raz podjętej ustawy nie można zmienić”. A przecież w Sejmie nie tylko uchwalane są nowe ustawy, gro prac posłów sprowadza się do ich nowelizacji, jeżeli uchwalane zostało złe prawo. Tym razem nastąpiła zmiana całych ustaw. Ich przeciwnicy argumentują, że jeszcze w historii Sejmu nie miało to miejsca, ale po pierwsze z tego co wiem, nigdzie nie ma zapisów zabraniających dokonywać tego typu zmian, a po drugie jeżeli coś zostało uchwalone przy naruszeniu prawa to należy to jak najszybciej naprawić i to uczynili posłowie PiS i Kukiz 15.

Jak stwierdził w swym króciutkim wystąpieniu K. Morawiecki: „Prawo jest ważną rzeczą. Ale prawo to nie świętość. Nad prawem jest dobro narodu. Jeżeli prawo to dobro zaburza, to nie wolno nam uważać to za coś, czego nie możemy naruszyć, czego nie możemy zmienić. Prawo ma służyć nam. Prawo które nie służy narodowi, to jest bezprawie”.

Wczorajszą debatę sejmową obserwowałam do końca i w żadnym momencie jej trwania nie zauważyłam, by podczas niej „doszło do obrażania prezesa i sędziów TK”. Głosy krytyczne wobec sędziów TK jakie się podczas niej pojawiały były opiniami oceniającymi ich postawę. Każdy obywatel, a tym bardziej poseł może mieć opinię na każdy temat. Wypowiadając się korzysta z wolności słowa które gwarantuje nasza Konstytucja.

Dla wielu ludzi, w tym posła R. Kropiwnickiego każda krytyczna ocena jest obrażaniem. A przecież sędziowie też są ludźmi, mają poglądy i sympatie polityczne dlatego i ich wyroki, wypowiedzi oraz zachowanie, podlegają ocenie. Jak widzę najlepiej według niego byłoby, żeby z prawa do swobodnej wypowiedzi mogli korzystać jedynie przeciwnicy PiS-u, a pozostali za każdą wypowiedz z którą się nie zgadzają, byli surowo karani, najlepiej gdyby wyrywano im na żywca języki.

Mam nadzieję, że każdy kto oglądał posiedzenie Sejmu jak i słyszał od samego rana ten nieustający jazgot, wyciągnie wnioski i już nigdy więcej nie zagłosuje na PO, jak również będzie popierał budowanie obiektywnych mediów publicznych od podstaw.

Liliana Borodziuk