Tymczasem francuski prezydent Macron, który udał się do Chin w towarzystwie szefowej UE, Ursuli von der Leyen świętuje przyjaźń francusko-chińską.

Jedność Zachodu powoli odchodzi w zapomnienie. Dynamika wydarzeń zapoczątkowanych galopującą globalizacją w latach 90-tych XX w. doprowadziła do fundamentalnych sprzeczności interesów między wiodącymi ośrodkami tego świata.
Europa Zachodnia nie czuje się zagrożona ani przez Rosję, ani przez Chiny, a dążenie USA do zachowania hegemonii uważa za godzące w jej możliwości utrzymania kontraktu społecznego. Kraje Europy Zachodniej nie są w stanie pogodzić obranego kursu na redukcję emisyjności gospodarek z wymaganiami bezpieczeństwa strategicznego narzucanymi przez Stany Zjednoczone. W tej sytuacji wybierają to pierwsze i w sposób „pasywny” (czyli nie werbalny, ale w obszarze faktów) poddają bezpieczeństwo strategiczne krajów Europy Środkowo-Wschodniej stawiając je przed wyborem: albo wybieracie „pogłębioną integrację w ramach kontrolowanej przez nas Unii”, albo radźcie sobie z Rosją sami, bo my pieniędzy i ochoty na chronienie Was nie mamy.
Andrew Michta napisał wprost:
To, w jaki sposób będą się rozwijać relacje EU-Chiny będzie miało decydujący wpływ na stosunki Europy ze Stanami Zjednoczonymi. Dużo bardziej decydujący, niż wszystkie błędy, jakie Europa popełniła w relacjach z Rosją:

Kluczowe pytanie polega na tym, na ile Macron ma prawo reprezentować UE.
Albo – na ile reprezentuje UE?
Zostaw komentarz