Chyba jako jedyny z tzw. „publicznych ateistów” byłem gościem Tomasza Terlikowskiego jeszcze w Telewizji Republika.
Dziś wygląda na to, że pan Tomasz, który występował wówczas jako radykalny, dogmatyczny katolik, dziś przeszedł na pozycje nieomal protestanckie.
Dla mnie zaś ateizm przestał w zasadzie być ważny – jestem ateistą w pełni spełnionym, lecz „inni szatani” wydają mi się dziś znacznie większym problemem niż coraz bardziej zmarginalizowany Kościół. Nawet Islam, chociaż w swym fundamentalistycznym nurcie wciąż jest niezłą zarazą, sekularyzuje się i zmienia oblicze.
Wydaje się, że radykalizm religijny jest postawą charakterystyczną wśród kultur słabych, poddawanych silnej zewnętrznej presji – dzieje się tak nawet w Izraelu. Kiedy presja ta słabnie – słabnie szybko intensywność przeżycia religijnego, które podtrzymywane jest coraz bardziej już tylko przez instytucje domagające się takich czy innych tożsamościowych deklaracji.
W zsekularyzowanych społeczeństwach Zachodu silny wpływ instytucji religijnych został jednak poważnie ograniczony, za to miejsce pozostawione przez religie doczekało się zapełnienia przez postawy parareligijne, w których miejsce idola-mesjasza zajęła figura „Innego-ofiary” utożsamiona z coraz to nowymi „grupami dyskryminowanymi”. Ożyła też mentalność gnostycka, uformowana przez przekonanie, że chrześcijański Bóg jest w istocie demonem-uzurpatorem, istotą złą, która stworzyła dupny Wszechświat a w nim jeszcze bardziej dupnego człowieka, którego wszystkie czyny są złem przesycone, zatem najlepsze co możemy uczynić, to przestać się rozmnażać, zaprzestać wszelkiej aktywności nastawionej na przedłużenie gatunku, wycofać się ze świata i zniknąć z niego bez śladu.
Przedziwny jest zatem najnowszy tekst Tomasza Terlikowskiego o „zdradzie apostołów”. Słychać w nim echa gnostycznej herezji Cerynta, zgodnie z którą los Jezusa był apostołom obojętny, gdyż Jezus-człowiek nie był dla nich prawdziwym bogiem. Prawdziwym Bogiem był jedynie Jezus-Logos, który pod postacią Ducha Świętego wpłynął w ludzkie ciało Nazarejczyka i na krzyżu je opuścił. Skoro tak – tłumaczył Cerynt, zdrada Judasza była tylko częścią rytuału, której nikt z Apostołów nie zamierzał zapobiec. Jedyną osobą, która została zdradzona był więc Jezus-człowiek, i zdradzili go raczej cynicznie wyznawcy kultu, w którym był jedynie pionkiem a nie ów nieszczęsny Judasz.
Takie czasy, takie czasy… Wszystko ulega przemieszaniu i nic nie stoi w stabilnych podstawach.
Zostaw komentarz