Jeśli rzeczywiście szanujemy niepełnosprawnych i rzeczywiście chcemy im pomóc, to róbmy to w taki sposób, by mieli REALNY dostęp do świadczeń

//Jeśli rzeczywiście szanujemy niepełnosprawnych i rzeczywiście chcemy im pomóc, to róbmy to w taki sposób, by mieli REALNY dostęp do świadczeń

Jeśli rzeczywiście szanujemy niepełnosprawnych i rzeczywiście chcemy im pomóc, to róbmy to w taki sposób, by mieli REALNY dostęp do świadczeń

Nikt nie ma wątpliwości, że osoby niepełnosprawne powinny być nie tylko otoczone szacunkiem, ale też mogły korzystać z opieki zdrowotnej w sposób dla nich jak najwygodniejszy. Dlatego zmiany przepisów w tej kwestii jest godne pochwały, ale …..

Mamy w tej chwili coraz dłuższą kolejkę osób uprzywilejowanych, którzy świadczenie medyczne powinni otrzymać do 7 dni. To bardzo krótki czas oczekiwania w stosunku do innych oczekujących. Poza tym brak wymogu skierowania do AOS likwiduje wstępną selekcję pacjentów, którzy nie mają wskazań do konsultacji/leczenia w poradniach specjalistycznych. W AOS mamy więc osoby uprzywilejowane, które musza uzyskać świadczenie do 7 dni, mamy te z tzw. pacjentów pierwszorazowych, którzy nigdy nie byli w poradni specjalistycznej lub byli w niej ponad 2 lata wcześniej, mamy kolejkę pacjentów pilnych np. ciążę, kwalifikacje do zabiegów operacyjnych, pogorszenia stanu zdrowia przypadków stabilnych. Mamy też już wpisanych na konkretne terminy porady pacjentów stabilnych. Nawet, jeśli NFZ przeznaczy „dodatkowe środki” na leczenie osób niepełnosprawnych, to nie zwiększy najważniejszej sprawy LICZBY lekarzy specjalistów oraz CZASU ich pracy, a także CZASU pracy poradni.

Wyobraźmy sobie sytuację, w której w danym tygodniu mamy 100 pacjentów stabilnych mających już termin wizyty, 10 pierwszorazowych też już mających termin wizyty i zgłasza się nieprzewidzianych 10 pacjentów pilnych oraz 10 pacjentów uprzywilejowanych, w tym osoby niepełnosprawne. Jak ich wepchnąć w już ustalona kolejkę, terminy przyjęć, czas wizyty, czas pracy lekarza? MIĘDZY pacjentami???? a co to znaczy „między” pacjentami? między pacjentami jest 1-2 minuty na to, by jeden pacjent wyszedł,a drugi wszedł . To co w tym czasie możemy oferować nowemu pacjentowi? ….. chyba tylko uśmiech zażenowania, że otrzymał przywilej od kochających go posłów i NFZ, który dla nas staje się problemem organizacyjnym i zabierze czas wizyty innym pacjentom. Bo nie da się inaczej zrealizować tych „przywilejów” jak zabierając dostęp do świadczeń innym, nieuprzywilejowanym. Jeśli w tym samym czasie pracy mamy przyjąć dodatkowe osoby, to tym samym skracamy czas wizyty innym pacjentom lub pacjentów stabilnych przesuwamy termin wizyty na później. Czas nie jest z gumy i nasz czas pracy również, a jeśli lekarz pracuje w kilku miejscach – a większość z nas tak niestety pracuje – to albo wydłuża swój czas pracy w jednym miejscu spóźniając się do innego miejsca pracy ryzykując tam awantury z czekającymi pacjentami lub kolegami spieszącymi się do innej pracy, albo przyjmuje pacjentów byle jak i szybko pod presją czasu. Tak to ma wyglądać?

Jeśli takie zmiany mają być wprowadzone, to trzeba to zrobić z WYPRZEDZENIEM co najmniej półrocznym i informując INNYCH pacjentów jakie to przyniesie KONSEKWENCJE dla nich – bo każdy bałagan spowodowany przez radosne pomysły polityków spada na nas, bo to my jesteśmy na pierwszej linii.

Jeśli rzeczywiście szanujemy niepełnosprawnych i rzeczywiście chcemy im pomóc, to róbmy to w taki sposób, by mieli REALNY dostęp do świadczeń, nie czuli się dyskryminowani, nie czuli, że ich przywileje zabierają innym dostęp do świadczeń – to każdą zmianę wprowadzajmy roztropnie, szanując innych chorych i pracowników, którzy będą tych świadczeń udzielać, którzy mają również inne zobowiązania zawodowe i rodzinne. Inaczej przepisy mogą okazać się martwe, bo osoba niepełnosprawna zderzy się w rejestracji z pytaniem: KOGO mam skreślić z listy oczekujących, żeby panią/pana przyjąć?? upokarzając ją często bardziej, niż choroba upokarza.

Czytaj więcej tutaj.

By |2018-07-04T09:19:19+00:00Lipiec 4th, 2018|Polityka|1 komentarz

About the Author:

Joanna Dusza-Kozera
Lekarz internista i endokrynolog, absolwentka Śląskiej Akademii Medycznej w Katowicach i Podyplomowych Studiów "Prawo Medyczne" na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, współzałożyciel Stowarzyszenia Lekarzy Praktyków, administruje wraz z Kolegami i Koleżankami lekarzami stroną medyczną na FB "Chcemy leczyć a nie refundować", która popularyzuje niezależne opinie i informacje o stanie ochronie zdrowia w Polsce.

1 komenarz

  1. Justyna 9 lipca 2018 w 12:14

    Zgadzam się z Panią w pełni. Mój 30-letni, niepełnosprawny syn (czterokończynowe porazenie mózgowe, autyzm), poruszający się na wozku inwalidzkim, od 2,5 roku przebywa w Domu Pomocy Społecznej, w którym nie ma specjalistycznej rehabilitacji leczniczej, a jedynie gimnastyka usprawniająca przy łóżku. Ja od 36 lat pracuje i dzięki temu stać mnie na wykupienie synowi odpłatnych turnusów. Kiedy wprowadzono przepisy o powszechnej dostepnosci do świadczeń rehabilitacyjnych, przez chwile miałam nadzieje, ze syn będzie mogl liczyc na rehabilitacje stacjonarną. Jednak w warunkach DPS, jest to niewykonalne. Kto bowiem będzie asystował synowi podczas zabiegów i kto zapłaci za dojazd? Dodam, ze ze względu na przykurcze syn musi być rehabilitowany regularnie, co najmniej 3 x w tygodniu, oraz okresowo w ośrodkach stacjonarnych.
    Reasumując, ustawa – poki co – okazala się papierem bez zadnej wartości. Ten, kto nie ma zasobnego portfela, nadal nie ma dostępu do rehabilitacji.

Komentarze zostały wyłączone.

Google+