W końcu się odważyłem. dziś przeprowadziłem eksperymentalne szkolenie dla kilku osób. Nie nagłaśniałem go, bo sam chciałem sprawdzić i nauczyć się jak to robić. Z grubsza, szkolenie poświęcone było adaptacji niektórych narzędzi wywiadu i kontrwywiadu do działalności gospodarczej na każdym poziomie i jak skorelować własne bezpieczeństwo z bezpieczeństwem państwa, czyli w jaki sposób stać się świadomym elementem KChT. Obserwatorzy mojego profilu, którzy mają takie zadanie służbowe, niech nie niepokoją się, bo umiem oddzielić to, co powinno pozostać tajne od paranoi instytucjonalnej. Mam nadzieję, że uczestnicy wybaczą mi ten eksperyment i nie stracili kilku godzin i pieniędzy. dziękuję też organizatorowi szkolenia i mam nadzieję, że to początek naszej współpracy biznesowej. To szkolenie było kolejnym kamieniem milowym w moim życiu i kto wie czy nie wymagało większej odwagi niż poprzednie. Czas na następny.

Całe życie pracowałem dla państwa, czyli w budżetówce. Teraz jednak uznałem, że kto nie ryzykuje to nie jedzie, a w dodatku czasy wymuszają działanie. W przyszłym tygodniu kupuję spółkę. Istnieje na rynku jakiś czas i nawet jest dość znana w wąskich kręgach. Nie jest związana z żadnym bezpieczeństwem, ochroną, wywiadownią, etc. Kupuję ją za małe pieniądze (ja nie mam nic, ty nie masz nic, on nie ma nic i tak dalej) i przekształcam w firmę poświęconą kontrwywiadowczej ochronie obiektów, dziennikarstwu śledczemu oraz pomocy w rozwiązywaniu spraw nierozwiązywalnych z pozoru. Zaznaczam przy tym, że dla mnie obiekt to zarówno osoba, grupa osób, jak i budynek, instytucja lub dziedzina działalności. Oczywiście będą także szkolenia, o których wspomniałem na wstępie, a także uczące radzić sobie z dezinformacją. Dla mnie bezpieczeństwo to filozofia, a nie towar i to chcę sprzedawać klientom. Konkretny towar też będzie i to związany z elektroniką również i specyficzną, w zależności od potrzeb. Dość szczegółów. Jak już będzie wszystko gotowe, nie omieszkam „pochwalić się” tym (ostatecznie jestem zarozumiały!).

Nie wiem, czy nam wyjdzie. Nam, ponieważ będę prowadzić to z moimi dwoma przyjaciółmi, a właściwie trzema, dużo młodszymi i o życiorysach nie tak popieprzonych jak mój, od początku prawicowych i narodowych (specjalnie to piszę, bo wbrew pozorom to bardzo ważne i nie chodzi o profil polityczny, ale o podejście do ludzi, zupełnie inne niż mordorowców z PO et consortes). Tylko ja jeden pracowałem w służbach i komuś tę wiedzę oraz umiejętności warto przekazać. To też jest jeden z powodów założenia tej spółki. Nie wiem czy nam wyjdzie. Jesteśmy zdeklarowanymi wrogami WSI, nie mamy układów w Mordorze, nie umiemy oszukiwać klientów, ani mamić ich zabawami w pseudo wywiad lub „slajdową działalnością operacyjną”. „Koleżeństwo” nie może na nas patrzeć. Mówimy jak jest i jak to poprawić, bądź stworzyć od podstaw.

Nie cieszcie się Państwo, nie zamierzam przy tym kończyć swojej działalności publicznej i medialnej (same media ją mi zakończą po ostatnich kilku postach). Jestem winien moim wydawcą dwie książki, które piszę. Pierwsza to „Oferent” dla Frondy, książka o niecodziennej budowie, a druga to „Reset” dla Editions Spotkania, zamykająca dwie moje powieści. Eksperymentuję w niej. „Reset”ma dwóch głównych bohaterów. Narrację prowadzę naprzemiennie w pierwszej osobie z perspektywy bohatera „Spisku” i bohatera „Weryfikacji”, którzy spotkają się w marcu 2010 roku. Jak to się skończy? Zobaczycie. Oprócz tego, TVP (jedna z jej stacji) wyprodukuje serial paradokumentalny według moich scenariuszy. Będę go konsultował, a pierwszy odcinek powinien być wyemitowany na 45-lecie Solidarności Walczącej (mam nadzieję, że teraz nie wycofają się).

Zobaczymy! Może mi się uda, ale jak nie spróbuję, to nie będę wiedział. Zaczynam wraz z przyjaciółmi od zera, bez forsy i praktycznie bez niczego i wiecie co? Odmładza mnie to o lat co najmniej dwadzieścia kilka i czuję się rówieśnikiem moich kumpli.

Miałem napisać coś jeszcze, ale doszedłem do wniosku, że nie czas na to. Nie teraz. Miało to być o honorze oficera i procedurze odwoławczej, której nie poddam się, bo zaprzeczyłbym wszystkiemu, co zrobiłem dla kraju po roku 1990. Poza tym, nie przeciwdziałam trzęsieniu ziemi. Mogę tylko niwelować jego skutki. Czasem trzęsienia ziemi są konieczne.