Tym razem post jest kierowany do Wiesława Rewerskiego, bo to jego poranne uwagi skłoniły mnie do własnych. Nie wiem czy słusznych.
Mój ojciec był w partyzantce, także powojennej. Wiedział, że każdy atak na Niemców, a potem na Rosjan czy pracowników i agentów NKWD kończy sie represjami na ludności cywilnej. Imponował mu bardzo Hubal i Ponury, ale na „swoich terenach” nie dopuszczał się podobnego szarżowania. Może nie tyle on. Dowódca tych Batalionów, które operowały na Podlasiu był bardzo zadzieżysty, ale zarazem bardzo mądry ksiądz „Roch Modzelewski”, z fantazją pana Zagłoby, ale jednocześnie rozwagą pana Skrzetuskiego.
Wykonywano wyroki śmierci na tych, którzy donosili na Polaków, na tych, którzy byli winni masowych zsyłek w głąb Rosji czy spalenia żywcem Polaków w stodołach (tak, tak, na Białostocczyźnie było nie tylko słynne Jedwabne; mnóstwo stodół z Polakami spłonęło także, choć o tym jakoś ani mru-mru. A przecież są to miejsca na Białostocczyźnie znane i upamiętniane). Ale dokonywano tego jako karę za zbrodnię. Na ogół już te działania nie powodowały masowych represji ze strony okupantów.
Wystrzagano się jednak bardo brawurowych ataków, które wprawdzie pięknie się opiewa w wierszach, pieśniach i legandach oraz podręcznikach historii, ale które były okupione niepotrzebną śmiercią wielu osób. I samych żołnierzy i osób cywilnych.
Jola cyniczna: czym się różni wojenna Ukraina od pokojowej Polski? Na Ukrainie można bezpiecznie i bez przeszkód przyjechać pociągiem do oblężonego Kijowa, a po spotkaniu z prezydentem, następnego dnia wsiąść do pociągu i równie spokojnie wracać do Polski. W Polsce i Czechach (jak tam na Słowenii?) żaden pociąg dziś nigdzie nie dojechał, a te bardziej luksusowe pociągi nawet nie wystartowały. Są unieruchomione. Bo atak hakerski… No proszę. A nie jestem specjalnie zaskoczona i myślę, jaka będzie następna kara za brawurowe popisy naszego premiera i vicepremiera.
A tak już całkiem nie cynicznie.
Zastanawiam się, jak by to było, gdyby premier Anglii i premier Francji postanowili we wrzesniu 1939 roku przyjechać do oblężonej Warszawy, aby porozmawiać z prezydentem Starzyńskim (rząd już umykał do Rumunii)? Raczej by nieczego takiego nie było, bo po pierwsze premierom Anglii i Francji nie przyszedłby do głowy taki absurdalny pomysł, a po drugie zanim by gdziekolwiek dotarli byliby już zastrzeleni przez Niemców. By nikt się wtedy nie pałętał bezkarnie po zjechanej czolgami i płonącej jak żagiew Polski.
A teraz powracam do naszej rzeczywistości. Mieliśmy już piękny gest Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Gruzji. Nie przyniósł Gruzji pożytku, śmiercią za ten gest zapłaciło kilkudziesięciu ludzie lecących z Lecham Kaczyńskim do Smaleńska. Może pięknie, że sam Lech Kaczyński ma teraz tyle pomników, że tyle rond nosi nazwę jego imienia, a w kościele odbywają się od kilkunastu lat miesięcznice.
Ale co z innymi? Ktoś potrafi – poza kilkoma – wymienić nazwiska innych osób ktore zginęły i nie mają pomników, ulic, rond i miesięcznic? Choćby prezydent Kaczorowski? Nie wspomnę już o stewardessie, która do polityki się nie mieszała, a straciła życie w prawdziwej wiośnie swego życia. Takie igranie z ogniem źle się kończy. A igranie z Putinem bardzo źle.
Rozumiem, że mając już tak niewiele do stracenia Jarosław Kaczyński pragnął powtórzyć gest swego brata-bliźniaka. Tak z bliźniakami bywa. Ale rozsądny (no, ostatnio nie tak całkiem) premier Morawiecki? Ryzykował własną glową – jego sprawa. Ale on ryzykował i naszymi głowami. Co by było gdyby droga przez wojenną Ukraine była naprawdę niebezpieczna i pociąg zostałby zbombardowany czy ostrzelany? A w nim członkowie kraju NATO? I to premierzy tych krajów? Zdawał sobie sprawę, czy nie zdawał? Myślał o konsekwencjach czy nie myślał?
Dziś mamy niebotyczne zamieszanie na kolei. Jeśli to byl atak hakerski to trafiony w sam czas. Jak ostrzeżenie. I stosunkowo łagodny, choć nie dla tych ludzi, którzy gdzieś się pociągami udawali i nie w byle sprawie. A jeśli jutro czy za kilka dni podobny atak spowoduje paraliż naszej sieci energetycznej? Ktoś przewidział?
Nie wspomnę już o tym, że to w rosyjskiech rękach znajduje się i Czernobyl i ta druga elektrownia atomowa na Ukrainie. Rosjanie nie muszą naruszać wcale tego zabetonowanego zniszczonego reaktora. Są dwa jeszcze sprawnie działające. Wystarczy zrobić z jednym „pstryk” i będzie drugi Czernobyl. A jeśli zna się dzień w którym wiatry będą wiały na Polskę… Niemożliwe? Ależ jak najbardziej możliwe.
Te reaktory znajdują się w rękach szaleńca. I dlatego nasi rządzący nie powinni odpowiadać szaleńczą brawurą, aby zyskać uznanie świata: Ale dzielni ci Polacy! To nie Samosierra. To Polska, która została oddana temu rządowi w opiekę, a nie tylko po to by rząd popisywał się swoją osobistą dzielnoscią.
Niech lepiej zajmie się problemem hrywien, które spowodowały kolosalne „zatwardzenie” w naszej bankowości. Mamy bardzo dużo w bankach bezwartościowego papieru. Niewymienialnego na nic. To chyba powinno interesować rząd znacznie bardziej od podróży po ogarniętej (ale jak widać nie aż tak bardzo) wojną Ukrainie i przejazd do (jakoby) oblężonego Kijaowa.
Fot. PRESIDENTIAL PRESS SERVICE
Autor: Jolanta Makowska
Absolwentka socjologii UW, doktorantka Instytutu Pedagogiki, dziennikarka i publicystka m.in. Twojego Dziecka, „Przegladu Katolickiego”, „Przegladu Tygodniowego”, „Listu do pani”, redaktorka „Wiadomości o Senacie”, autorka książek dla dzieci, ksiażek wspomnieniowych, varsawianów oraz wielu powieści obyczajowych.
Jak sie jest tchórzem,to lepiej nie wychodzic z cielpego domku.
Kiedy podobnie straszono nas ruskim wodzusiem (wtedy był to Leonid Breżniew) pisaliśmy na murach pod symbolem dziennika telewizyjnego:
Nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz.
I jakoś dziwnie mam ochotę w ten sposób skomentować powyższy art. ;)